Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Konrad Liskowacki Pomurnik
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Konrad Liskowacki Pomurnik
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
copyright © www.latarnia-morska.eu 2015
W powojennej publicystyce polskiej mamy sporo książek analizujących Polskę i polskość. Przypomnę chociażby mistrzów tematu: Kazimierz Koźniewski, Mielchior Wańkowicz, Zbigniew Załuski... No i chyba Mrożka warto by przywołać. Ale to stare czasy... Michał Tabaczyński (rocznik 1976) postanowił poniekąd wejść do podobnej rzeki. Choć woda tu już zupełnie inna, horror czasu nie tak dramatyczny, a okoliczności mniejszego kalibru. Aczkolwiek podziwiam go, bo „polskość” mało kogo dzisiaj obchodzi. No, może kilku oszołomów, ale ich z kolei nie obchodzi nic innego, przez co skądinąd obiektywny temat staje się zbyt subiektywny i opisywany „pod tezę”.
A więc trzeba brać pod uwagę całą tę nową biocenozę, w jakiej Tabaczyński dorastał. Inne klimaty. Inne dylematy. I chwała Bogu, bo po co powtarzać wątki zapisane przez dziadków i ojców. Zwłaszcza teraz, gdy nowa Polska oddycha nowym powietrzem. Nie tak dramatycznym, ale cudownie nonsensownym i zadymionym toksynami.
Ta książka składa się z wielu krótkich rozdzialików. W każdym jakieś wspomnienie, jakaś okoliczność, jakiś paradoks... – takie puzzle polskie, które autor układa z własnego doświadczenia i pamięci. Czasami są to drobiażdżki, ale zgodnie z zasadą pars pro toto – wymowne. Tak czy owak polska „mentalność kulturowa” Tabaczyńskiego na pewno staje się tutaj istotnym tworzywem.
Tomasz Różycki zachwala tę książkę w taki sposób: Oto przewodnik po najnormalniejszej, najbardziej znanej i najzwyklejszej krainie, której egzotyka wciąż jest godna opowieści. Przewodnik po „cywilizacji” polskiej, w której „nic nie jest tym, czym jest”. Idąc za owymi zdaniami w kierunku dzieciństwa, mijamy po kolei znaki i ślady, czasem błazeńskie maski, czasem maski pośmiertne. Mitografia kieszonkowa, prywatna „kuchnia polska”, w której język smakuje gorzko i wyraźnie. Podpisuję się po tą konstatacją.
Celna diagnoza! Tabaczyński wmyśla się w Polskę w konwencji, która naszemu patriotyzmowi jest obca. Unika patosu, unika sztampowej ideologii, przetrawia polskość prywatnością uniezależnioną od zastanych matryc. To główna siła tej książki i jej oryginalność.
Czy polskość można „sprywatyzować”? To właśnie literatura uczyła nas dystansu do stada. Proszę sobie przypomnieć chociażby Gombrowicza. Ja do dzisiaj mam w sobie pojedynek Miętusa z Syfonem i żwawo ignoruję pojedynek PiS-u z Platformą. Kryzys ideologii wielu z nas dał się we znaki. Polskość warto hodować głęboko w sobie – „sprywatyzowana” jest prawdziwą wolnością.
Zacytuję teraz na chybił trafił taki oto fragmencik: Polski Bałtyk nam to wszystko dał. Teraz jeszcze daje nam ekscytację z gatunku tych loteryjnych: jak (jakim cudem) trafić na te kilka dni słonecznej pogody w lipcu. Jakim sprytnym systemem się posłużyć. Jakim długoterminowym prognozom pogody zawierzyć. Jak wydrzeć polskiemu Bałtykowi tajemnicę dobrej pogody, której nam tak oszczędza. Nie wiadomo. I pewnie nikt poza nami nie próbuje. Wszyscy inni mieszkańcy bałtyckich wybrzeży dawno już dali sobie spokój. Dali sobie spokój i wymieniali kapryśne, bałtyckie lata na nudną przewidywalność Bałkanów, Śródziemnomorza, Afryki Północnej, Południowej Azji i tak dalej – w zależności od dochodów i upodobań. Ale nie my. Nie po to w końcu mieliśmy Polskę od morza do morza, nie po to te woje księcia Bolesława śpiewali o skarbach, które łowią w oceanie i nie odstraszał ich szum złowrogi morskiej fali, nie po to żołnierze w środku zimy ubrani w długie szynele włazili po kolei do lodowatej wody zamoczyć polską flagę w falach – nie po to były te wszystkie starania, żebyśmy teraz wakacje spędzali na wygnaniu.
No więc? No więc luzik! Tabaczyński zdejmuje koturny, słucki pas, kontusz i karabela mu nie w głowie, bo w gotowcach historycznych i aksjologicznych dostrzega tromtadrację i „coś na wyrost”. Tabaczyński domaga się prostoty oraz reakcji naturalnych i zwyczajnych.
Czy można swoją „obywatelskość” wyrażać inaczej? Czy można fotografie naszych uniesień robić bez photoshopa? O to właśnie chodzi Tabaczyńskiemu. Pozostaje więc kwestia mitologii. Mitologii, która dawniej opowiadała świat, lecz teraz coraz mocniej go racjonalizujemy.
Pod koniec książki bardzo ważne memento: Wszystkim się wydaje i wszyscy popadają w obłęd. To Polska, Polska, której zresztą nie ma, to ona doprowadziła Polaków do szaleństwa. Polacy chorują na Polskę, a ci, którzy nie chorują na nią, chorują przez nią. Dalsze narodowe dzieje potwierdzają tę tezę. Świrski bawi się prze chwilę w wojnę, bawi się w obławę i ucieczkę, bawi się w tym karnawale przez chwilę, ten nasz arcypolski król karnawału, Aż potem na strychu wiejskiej chaty sam się detronizuje…
Książka mnoży się od szczegółów i komentarzy. Nie sposób jej streszczać rozdzialik po rozdzialiku. Ale czyta się z pasją. Oczywiście pod jednym warunkiem: że problematyka losu zbiorowego leży nam na wątrobie. Że interesuje nas „dekalog narodowy” i pojmujemy, że to ważna książka o Polsce. Gdybym usłyszał niełaskawy szmer Waszej lektury, to też uznam sprawę za wygraną.
Leszek Żuliński
Michał Tabaczyński Legendy ludu polskiego. Eseje ojczyźniane – http://www.wforma.eu/legendy-ludu-polskiego-eseje-ojczyzniane.html