copyright © https://www.facebook.com/studio.grozy 2026
To, z czym kojarzy mi się weird, to raczej długie nowele, w których czytelnik najpierw powoli wnika w pesymistyczny, szary klimat, a potem czuje coraz bardziej grząski grunt wkoło stóp. Zapada się więc w tej historii, albo w niej tonie, a ta, czepiając się fabularnie także innych form, jak choćby thriller czy kryminał metafizyczny, zamyka nad nim swoje kleszcze, czasami nawet na kilkuset stronach. Czy podobny efekt można osiągnąć w formie krótkiej? Czy można wprowadzić w ów niecodzienny stan niepokojącej opowieści, mając do dyspozycji jedynie trzy, cztery strony? Oraz zdawkowo opisanego bohatera, którego nieszczęście i depresję czytelnik musi odczuć w pełni w tak krótkim czasie? No to jest dopiero pytanie. Stara się na nie odpowiedzieć w swoim najnowszym zbiorze opowiadań Gustaw Rajmus.
Czy jest to odpowiedź zawsze łatwa? Tak. I nie. Wszakże weird często nie jest czarno-biały, lecz operuje czymś, co można nazwać fabularną tonacją szarości. Z pewnością w ogóle trudnością jest dla autora, by oddać swoje przesłanie, najczęściej nieco głębsze, sięgające takich tematów jak dorastanie, brak pogodzenia z rzeczywistością, czy ułomność struktury czasoprzestrzennej. Dla czytelnika, który wcześniej miał przyjemność poznać inny zbiór opowiadań, „Królestwa”, lektura „Angst” może być frustrująca. Te krótkie formy, a mamy ich kilkanaście, mają najprzeróżniejszą strukturę.
I muszę przyznać, że w przypadku niektórych z nich, jest to struktura niedokończona, urwana. Czytelnik powoli wchodzi do wody i nagle ta znika. wody, gdy jest w niej zanurzony po kostki. Jest w niej zanurzone po kostki. A oczekiwał możliwości utonięcia w powodzi słów.
Opisy w opowiadaniach są bogate w nieco barokowy sposób co nie zawsze sprzyja odbiorowi szorta. Lecz czasem autor zaskakuje potocznym słowem. Jak choćby w jednym z moich ulubionych utworów, „Folku”, który wyobrażam sobie jako przedstawionego na planszach czarno-białego komiksu, najlepiej z dużą ilością czarnych plam, coś w stylu Mike’a Mignoli.
Sporo utworów, mam wrażenie, traktuje o podobnym temacie, są alegorią smutku i narastającej depresji. I te połączyłbym klamrą, jak choćby „Bezpańskiego” czy „Ćmy”, daleko się nie oddalając.
Tutaj dotykamy jądra bezsensu istnienia i widzimy, jak autor tkliwie obchodzi się z bohaterem w taki sposób, aby czytelnik poczuł opresyjność rzeczywistości. Czy wiec trzy strony to mało, aby poczuć udrękę? Nie jeśli pisze Rajmus.
Są także teksty, osobliwe i dziwne, gdzie to urwanie jakby w połowie, wydaje się najwłaściwszą puentą. Choćby „Wagon”, który traktuje zarówno o symetrii niezmienności, jak i czasoprzestrzennym pęknięciu rzeczywistości.
Posługuje się elementami, które w historii niesamowitej zawsze wzbudzały we mnie dreszcz emocji. Jakaś powierzchnia, w tym wypadku torowisko, pojawia się i znika. Potem stanie się miejską legendą.
Mamy tutaj także teksty, gdzie obok depresyjności i szarzyzny ludzi, którzy w jakimś sensie zaprzepaścili swoje życia, kariery, które są życiowymi przegranymi, nie brakuje komediowej puenty. Jest to humor czarny, który idealnie pasuje, jako konkluzja całości tekstu i stanowi dosyć silne puszczenie oka do klasycznej literatury. Mam choćby na myśli tekst z papugą, gdzie Gustaw w umiejętny sposób samemu papuguje dwa znane teksty samego Edgara Allana Poe. Czy choćby bardzo przypominający mi prozę Čapka tekst „Grom z jasnego nieba”, w którym przy pierwszych już zdaniach wyczuwa się ekstrawagancką pogoń za plot twistem. Konkluzja faktycznie się pojawia i choć pozornie spłyca ona całość, jest w rzeczywistości wdzięcznie błyskotliwa.
