nowości 2026

Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo

Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza

Konrad Liskowacki Pomurnik

Tomasz Majzel Święty spokój

Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne

Gustaw Rajmus Angst

Karol Samsel Autodafe 9

Krzysztof Wacławiec W Pasie Oriona

książki z 2025

Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta

Jan Drzeżdżon Rotardania

Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]

Tomasz Hrynacz Corto muso

Jarosław Jakubowski Żywołapka

Wojciech Juzyszyn Efemerofit

Bogusław Kierc Nie ma mowy

Andrzej Kopacki Agrygent

Zbigniew Kosiorowski Nawrót

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach

Artur Daniel Liskowacki Zimno

Grażyna Obrąpalska Poprawki

Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny

Uta Przyboś Coraz

Gustaw Rajmus Królestwa

Rafał Sienkiewicz Smutny bóg

Karol Samsel Autodafe 8

Karol Samsel Cairo Declaration

Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

"Muzyka ma w sobie możliwość każdej melodii...", https://szelestkartek.pl, 06.06.2026

copyright © https://szelestkartek.pl 2026


„Muzyka ma w sobie możliwość każdej melodii. // Dobrze, że ptaki o tym nie wiedzą, a ich / piosenki wypełniają pustkę” po dźwiękach, miłości i sensie

Bartosz Suwiński w „Dutkach” wypróbowuje możliwości języka konfrontowanego z pustką i lukami w myśleniu. W jego wierszach jest wiele momentów, które są objawami przerwanej transmisji na linii człowiek-świat i język-rzecz. To chwile znamionujące wybrakowanie ponowoczesnego logosu i niemożność utworzenia kodu (językowego, znakowego lub poetyckiego) dysponującego pełnym spektrum możliwości komunikacyjnych, a więc skutecznie oddającego to wszystko, co obecne w dookolności. Na skutek tego utwory zebrane w „Dutkach” moglibyśmy odczytywać jako asekuracyjne, w niejawny sposób poszukujące sprawcy uniemożliwiającego nam wyrażalność i tylko na marginesie portretujące rozpad świata. Jednak byłaby to tylko część prawdy. Suwińskiemu w jego metodzie chodzi bowiem także o dynamizowanie zachowań językowych, o wyprowadzenie słowa ze stanu naiwności i ukazanie siły języka wolnego od precyzacji — medium, które bez rezultatu oscyluje wokół swojego przedmiotu. Tu — po upływie czasu — „Znaczenie godzi się z utratą treści” [9] i wiersz prowadzi do tego w sposób naturalny, niespieszny, choć jest on zamknięty w dwóch zwięzłych dystychach, będących wciąż semantycznie niedomkniętymi.

Rzeczy w „Dutkach”, włączone w tryby poetyckiej maszynerii języka, choć w świecie pozornie rozdzielne, dzięki poetyckiemu utworowi narzucają nam przekonanie o ich wzajemnym uwarunkowaniu, o ścisłej łączności między światem widzialnym a niewidzialnym, aktami racjonalnymi a instynktownymi, codzienną pracą a obrzędowością: „Błękit stoi w miejscu chmury, / odkąd zaczął się rozglądać / za wędrującym dniem, / spokrewnionym z kalendarzem” [11]. Wszystko zaczyna tu znaczyć więcej niż mogłoby wskazywać samo z siebie, przy czym dzieje się tak wyłącznie dlatego, że ta poezja rozpoznaje zwarcia na co dzień niewidoczne bez stosownej, wykalibrowanej aparatury. Wydawałoby się, że poecie chodzi o charakterystykę różnych stanów i zaobserwowanie specyficznego przecinania się fizyczności z nadrealnością: „Chitynka przyklejona do szyby, / krople zacinają ziemię, // kroki cichną przy studni, / wiatyk upada w błoto” [14]. Jednak wiersz sąsiadujący z tym przywołanym uprzednio wskazuje, że stawka jest tu zdecydowanie wyższa i dotyczy nie tylko zdefiniowania pewnych procesów, ale — co najważniejsze — także językowego skomplikowania. Intencją jest to, by zbierane przez Suwińskiego okruchy zdarzeń, paralel i materii rozjaśniały przestrzeń wiersza i zaostrzały sensy sugerowanych w tekstach łańcuchów skojarzeń: „Długie noce z szybkimi wizjami, / mielizny zmierzchu utykające kotwicą. // Dzień nie dopełnia miary, w pełni / spadającej gwiazdy brak drogi” [12].

