copyright © https://kozirynek.online 2026
Nie wiem, co mną kieruje, gdy sięgam po książki takie jak „Pole Czaszek” Dariusza Muszera. Może to chorobliwe ciągoty do grzebania w tym, co nas boli, a może raczej potrzeba odnalezienia resztek sensu tam, gdzie wszystko już dawno zatonęło w mroku.
Przeczytałem tę powieść jednym tchem, choć nie jest to lektura lekka — przeciwnie, ciąży jak metalowa maska przyspawana do twarzy, ale właśnie dlatego warto było ją założyć. Muszer nie opowiada bajek na dobranoc. On wywleka z wnętrza świata to, co gnije, cuchnie i przypomina nam, że jesteśmy zdolni do wszystkiego. Nie tylko do dobra. Przede wszystkim nie do dobra.
W „Polu Czaszek” przyszłość jest tylko inną wersją teraźniejszości, tyle że przerysowaną. Ziemia — po raz kolejny — została zniszczona przez własnych lokatorów. I nie, nie przez jakiś przypadek, nie przez upadek meteorytu czy wypadek laboratoryjny, ale przez czystą, ludzką żarłoczność. Pazerność. Chciwość, którą tak często dziś widzi się na ulicach, w tramwajach, w korporacyjnych biurowcach i niedomkniętych ustach polityków. To nie przypadek, że ludzkość w tej książce zostaje „odtworzona” przez galaktyczną komisję, bo sama nie potrafi już nawet się rozmnażać bez przemocy, bez zorganizowanej, sterylnej „kliniki rozpłodowej”.
Widziałem siebie — i nas wszystkich — w tym koszmarze. W tych pociągach jadących donikąd, w polach wyoranych czaszkami, w „żywych lodówkach” przenoszących jedzenie na własnych plecach. Czy to tylko metafora wojny? Owszem, ale i coś więcej — to metafora świata, w którym człowiek człowiekowi jest już nie tylko wilkiem, ale rzeźnikiem, technologiem przemysłu śmierci, inżynierem zagłady. I nie musimy daleko szukać przykładów. Przemoc domowa, medialne lincze, szkolne nękania, dehumanizacja w miejscu pracy, puste spojrzenia na ulicach — to tylko inne, „cywilizowane” wersje tego samego: człowiek pożerający drugiego człowieka. Tyle że dziś robi to w garniturze albo z telefonem w ręce.
U Muszera każde stworzenie ma swoją funkcję. A ludzie? Ludzie są pomiędzy — zagubieni w uczuciach, które ich ratują, ale i gubią. I to właśnie tutaj, między pustką a przetrwaniem, znalazłem coś poruszającego. Prawdziwie ludzkiego. Bo jeśli coś jeszcze czyni nas ludźmi, to ta przeklęta zdolność do czucia. Do wzruszenia, żalu, do wstydu. Do miłości, nawet jeśli jest ona wypaczona. Do poświęcenia — jak u Kary, Justusa, Liv. Do buntu wobec norm, które każą traktować innych jak mięso.
Widziałem w „Polu Czaszek” echo „Rzeźni numer pięć” Vonneguta. I nie chodzi tylko o stylistykę, nielinearność czy groteskę, ale chodzi o to samo pytanie, które od lat wraca do mnie jak uparty refren: co z nami jest nie tak? Czemu, posiadając rozum, ciągle wybieramy najniższe instynkty? Czemu propaganda działa skuteczniej niż empatia? Czemu łatwiej nam uwierzyć w kłamstwo niż w cierpienie drugiego? Muszer włożył te pytania w usta swoich bohaterów, a odpowiedzi nie są wcale pocieszające. Choć, przyznam, gdzieś między wierszami znajdziemy ziarenko nadziei. Wierzę, że autor zostawił to celowo. Takie jedno, uparte: „a jednak...”. Jednak można być sprawiedliwym. Można kochać, mimo że to słabość. Można przechować człowieczeństwo jak iskrę w dłoniach, nawet w samym środku piekła. I może właśnie dlatego ta książka działa tak mocno — bo mówi prawdę. A prawda boli.
Zatrzymałem się na jednym zdaniu, wypowiedzianym przez Zunritę, że Ziemia to żywe stworzenie, które potrzebuje naszego dotyku — nie ciosu. Przypomniałem sobie, jak często nie dotykamy już siebie w ogóle — nie tylko planety, ale i siebie nawzajem. Żyjemy w dystansie, fizycznym, psychicznym i społecznym. Maski, ekrany, retoryki — wszystko to dzieli nas skuteczniej niż płoty z drutu czy ściany z betonu.
Może więc „Pole Czaszek” to nie wizja przyszłości, lecz alegoria teraźniejszości. Ziemia nie jest spopielona, ale jest martwa emocjonalnie. Ludzie nie jedzą się fizycznie — ale zżerają się słowami, wzrokiem, obojętnością. Jak napisał Muszer: „Wy lubicie słuchać kłamstw, dlatego wam je serwują”. A ja pytam: czy my jeszcze umiemy słuchać czegokolwiek innego?
Wiem jedno: „Pole Czaszek” zostaje w człowieku. Jak rana. Albo jak ślad po śnie, który — mimo że przerażający — był tak blisko prawdy, że nie możesz go zapomnieć. I może o to właśnie chodziło autorowi.
Rafał Kasprzyk
Dariusz Muszer Pole Czaszek — http://www.wforma.eu/pole-czaszek.html