Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza
Konrad Liskowacki Pomurnik
Tomasz Majzel Święty spokój
Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne
Gustaw Rajmus Angst
Karol Samsel Autodafe 9
Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza
Konrad Liskowacki Pomurnik
Tomasz Majzel Święty spokój
Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne
Gustaw Rajmus Angst
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
copyright © https://czytanieisluchanie.blogspot.com 2023
Wyodrębniona tożsamość przymiotników i czasowników. Okraszone to zaimkami, z rzadka czasownikami.
Artur Daniel Liskowacki wydał książek bez liku. Kilka przeczytałem, jedna mnie „oszukała”, reszta przytuliła.
Ta poezja nie jest jarmarkiem bożonarodzeniowym; świecidełek nie uświadczysz, natomiast żonglowanie frazami, jest na porządku dziennym, przez cały rok,
Pisarz nominowany przed laty m.in. do Nike, daje w „do żywego” popis sarkazmu, dobrego literackiego cynizmu, a przede wszystkim bawi się słowem. Dopasowuje poszczególne zwrotki do nastrojów; własnego i czytelnika.
Do czasów wojny i pozornego pokoju.
Na przykład:
„u łani, u łani
byki jak byki
do góry rogami
układani
na śniegu farba
czarne koraliki”.
Nie dajmy się zwieść romantyzmowi, bo jest utwór o śmierci, bo farba to krew, a ułani zastrzelili łanię...
Wyrazistość przekazu nie zawsze jest natychmiast widoczna, ale podczas kolejnego czytania tych wierszy, nasz humor się pogarsza, kwasi i psuje.
Cierpka dialogowość. Przykra łatwość interpretacji.
To, co lubię, czyli wartkie zwracanie na możliwości polskiego języka, że tak wiele rdzenia w zaimkach i rozwarstwionych rzeczownikach, które gimnastykują się w mowie i piśmie.
Na przykład:
„Rozbiory polskie
Nie potrzeba nam tu.
Nie potrzeba nam.
Nie potrzeba,
Nie po.
Po.
Trzeba.
Ba”.
Nie ukrywam, że lubię pisanie Mirona Białoszewskiego i skrótowość aforyzmów Jerzego Leca. W „do żywego”, mimo oczywistych odwołań, mamy indywidualizm, bo wierszy jest sporo, a celowych zapożyczeń bez liku, przykładowo do... „samego siebie”. Jednak niech nie zwiodą was nazwiska innych. Czytajcie Liskowackiego jako poetę z dorobkiem, wciąż używającym eksperymentu, jako formy wyrazu.
Mam brulion (z młodości), w którym spisywałem słowa o wielorakim znaczeniu. Zapisywałem je również na wspak. Tworzyłem kalambury i anagramy. Czasami wychodził mi neologizm. Czytając „do żywego”, nie uświadczycie szkolnych aktów strzelistych, tutaj jest porządek rzeczy w bałaganie wszechświata, stąd niektóre kadry są celowo poruszone, a podwójna ekspozycja nadaje całości sens.
Książka, wydana przez FORMĘ, nie zawiera jedynie „skrótowców”, szybkich wierszy. Jest rozpisana i momentami przydługa, ale nie szkodzi, nie zawadza (to). I znowu zacytuję coś szybkiego jak seria z karabinu i jak strzał (-y) pełen konsekwencji.
Otóż:
„Żywi i martwi
Żywi i martwi
martwi i martwi
i martwi i martwi
martwi
się
o śmierć.
(Mykoła Kulyczenko był torturowany, postrzelony w głowę i żywcem zakopany w grobie).
***
W jakim stopniu jest to poetycka retrospektywa, a jak bardzo uderzenie fal gorąca (nowości: wojna na Ukrainie, przeszła na Bałkanach)? Można szukać szlaków, tropów, a te są wciąż mylone, bo gdy wydaje się, że natrafiliśmy na poszlaki przemyślanego wyboru/zbioru wierszy, nagle pojawia się COŚ, co temu przeczy, co nie przystoi do reszty, jednakże cóż z tego, skoro książka się broni i trzeba czytelnika za pysk, za gardło.
Otóż:
„W sumie
To w sumie objęte milczeniem.
Wąsy. Na głębokości. Samego
dna suma. Patrzą na nas wędy
światła. Kiwają przynętą.
Chwytamy ale za Boga
nie wypłyniemy. Nie my.
Tylko hak szarpie gardło
i wyrywa z nas cały świat”.
Rany, skaleczenia.
No właśnie: łódź, karma, wodery (mundur i ekwipunek), sieć, podbierak, podrywka, przynęta, haczyk, klej. Nogi, ręce: – ciało. Ławica (wąsów) wersów i fraz; łez i suchych kaców.
Kołowrotek i żyłka!
***
Tłumaczenie (interpretowanie) tych wierszy, to jako mozolny zapis kronikarza, który co widzi, zapisuje, by po pewnym czasie wrócić do dłubaniny, gładząc i pieszcząc to, co było szorstkie i ochrypłe.
***
Otóż:
„Ale już
Jeszcze nas nie ma.
Jeszcze jesteśmy.
Będziemy
między tymi jeszcze.
Ale już zawsze
byliśmy tam tylko”.
***
W gruncie rzeczy, jest to książka, którą można zabrać w podróż, na front lub schodami na strych.
Może posłużyć nam też jako (jakże inny) brewiarz wojenny. Jakkolwiek potraktujemy „do żywego”, to na pewno nie możemy uznać, iż jest to publikacja błaha i nieistotna.
Jej istotą jest ISTOTA (ludzka). Ja i ty. My, wy, oni. (...)
8/10
Jarek Holden G
Artur Daniel Liskowacki Do żywego – http://www.wforma.eu/do-zywego.html