Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Konrad Liskowacki Pomurnik
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Konrad Liskowacki Pomurnik
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
copyright © www.papierowemysli.pl 2015
Czas jest złudzeniem. Wymysłem człowieka – człowieka, który w jakiś sposób musi uporządkować, sklasyfikować i ponazywać (po)znane wymiary istnień swojego oraz innych otaczających go czy wchodzących z nim w interakcje elementów kosmosu. Jeśli zniesiemy kategorię czasu, odrzucimy koncepcję czasowości, to potrzebny będzie – co jasne – alternatywny dodatkowy sposób myślenia o świecie (o ile słowo „świat” jest odpowiednim). Szeroko rozumiana przestrzenność nie okaże się bowiem wystarczająca. A gdyby wybrać tak pojemną kategorię jak opowieść?
Zbudowane z dryfujących atomów myśli, słów, idei (ciał?) wymiary rzeczywistości można nazwać swego rodzaju opowieściami. Nierzadko cząstki elementarne – owe dryfujące atomy – splątują się ze sobą w różnych konfiguracjach. Konstytuują naówczas swego rodzaju konkretne całości, konstrukty pozwalające na wprowadzenie i zakodowanie znaczeń. Agnieszka Masłowiecka w książce „Splątanie” sięga po pojęcie z fizyki kwantowej – stan splątania, a zatem taki, w którym „stan całego układu jest lepiej określony niż stan jego części” [s. 135]. Przykładowo cząstka elementarna może zostać splątana z inną cząstką elementarną, tworząc całość. Jedną z właściwości splątania kwantowego jest poczucie upływu czasu. Innymi słowy, można zaryzykować twierdzenie, że czas „(za)istnieje” wyłącznie wtedy, gdy my „(za)istniejemy” w konkretnym wymiarze wszechświata. Tym samym czas dla jednych może „stać (w miejscu)”, dla innych – „płynąć” (czy „biec”), a dla kolejnych – cofać się, a nawet dokonywać zwinięcia. Na tak zarysowanej koncepcji próbuje autorka rozpisać opowieści różnych ludzi. Historie początkowo zdają się przypadkowo zestawionymi odłamkami, równoległymi, niekiedy symultanicznymi obrazkami rzeczywistości – w efekcie mogą (w zależności od czytelniczych i autorskich umiejętności) zbudować różne „całości”. Nie tylko utworzyć nową jakość, ale i zyskać bądź stracić na wartości.
Istotnym wątkiem w (poza)czasowości wymiarów wszechświata „Splątania” jest kwestia kreatora, wielkiego reżysera całego przedstawienia – pisarza. To on(a) powołuje do istnienia i chwilowych interakcji poszczególne postacie (zwłaszcza zaś trupa, któremu pozwala przez krótki czas opowieści być niby-twórcą, panem czasu i przestrzeni, mistrzem wymiarów rzeczywistości – kimś/czymś „poza”, zawieszonym „pomiędzy”), on(a) tworzy alternatywne historie i niezwiązane ze sobą opowieści. Czas podporządkowany zostaje temu, co opowiadane. O ile autotematyzm i metafikcja we wstępnej fazie „Splątania” (w przed-splątaniu) są ledwo zasygnalizowane, o tyle w końcowej fazie „projektu” splątywania historii ich położenie z marginalnego, peryferyjnego zmienia się na centralne, co niekoniecznie służy dobru opowieści. Pisanie o pisaniu bowiem jest ryzykownym przedsięwzięciem, niebezpiecznym zabiegiem, który łatwo prowadzić może do trywializacji.
Bohaterowie „Splątania” (kobiety, mężczyźni, dzieci – a wśród nich: artyści, lekarze, matki, ojcowie, zbuntowane nastolatki, sparaliżowani, kochankowie, mordercy, trupy czy wreszcie pisarka) spotykają się przelotnie, na dłużej bądź krócej ingerują w życie innej osoby, niekiedy mijają się bez słowa albo potykają o swoje cienie i ciała. Pozornie zmieniają się narratorzy (jednocześnie centralne postacie), a wraz z nimi tytuły fragmentów historii (przykładowo: „Jestem trupem”, „Jestem znikaniem”, „Jestem twoim mordercą” czy „Jestem końcem świata”). Opowieści zasadniczo się splatają, tworzą nowe konfiguracje, ale równocześnie podważają nawzajem swoje istnienia w innych wymiarach rzeczywistości (opowieści). Można je odczytywać oddzielnie, można zestawiać, budować z nich kolejne historie. Nie jest to jednak – jak choćby w przypadku „Gry w klasy” – zręczna żonglerka myślami, ideami, wizjami. Masłowiecka prowadzi swoją narrację (celowo?) na manowce (być może dlatego, że to „opowieść obfitująca w meandry”), zawiesza opowieści, pozwala im rozrastać się pokątnie w czytelniczej interpretacji, wprowadza niedookreślone, otwarte dialogi, stanowiące asumpt do przemyśleń i refleksji na temat początku i końca wszechświata. Nierzadko udostępnia autorka odbiorcom szwy historii, by mogli je przeciąć nożyczkami albo podrzeć na kawałki i poskładać w odmienną mozaikę, przetwarzając tym samym „malowane słowami obrazki” w alternatywne światy. (...)
Luiza Stachura
Agnieszka Masłowiecka Splątanie – http://www.wforma.eu/splatanie.html