Wierszom w tomie „Dutki” przysługuje ruchomość wewnętrzna i zewnętrzna — są to formy w ruchu, które obrazują zamianę miejsc w relacjach międzyobiektowych, międzysłownych i międzybytowych. Ich niestabilny status pozwala określać przeobrażenia w świecie, definiować dystanse i określać postawy społeczne, a nawet traktować język poetycki jako poręczne narzędzie w cyrkulacji idei („Odległość dzieli uległość wobec wyroku / od bierności wobec wyroku. // Brak znaczenia / nadaje się do wielu rzeczy” [15]). Najważniejsze jest tu sensotwórcze poruszanie się materii oraz ruch transparentnego powietrza: „Ptaki skubią trawę, nabijają na dzioby / dżdżownice, odchylają łebki w tył. // Prochy nie chcą się o nic wystarać dla płomieni, / pomimo obietnic złamanych. Dmijcie, dutki!” [13]. Wszystko to zdaje się służyć afirmacji audialności wiersza — tego, że wystarczy ledwie kilka słów, kilka dźwięków, by wygłosić coś, co przezwycięża zator w świecie, rozprasza negatywizm i zagęszcza poetyckość.

Dźwięki wybrzmiewają w poetyckim świecie „Dutków” mimo wszystko, niezależnie od przeszkód stojących na drodze fal, jakimi się stają zgodnie z prawami fizyki. Dmie w nie czysta poezja. Nie trzeba się nadmiernie wysilać, by doznać ich potęgi i potraktować je poważnie — spotkanie z nimi jest nieuniknione i w tej samej mierze upragnione, wyczekane. Dzięki temu w tych wierszach wiele jakości pozostaje w stanie nierozstrzygalności, przez co trudno rozeznać się, co do ich znaczeniowej i ontologicznej głębi, a także co do właściwej im perspektywy czasowej — nie wiadomo więc, do jakiego porządku przynależą, czy są aktualne i teraźniejsze, czy pochodzą z odległej przeszłości, czy może są wyimaginowane i stanowią fatamorganę. Przez to w wierszu IX „zawsze” jest czymś innym niż „dziś”: „Mantyla zsunęła się w dół. / Nie widać, jak głęboko podeszła // ciemność w oczach, od których / chciałem zacząć. Ale zawsze, nie dziś” [17]. Dźwięki wprowadzają w „Dutkach” tak silną różnicę, będąc mocnym czynnikiem sprzyjającym metamorfizacji oraz — w tym samym czasie — zdecydowanie i subtelnie smagając każdy element poetyckiego uniwersum Suwińskiego, że mogą być postrzegane jako sfera nieograniczonych możliwości, sięgających nawet tego, co absolutne i totalne: „Słychać go wodą rozbryzgującą / się o grunt, o kość w wyłamanym stawie, // o, proś o dzwoneczki potrząsane wiatrem, / miłujących nie tylko miłujących” [18]. Bez głosu i dźwięku wgląd w zewnętrzność nie jest możliwy i rozstrzygające, referencyjne znaczenie mają tylko sygnały audialne, ponieważ to one są zdolne działać pozajęzykowo, niezależnie od tego, co oznajmione w słowach: „Głos jest częścią każdego widzenia, w lustrze zwykle nieruchomo” [20].

