Nowości 2020

Andrzej Ballo Made in Roland

Roman Ciepliński Ukryte myśli

Anna Frajlich W pośpiechu rzeka płynie

Jarosław Jakubowski Wojna

Zbigniew Jasina Inaczej przemijam

Paol Keineg Powrót do Bretanii

Bogusław Kierc Płomiennie obojętny (o chłopcu, który chciał być Bogiem)

Andrzej Kopacki Sonety, ody, wiersze dla Marianny

Dariusz Muszer Księga ramion deszczu

Uta Przyboś Wielostronna

Karol Samsel Autodafe 3

Henryk Waniek Notatnik i modlitewnik drogowy II

 

Nowości 2019

Dejan Aleksić Jak to powiedzieć

Jarosław Błahy Rzeźnik z Niebuszewa

Kazimierz Brakoniecki Twarze świata

Tomasz Hrynacz Dobór dóbr

Piotr Kępiński Po Rzymie. Szkice włoskie

Bogusław Kierc Osa

Andrzej Kopacki Inne kaprysy

Artur Daniel Liskowacki Brzuch Niny Conti

Tomasz Majzel Osiemnasty

Dariusz Muszer Człowiek z kowadłem

Dariusz Muszer Wiersze poniemieckie

Elżbieta Olak Otulina

Paweł Przywara Ricochette

Karol Samsel Autodafe 2

Bartosz Suwiński Bura. Notatnik chorwacki


Paweł Tański Okolicznik północnych pól

Andrzej Turczyński Czasy i obyczaje. Wariacje biograficzne

Andrzej Wasilewski Jestem i

Sławomir Wernikowski Passacaglia

Jurij Zawadski Wolny człowiek jeszcze się nie urodził

 

"Odliczanie oddechów", https://czytanieisluchanie.blogspot.com, 12.07.2019

Recenzje » Recenzje 2019 » "Odliczanie oddechów", https://czytanieisluchanie.blogspot.com, 12.07.2019

copyright © https://czytanieisluchanie.blogspot.com 2019

Powinienem słuchać Bacha. Ale zacząłem od Preisnera, a teraz Haendel. Co dalej? Może będę nasłuchiwał kroków, może Ktoś Kogo wypatruję wreszcie mnie odwiedzi, i zostanie. Obok. Bez zbędnej melodii wyjaśnień, napomnień.
Powinienem pochwalić kilka opowiadań z zestawu przygotowanego przez Wernikowskiego, a o reszcie zapomnieć. A jednak zrobię inaczej. Po kolei.

Czy ktoś pamięta – obudzony o piątej nad ranem, lub teraz zapytany – kto to jest/był Henryk Bardijewski? Otóż konia z rzędem temu, kto krzyknie: – Ja wiem, ja wiem! Niewielu z nas pamięta utwory tego prozaika. Sam przypomniałem sobie o nim właśnie przy okazji lektury „Passacaglii”. Jest jakieś ukryte równanie, które powoduje, że gdy „przetrawiam” styl Wernikowskiego, to wraca do mnie Bardijewski.
Nigdy (przesadzam) nie zapomnę mojego zachwytu nad początkowymi frazami dosyć lichego opowiadania „Monstrum”. / „Otrzymałem w spadku jezioro. Radość czy kłopot? Pojechałem w rodzinne okolice rozejrzeć się, a tam jezior pełno, woda obok wody, nie wiadomo, która moja”. /
Zwłaszcza „woda obok wody” zdecydowała o moim niezapominaniu twórczości Bardijewskiego. I po latach – dziesięcioleciach – ten sam duch, styl wrócił. Pominę cytaty. Ale – proszę – uwierzcie mi: Wernikowski ma to coś, co jego prozę czyni interesującą, momentami pozytywnie zaskakującą.
Autor niemłody (rocznik 1964), nauczyciel akademicki, który swój skromny debiut miał dawno (2007), co uprawnia do ogłoszenia, że omawiana książka jest jego pierworodnym tworzywem.

Najlepsze w całym asortymencie literackim „Passacaglii” jest właśnie pierwsze i tytułowe opowiadanie. Czym głębiej w las tym więcej czyli mniej. Bo niby jest forma, jest styl, ale tego zaskoczenia i tempa, co w pierwszej opowieści, potem brakuje (apetyt rośnie w miarę jedzenia). Są opowiadania dobre, ale i zaledwie poprawne. A jednak będę adwokatem diabła i od tego zdania zacznę bronić – co zapowiadałem we wstępie – całości, ujętej w tej książce.
Szanuję pracę Anny i Pawła Nowakowskich, którzy w Wydawnictwie FORMA, nie boją się podejmować niepopularnych decyzji. Vide – wydanie prozy Jarosława Maślanka, odrzuconej przez wielkie oficyny, a dobrze się stało, bo uznaję wspominaną tu „Fermę ciał” za najlepsze co napisał Maślanek.
Ten wstęp jest mi niezbędny by orzec rzecz przykrą dla całego środowiska. Otóż, gdyby opowiadania Wernikowskiego wydało – przykładowo Wydawnictwo Literackie lub Znak, o Agorze nie wspominając – to ta książka byłaby zauważona, dostrzeżona i dobrze oceniana. A gdy wychodzi spod skrzydeł niszowego (sic!) Wydawcy, to sprawa się rypła. „Passacaglię” przeczyta niewielu. Kilku recenzentów, znajomi Królika i bęc.
Gdybam dalej: – Otóż, gdyby Sławomir Wernikowski miał facjatę Szczepana Twardocha i jego styl „buntownika na siłę”, to wróżę, że wylądowałby na okładce nawet Vogue.
Bo rejestry jego opowiadań nie mają w sobie fałszu i nawet grama grafomanii. Powiem więcej – są momentami – lepsze od tego co w swoich ostatnich zestawach sprzedaje – dzięki dużej machinie promocyjnej – Twardoch.

Jest jeszcze kwestia lęku i kunktatorstwa polskich wydawców. Opowiadania „ najwspanialsza z form literackich „ jest traktowana po macoszemu, byle jak. Działalność FORMY temu przeczy, ale co z innymi? PAUZA się nie lęka, ale oni wydają tylko (bardzo dobrych) autorów zagranicznych. Inni – o czym wspomniałem – tu już kilkakrotnie traktują publikacje nowel jako trampolinę reklamową. Przykład? Jakub Małecki jesienią wydaje kolejną powieść, więc wydawnictwo SQN aby „budować napięcie” rozpowszechnia tylko na swojej stronie internetowej zestaw opowiadań swojego autora. A może stać się tak, że to te nowele będą (są? – nie wiem, jeszcze nie przeczytałem) cenniejsze dla czytelników (odbiorców) od głównego dania (powieści).

Nie przeciągając. Poza wspomnianym tytułowym opowiadaniem, doceniam jeszcze dwa: „Ciotka” i „Krzyk”. Ważne, że jest w czym wybierać, a po takim starcie czas na powieść Wernikowskiego. Na pewno będę chciał przeczytać jak autor radzi sobie z opowiadaniem np. na dwieście pięćdziesiąt stron, gdzie będzie odliczał oddechy bardziej równomiernie :).
Jarek Holden


Sławomir Wernikowski Passacagliahttp://www.wforma.eu/passacaglia.html

  • Dodaj link do:
  • facebook.com