copyright © https://kozirynek.online 2026
Lubię takie książki jak „Notatnik i modlitewnik drogowy”. Nie dlatego, że odpowiadają na wszystkie pytania, które zadaję sobie w drodze — a pytań mam sporo — ale dlatego, że pokazują, jak bardzo jesteśmy wciąż tą samą prowincją Europy, pełną śmieszności i wielkości zarazem.
Kiedy czytam Henryka Wańka, mam wrażenie, że jedziemy razem jednopasmówką przez Polskę, mijając te same dziurawe znaki drogowe, te same przydrożne krzyże, te same twarze w barach mlecznych i w telewizyjnych studiach. A on — niczym ironiczny pilot wycieczki — komentuje z dystansem: O proszę, tu po lewej kolejna grupa interesu, która właśnie zamienia hasła solidarności na intratne posady.
Ta książka to nie linearny reportaż, to raczej patchwork — kolaż, w którym obok refleksji o paleniu książek w III wieku p.n.e. ląduje opowieść o współczesnych elitach, które — jak się zdaje — chętnie spaliłyby parę niewygodnych biografii swoich przeciwników, gdyby tylko mogły. Z jednej strony mamy dramat dziejów, z drugiej — dygresję o herbacie wypitej w małej kawiarni w Toszy. I choć pozornie nic się ze sobą nie łączy, to w pewnym momencie odkrywam, że cała ta mozaika układa się w lustro, w którym odbija się i mój własny niepokój.
Waniek w trzecim tomie prowadzi mnie przez dekadę 2005-2015, a ja nagle przypominam sobie, jak sam w tym czasie próbowałem zrozumieć, w którą stronę zmierza kraj, świat i ja sam. Smoleńsk. Pierwsze rządy PiS-u. Kryzys na Śląsku. Gdzieś pomiędzy tymi wielkimi hasłami jest moje życie: rozmowy z przyjaciółmi o tym, czy w ogóle warto jeszcze wierzyć w politykę; kolejne głosowania, które niczego nie zmieniają; poczucie, że „lepszy mierny, ale wierny” staje się mottem nie tylko rządzących, ale i naszych znajomych, szefów, sąsiadów.
Czytam te notatki i czuję, że autor nie tyle komentuje rzeczywistość, co ją montuje — jak w filmie. Wkleja kadry z prowincji, z wielkich miast, z polityki i z przyrody, by w końcu postawić pytanie: czy my w ogóle wiemy, dokąd jedziemy? Może jedziemy w kółko? Może to cała tajemnica naszej historii — wciąż wracamy do tych samych miejsc, choć w innym samochodzie, w innym systemie, z innymi pasażerami?
Mam wrażenie, że to książka nie tylko o przeszłości, ale i o naszej współczesności. Bo czy dziś nie jest tak samo? Czy nie tkwimy w tej samej sieci sprzecznych emocji — między potrzebą wolności a potrzebą posiadania przewodnika, który powie nam, jak żyć? Między wiarą w reformy a podejrzliwością, że każda reforma to tylko „najlepszy czas na lewe interesy”?
Czytając „Notatnik...”, myślę też o tym, jak bardzo współczesność nas przytłacza. Ilość informacji, obrazów, wojen, katastrof — wszystko to wywołuje w nas emocjonalną zadyszkę. Widzimy to, co się dzieje na świecie, ale nie mamy na to wpływu. Może właśnie dlatego tak chętnie wracamy do lokalności, do historii rodzinnych, do małych światów. Waniek przypomina, że z takich małych światów jesteśmy ulepieni i że wielka historia zawsze w końcu wchodzi nam do domu, choćby przez ekran telewizora.
Jego ironia jest dla mnie pocieszeniem. Śmiech, nawet ten gorzki, jest formą obrony. Kiedy widzę, jak kolejny polityk z powagą deklaruje, że „uratował Polskę”, a za chwilę kolejny „ratuje” ją przed tamtym, sięgam po Wańka i czuję, że ktoś rozumie mój sceptycyzm. Że mogę się zatrzymać, zapisać kilka słów w swoim własnym notatniku i pomyśleć: „Może to wszystko jest tylko długim procesem, a nie końcem świata”. I tak, tak jak autor, wciąż wędruję. Po prowincji, po własnych wspomnieniach, po internecie, który stał się naszym współczesnym notatnikiem. Wynoszę z lektury „Notatnika i modlitewnika drogowego”, przekonanie, że trzeba się śmiać. Z siebie, z władzy, z własnych złudzeń. Bo tylko tak możemy przeżyć ten powolny koniec świata, który — jak przypomina Waniek — już dawno się zaczął.
Rafał Kasprzyk
Henryk Waniek Notatnik i modlitewnik drogowy III — http://www.wforma.eu/notatnik-i-modlitewnik-drogowy-iii.html