„Dutki” Suwińskiego to szczególny wyraz poetyckiej dojrzałości. Nie wynika on z potrzeby zademonstrowania czegokolwiek, podsumowania dotychczasowej drogi twórczej czy oddania pola głosowi poetyckiemu, który osiągnął zaawansowany poziom ewolucji, ale z chęci wypróbowania kolejnej strategii wierszowej. Poeta posługuje się zabiegami, które najczęściej można zastosować dopiero po wtajemniczeniu w meandry poetyckiej kompozycji i po przetworzeniu, odrzuceniu i przemodelowaniu rozmaitych form wysłowienia. Mimo to „Dutki” na różnych polach artykułują pytanie o to, czy wypowiadane tutaj słowa poetyckie nie są nadużyciem z uwagi na podstawowe cechy tych wierszy: immersyjność, skrótowość, eliptyczność, inwersyjność oraz podporządkowanie poetyckiej pracy ukrytym korelacjom. Utwory Suwińskiego, i to nie tylko tym razem, same w sobie są procesem — żyją dzięki łączliwości drobin sensów i ujawnianiu bez ogródek materialnych elementów składowych wierszy, gdyż są skonstruowane z dwóch dystychów, przez co niemal na pierwszy rzut oka możemy zorientować się, z czym mamy do czynienia, gdy zaczynamy — najpierw na powierzchni — obcować z danym tekstem, choć nieustannie jego zasadnicza (głęboka) wymowa pozostaje niewiadomą. Owa łączliwość w „Dutkach” jest czymś innym niż synteza. Celem nie jest tu konwencjonalne połączenie słów w wiersz, ale podkreślenie, że poezję w jej najmniejszych przejawach tworzy rozciągliwa substancja, rozlewająca się na kolejne sfery świata, nie pozwalająca na to, by cokolwiek wystąpiło samodzielnie, bez kontekstu, bez relacji z otoczeniem, z którym każda rzecz dzieli swój ontologiczny rdzeń. Choć każda jakość ma tu w sobie wewnętrzną, niezapełnialną i zaakceptowaną pustkę, to wciąż czeka na uzupełnienie, samoistnie pragnąc inności. Nie chodzi o to, że każda rzecz w „Dutkach” może stać się czymś innym, ale o faktyczną wieloistość wszystkiego, co czyni z tej twórczości swoisty rozrachunek ze światem — próbę ustalenia, jakie są granice i potencje metamorfoz. Nie tylko to, co materialne cechuje się taką ontologią, podobnie jest choćby ze sztuką dźwięków: „Dzisiejsze światło jutro zostanie w mrokach. / Muzyka ma w sobie możliwość każdej melodii. // Dobrze, że ptaki o tym nie wiedzą, a ich / piosenki wypełniają pustkę spóźnionego na kochanie” [37]. Obcość i inność są tu na tyle ważne, że wywołują jedną z kluczowych wątpliwości, dotyczącą otwarcia się na obcość bez uciekania się do przemocy, a nawet tak, by bezgłośnie i bez ściągania na siebie uwagi niebezpiecznych stron dookolności osiągnąć etyczne porozumienie z Innym. Z tych względów poeta wypowiada swoje frazy jakby były formułami magicznymi i religijnymi, chcąc początkowo, niezauważenie, nie tyle coś zmienić w dookolności, ale przynajmniej wyrazić w sposób konstruktywny stanowisko przeciwne wobec status quo.

Swoje wersy i to, co uosabiają, Suwiński lokuje w wykrotach i szczelinach — tam, gdzie rzeczy tracą ciągłość i spoistość oraz tam, gdzie faktycznie dzieje się świat. Ma to swoje konsekwencje w kompozycji wiersza, w praktykowanych przez poetę pominięciach składniowych, w lukach i białych plamach w obrazowaniu. Powstają z tego utwory iluzorycznie urwane, strzępiaste — porwane i następnie zszyte. Na takim tle w „Dutkach” poeta zadaje istotne pytania: Czy słowo wiersza — widziane tu jako uczestniczące w modlitwie i apologii delikatnego życia — może asekurować zmianę, będąc wyrazem pragnienia rewolucji w pojmowaniu tego, co ożywione, a także funkcjonując jako wyraz chęci wyleczenia się z melancholii polegającej na ciągłej tęsknocie za nieokreśloną stratą? Czy wiersz współczesny jest rodzajem prośby skierowanej do świata po to, by ktokolwiek usłyszał głos poety, głos wołającego na pustyni?

Bieżące doznania w „Dutkach” przechodzą do pamięci absolutnej, ponadindywidualnej: „Urwane nuty piosenki, niteczki sprute pośpiechem. / Kto wie, kim jesteśmy i gdzie byliśmy, // zanim ziemia nie stała się miejscem, gdzie w cieniu / krzyży ktoś zostawił worek ze śmieciami i odjechał” [34]. To, co doświadczone w teraźniejszości poetyckiej, wydaje się nierealne, wydobyte dzięki bólu i nabieraniu oddechu, jakby po długotrwałym nurkowaniu. Choć afirmuje się tu przemijanie, to sam czas wydaje się niewzruszony — rzeczy nie są tutaj nigdy tymi samymi, następstwo zdarzeń jest odwrócone do góry nogami, a zdarzenia wynikają z siebie nawzajem, choć logika ich wzajemnego warunkowania się jest nieprzejrzysta i ciąg wynikania nie ma racjonalnego uzasadnienia. Trwanie rzeczy równa się w „Dutkach” ich zmierzaniu do końca, ku celowemu uśmierceniu siebie. Tymczasem zdarzenia wewnątrzwierszowe — rodzące poetyckie jakości, które wydają się nieodwracalne — wciąż w tym tomie transformują się, co dowodzi, że każdemu pryncypium w tym poetyckim świecie można, a nawet należy zaprzeczyć i je zakwestionować.