Bohaterowie Rajmusa są mrówkami żyjącymi w krainach rozpaczy.
To jedynie nakreślone postaci, z jakimiś wcześniejszymi życiorysami, których pisarz nie zdradza. Myślę, że najsilniej jest to widoczne w moim ulubionym tekście „Anima”. Tekście, który z przyjemnością ujrzałbym jako dłuższe opowiadanie. Ma się wrażenie, że losy bohatera są dopiero początkiem. Z takim wstępem można by ukuć całkiem ciekawy dramat psychologiczny, a może nawet kolejny „Zwrotnik raka”? Także inne z wymienionych tu tekstów zaoferowały mi wycieczkę w stronę „Co by było gdyby?” Co mogłoby być, gdyby pisarz zechciał otworzyć nam ten świat nieco szerzej, a sam pomysł przyrodziłby się w pełnoprawną opowieść, a może nawet powieść.
W tym pragnieniu, aby opowiadania zostały rozwinięte w coś dłuższego, aby bohaterowie otrzymali dla siebie więcej czasu na opowiedzenie całego życiorysu i historii do końca, czai się pewna śliskość. Bo tak naprawdę autor, ma prawo czynić krótki tekst krótkim, a bohatera zdawkowym. Jednocześnie jednak płynie z tego pewna refleksja.
Czy „Angst” jest monumentem? Myślę, że nie. Natomiast teksty w nim zawarte, swoisty poligon doświadczalny dla autora i naszej wyobraźni, są zapowiedzią monumentu. Bo pomyślcie sobie, gdyby wszystkich tych bohaterów zgromadzić w jednej przychodni, gdzie musieliby czekać na spotkanie z kimś ważnym i choć duża część nich to zdecydowanie introwertycy, to czas by mijał. I jeden po drugim otworzyliby się. Zaczęli ze sobą rozmawiać. Jak ciekawa stałaby się ta Poczekalnia. Ale autor ma prawo definiować swoją twórczość i czynić te eksperymenty, których zapragnie. Bo czyż, jak już jesteśmy przy Millerze, wymienionym wcześniej, nie był on eksperymentatorem? Czy eksperymentatorem nie był Dospassos, który tworzył swoje powieści z najbardziej słynną chyba trylogią „USA” w taki sposób, który sięgał po pisarstwo futurystyczne, a bohaterów traktował z przypadku, pokazując ich losy, które czasami mniej lub bardziej się splatały i w ten sposób ukazywał Amerykę w całej jej pełności, w całym jej chaosie i w całym jej kształcie? Czy Doctorow nie robił tego samego w „Ragtime”? Pozwólmy zatem Rajmusowi dojrzewać do kolejnej większej formy. Albo pisać swoje zdawkowo tylko naświetlone historie na trzy strony, tworzyć szkice, niejako... plotki literackie ich. Myślę, że zarówno język Rajmusa, którym operuje w sposób gładki, czasami prześmiewczy, a prawie zawsze niezwykły, ukazuje ogrom wyobraźni, za którą podąża jego literackie pióro. Być może z czasem autor zdobędzie się na to, aby życiorysy ze sobą spleść.
Czy możliwe jest aby bohaterowie krótkich opowiadań spotkali się? Głęboko wierzę, że byłoby to ciekawe, bo w przeciwieństwie do „Królestw”, zbiór „Angst” posiada jeden dodatkowy atut. Jest do bólu (i w związku z bólem istnienia) konsekwentny i spójny. Wyobrażam zatem sobie bohaterów tego zbioru w jednym miejscu i czasie, czego o bohaterach „Królestw” powiedzieć nijak nie potrafię.
Mam ogromne oczekiwania w stosunku do tego autora. I myślę, że na razie to co widzę, choć wspaniałe, jest jedynie początkiem, zmyłką, literackim szkicem, z którego wyrośnie rzecz, której jeszcze w polskim weirdzie nie było.
Polecam.
8/10
Jarek Klonowski
Gustaw Rajmus Angst — http://www.wforma.eu/angst.html