To, co nieodwołalne, jawi się w „Dutkach” jako negocjowalne i dyskusyjne. Świadomość tego głos mówiący w wierszach Suwińskiego przekuwa w wezwanie zawarte w końcowym wersie z wiersza XXI: „Szukam ciebie jak miejsca, / żeby na chwilę stanąć, / zrzucić tobołki, ich cienie odprawić / w cienie, ale ty wtedy czuwaj, pilnuj życia” [29]. Służyć ma to poszukiwaniu absolutnej osi istnienia w cieniu — nie w centrum świata, ale tam, gdzie ludzkie oko nie jest w stanie sięgnąć, w obszarach nienarzucających się, ale wciąż obecnych w tle. Podobnie nieujawniony bądź pozostawiony sam sobie jest głos mówiący Suwińskiego. Refleksja nad jego statusem prowadzi do zasadniczej wątpliwości: czy jest uprawomocnione mówienie do „ty” bezpośrednio, oznaczając w wypowiedzi konkretną personę, gdy samo źródłowe „ja” pozostaje ukryte? Czy wydobycie z cienia świata upragnionego „ty” jest etyczne i może cokolwiek zmienić? Kwestie te Suwiński podejmuje w XXII wierszu: „Czy ty się obudzisz, / bo wołam cię po imieniu? // Czy głos otworzy ci usta, / z których ćmił ból i dzień?” [30]. W tym kontekście poeta wypowiada pytanie o to, jak dziś odnaleźć siebie wobec podskórnie tlącego się życia i jak z nim obcować, by go nie zinstrumentalizować, a więc nie wykorzystać go na własny użytek, dla prywatnego interesu.

„Dutki” to spotkanie literatury i energii życiowej, która wszystko napędza i tym samym ów tom łączy inspiracje materialistyczne i neowitalistyczne z neolingwistycznymi i neoawangardowymi. Na skutek tego wiersze Suwińskiego przypominają z jednej strony słoje drewna, przyrastające zgodnie z tempem oscylacji wokół punktu ciężkości wszechświata, a z drugiej przywodzą na myśl szarady — grę w kojarzenie niespokrewnionych słów, zgodnie z ich semantyką i etymologią. Słowa w „Dutkach” krzyżują się ze sobą, wynikają z siebie nawzajem i wzajemnie sobie zaprzeczają: „Tu nie chodzi o tęsknoty, niech zapomni o nich krzew. / Tu nie chodzi o marzenia, niech pamięta o nich kwiat. // Tu nie chodzi wskazówka, choć czas i tak odmierza / kupki z piaskiem, żeby nie brakowało strażników i zamków” [25]. Równocześnie cząstki wiersza, na poziomie najbardziej podstawowym, zdają się inspirować życiem drzewa i mrówek, a tym samym dwiema kluczowymi w świecie modalnościami — pasożytnictwem i symbiozą: „Stań tam, gdzie w brzozie płyną soki, / niech podarte strony poplami cukier, // mrówki niech ruszą rzędami liter: / po swoje kalorie, po swoje przetrwanie” [23]. Interesujące jest to, że poeta zachowuje rzeczy najważniejsze na koniec, na poważnie traktując siłę poetyckiej puenty i kierując się zasadą, wedle której do istoty rzeczy nie można dotrzeć bez adekwatnego wprowadzenia.

Predyspozycją wiersza narodzonego w „Dutkach” są wielostopniowe semantyzacje, w których nie sposób, z logicznego punktu widzenia, oddzielić lub utożsamić poszczególnych linii refleksji, które proponuje nam Suwiński. Rzeczy tworzące system wielowartościowy łączą się tutaj ze sobą, karmią się nawzajem, jednak tworzą nieskończony zbiór zmiennych przez fakt, że żywiołem tych wierszy są ruch, dźwięki i transformacje — wszelka łączliwość jest więc w „Dutkach” postulowana, ale nie obiektywna. Nadto to, co żywe, wchodzi w koniunkcję z martwym pismem poezji, nie tyle ożywiając je, ile czasowo przekazując mu swoją energię życiową. Wizje Suwińskiego nie czerpią swojej ekspresywności z czegoś, co moglibyśmy określić mianem nadzwyczajnego — ogniwa jego wierszy są spojone dzięki depersonalizacji perspektywy oraz bardzo rozwiniętej faktograficzności — możliwie adekwatnego określania tego, co jest/było, a czego nie ma/nie było. Świat „Dutków” jest niemal bezosobowy, przy czym nie chodzi o zachowanie pozorów obiektywności, ale o ukazanie swojej lojalności wobec świata. Dzięki temu możemy odnaleźć w tym tomie wiersze przedstawiające, jak uczucia, emocje i przemijanie przynależą do ogółu, a nie do jednostki, są więc czymś ważniejszym niż podbudowa istnienia „ja”. Suwiński w taki sposób mówi o ogólnych tendencjach, nie porzucając bycia blisko życia mającego tutaj samoistne władztwo nad sobą: „W czasie wspomnień gongi bólu / są interwałami oddechu, liczonego // do połowy. Od drugiej zaczyna się rywalizacja czasu ze śmiercią. Oglądasz?” [26]. Gdy pojawia się tu „ja”, to jest ono wciąż niekonkretne, a przestrzeń jego myślenia staje się rozciągliwa, degradując wycinkową świadomość siebie-jako-„ja”, a więc kogoś znacząco różnego od zewnętrzności. Życie samo, uogólnione, jest tu o wiele ważniejsze niż jakakolwiek jednostka, a „ty” — ktoś upragniony, zewnętrzny — ucieleśnia coś o wiele większym zakresie niż ono samo. Podobnie „ty” traci ontologiczną oczywistość, stanowiąc i egzystencjalny środek ciężkości dla „ja”, i źródło absolutnego ukojenia dla wszelkiego podmiotu.

Słowa zapisane w wierszu, zatopione w jego ciele, nie są w „Dutkach” wszystkim, co go ustanawia. Suwiński lubuje się w domysłach, w pozostawianiu kluczowych czynników w ciszy, w pustce, w międzysłowiu. Rzekome przypadki i kolizje słów są tutaj równie ważne, bo poeta posługuje się skrótami metaforycznymi i myślowymi, drenując potencje języka i świata. Ufa przy tym, że wiersz nie może pozostać obojętnym na to, jak wiele zjawisk, rzeczy i bodźców tworzy rzeczywistość doświadczenia. Uważa, że powinien dołożyć należytej staranności, by nie tracić oddechu wobec naporu treści i policentryzmu zewnętrzności. Poszczególne części wierszy Suwińskiego zagłębiają się więc w sobie nawzajem — są wewnętrznie skonfliktowaną jednością, próbując wyzwolić się z uścisku tego, co im towarzyszy; wydzielają się na zewnątrz bez oporu, rozpraszając swoją istotowość i tym samym próbując przetrwać za wszelką cenę. W „Dutkach” strony świata korespondują ze sobą, choć równocześnie dążą do jak najbardziej wyraźnego rozdziału między sobą. Dzięki procesualności i dynamiczności poetyckiego myślenia Suwiński stawia pod znakiem zapytania przekonanie, że świat przez nas percypowany jest całością, a jego cząstki nie mogą ze sobą konkurować, sugestywnie walcząc o uwagę i miejsce w hierarchii. Ponadto — co dopełnia katalogu ciekawych zjawisk poetyckich obecnych w tym tomie — narzędzia zastępują tu wykonawcę, a on, jako podmiot, reprezentuje rzeczywistość wciąż mu umykającą, oddalającą się od człowieka.

Obiektywne wyznaczniki istnienia w „Dutkach” rugują subiektywność, wystawiają ją na próbę i nie pozwalają człowiekowi odcisnąć trwałego piętna na swoim otoczeniu, a więc wyrazić siebie. Dlatego tak wiele dzieje się w tych wierszach na poziomie czasu poetyckiego, łączącego czas literatury z czasem życia biologicznego: „Ale ten czas się już skończył. / Przestałem umierać, dowiedziałem // się jak żyć. Księgi muszą przecież / kogoś ocalić. Ktoś musi dać słowo i nutki” [28]. Tylko dzięki precyzyjnemu zorientowaniu się, kiedy praktykuje się — symultanicznie — doświadczenie, myślenie i życie, można zdać sobie sprawę z nieurzeczywistnionej potencjalności świata — to ona jest dla człowieka w „Dutkach” szansą, podobnie jak to wszystko, co niewczesne i spóźnione. Tożsamość wiersza Suwińskiego w tym wypadku uwarunkowana jest przez czas poetycki wchodzący w fazę zanikową, przez co zasadniczym deficytem jest tutaj możność określenia chronologii i zależności między zdarzeniami, co dodatkowo komplikuje nie-obecność swego rodzaju nad-jednostki (czegoś/kogoś więcej niż „ja”), która metonimicznie wkrada się do „Dutków”: „Do gasnących płomieni zbliża się / spojrzenie, jak się zatrzyma, ustanie ruch. // Znaczenie może przynieść już tylko dzień, / ale czas zwleka z jutrem, wiatr nanosi liście” [19]. Ciekawe jest, że gdy myśli i działa się w tych wierszach jako indywiduum wczuwające się w życie, co zresztą najczęściej wydaje się jedynym możliwym i najlepszym wariantem bycia, to stosowne wydaje się wypowiedzenie wizji spajającej wszystko — nieuniknienie pojawiającej się jako widmowa — wspólnoty: „Dłoń na korze brzozy. / Puls na przegubie, // w rytm straconej szansy, / zanim tę podejmie liczba mnoga” [21].

Suwiński, dzięki swojemu oryginalnemu podejściu do języka poetyckiego, pokazuje w „Dutkach”, że rytuał i nabożeństwo są fenomenami nieodłącznymi od konwencjonalnej komunikacji i samego świata, będącego także zakodowaną, pozasłowną wypowiedzią. Uniwersum poetyckie jest tutaj skutkiem produktywnego ciągu rozwojowego i nic nie dzieje się w nim samo z siebie, owa czasoprzestrzeń napręża się i rozpręża, bo wywierają na nią nacisk zarówno przeciwieństwa walczące o prymat, jak i pokojowe paralele. Bywa też, że oczekuje się tutaj „nim pożar do końca strawi te zamazane / i złudne, tę wiarę, że tu musi być inaczej, śnie” [24]. Poeta pasjonuje się bodźcami pośredniczącymi między półkulami umysłu, językami i zmysłami, jednoczącymi, ale nie bez zastrzeżeń, sen z jawą, przedstawienie z majakiem, wiarę z niewiarą, ogień z wodą. Nie powstaje z tego żadna harmonia czy chęć sprawowania pieczy nad nie-porządkiem rzeczy, choć wyraźne jest w „Dutkach” przekonanie, że obowiązkiem poezji jest istnieć, by kiedyś — prawdopodobnie nie za naszego życia — kogoś ocalić i ustrzec przed niemożnością operowania „słowami i nutkami” [28], to jest posłużenia się wyrażalnością dla wyższej sprawy. Gdy te pierwsze są nieskuteczne, nie są stróżami tego świata i zapanowuje w „Dutkach” milczenie, zaczyna się czas oczekiwania na powiew wiatru i — co najważniejsze — na dźwięk przez niego wywołany w tytułowych instrumentach: „Inaczej układają się godziny, / kiedy słowa nie mogą znaleźć // swojej modlitwy, bo nikt / nie mówi już niczego do nikogo, słońce” [35]. Dźwięki słów, głosu i muzyki są tutaj jakościami wydobywającymi człowieka z letargu, z hibernacji beznadziei. Podobnie można określić cel „Dutków”, które przypominając książkę—samotnię, wymagają od czytelnika medytacyjnego skupienia, wytężenia uwagi odcinającej od chaosu — wówczas możliwe jest wysłyszenie tego, co „niesie się z oddali” [32], zaznanie swoistej emanacji utraconego i nieodzyskanego czasu. Recepcja tego ostatniego jest tu tym bardziej utrudniona, że świat w „Dutkach”, łącząc sacrum z profanum, wydaje się naprędce zszyty z odłamków i resztek — komunikacja bazuje na półsłówkach, a ze skomplikowanych pieśni i tkanin pozostały poszczególne nuty i niteczki, z których nie sposób zbudować stałej tożsamości i przekonującego obrazu rzeczywistości.

„Dutki” to wyśpiewane i niewyartykułowane pieśni i psalmy, które, gdyby były usłyszane, przytoczone i wyłożone, odmieniłyby wszystko. Jednak snują się one w ciemności i dymie, ginąc w rwetesie rzeczy nieważnych i przegrywając z „codziennymi piszczałkami” [33], a nawet z ubóstwem zmysłów i niedostatkami wrażliwości. Świata w „Dutkach” nie można odnowić ani uzdrowić, nie ma żadnych szans na jego odrodzenie i transformację — to, co jest osiągalne, to zawierzenie się zagadce języka, który — przepuszczalny i ukryty w naszej świadomości — wykorzystujemy w mówieniu o zewnętrzności. Nie każda przestrzeń powinna być jednak językowo skonstruowana, tym bardziej że wielosłowie nigdy nie przynosi ukojenia, tworząc chwiejne tożsamości zamiast sprawczego „ja”. Suwiński proponuje pozostawienie wyjątkowych obszarów świata samym sobie, bez zbędnej ludzkiej autoryzacji, niezależnie od zjawisk komunikowalnych i ich niby amorficznej postaci: „Kotlino, przyjmij ten deszcz. / Zboczem niech opada głóg i tarnina. // Zostaw w górach słowa, / echo niech karmi się niepokojone ludźmi” [36]. Chodzi o to, by mimo daremności wysłowienia, skonsumowania świata i języka bez zwiększenia swojego — bytowego — potencjału, bez doczytania i rozszyfrowania wielu tekstów i bodźców, a także bez pokonania zagarniającego wszystko zaniku, wciąż słyszeć (i to nie tylko w realizacjach poetyckich) dźwięki wydobywane z tytułowych — ożywiających bądź poskramiających, wznoszących w powietrze bądź przybliżających do ziemi — wietrznych, wiotkich, falujących „Dutek”, piszczałek i rurek.

„Dutki” — owe trzydzieści ascetycznych wierszy, z których każdy składa się z dwóch dystychów — próbują odciąć nas nie od samego świata, ale od instancji narzucających nam swój światopogląd po to, by zobrazować, jak percepcja w życiu przechodzi w znaczenie w poetyckim utworze. Miniaturowość, aforystyczność i postimpresyjność Suwińskiego wiele zawdzięczają — afirmowanej przez poetę — materialności (dotykalności, uchwytności) dźwięków oraz ogólnemu poluźnieniu związków między semantyką a ontologią. Na skutek tego „Dutki” biegną torami nakreślonymi przez pogłosy, które są odpryskami innego, nieusłyszanego świata, który absorbuje bezbronne „ja”, wycisza jego intuicyjne asocjacje, dążąc do skojarzenia jego egzystencji z byciem wobec śpiewnych objawień. One zaś przenoszą „ja” tych wierszy w czas po odlocie, po poskromieniu, po wybrzmieniu dźwięków instrumentu, gdy nie ma już znaczeniotwórczych artefaktów i sam krajobraz jest instrumentem poetycko-muzycznym. Nadto „Dutki”, które możemy ulokować między płaczem a modlitwą, wciąż pytają: Czy świat faktycznie milczy? Czy tylko nie dopuszcza nas do siebie, do swojego wewnętrznego rwetesu? Znaczenia gubią u Suwińskiego treść, a forma, choć rzekomo „sztywna” i krusząca się, uplastycznia się i wytraca statyczność, zyskuje wymowną integralność. „Dutki” to tom stworzony z lapidarnych wierszy nie po to, by wymyśleć na nowo formułę książki poetyckiej próbującej osiągnąć autonomię i odzwierciedlić nieopisane. Przyświeca tej książce poetyckiej inny — bardziej doniosły — cel, a mianowicie odnalezienie tych miejsc w języku i świecie, które są naprężone (niepoddane jeszcze rozmiękczeniu przez ponowoczesność) i zdeponowanie w nich nadzwyczajnych, dźwięcznych przypadłości tego, co liryczne.
Przemysław Koniuszy


Bartosz Suwiński Dutkihttp://www.wforma.eu/dutki.html