Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Konrad Liskowacki Pomurnik
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Konrad Liskowacki Pomurnik
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
copyright © https://sztukater.pl 2026
Życie pełne jest żywołapek, zastawionych na nas, naiwnych i wygodnych głupców, zawierzających bez reszty własnemu sprytowi i inteligencji. Wpadamy w nie, łapiąc się na lep łatwych pieniędzy, chwilowej sławy, powabnych kobiet i mnóstwa jeszcze innych chytrych wabików, a tymczasem dni, miesiące, lata niepostrzeżenie mijają, czas nam się kurczy, budzimy się z błogiego letargu i ze zgrozą uświadamiamy sobie, że nasz bilans to nawet nie zero, ale jakieś nieprawdopodobne manko, którego już nie będziemy w stanie wyrównać, spłacić.
Bohater nowej powieści Jarosława Jakubowskiego podsumowania swojego życia dokonuje w zakładzie karnym. Ma na przemyślenia całe 8 lat. To wyrok za zabójstwo męża kochanki. Zabił, jak orzekł sąd, czy może jednak nie zabił, jak sam twierdzi, nie ma w kontekście całej historii większego znaczenia, było prostą konsekwencją ciągu zdarzeń, plątaniny kłamstw, w które zabrnął już bardzo głęboko.
Teraz przypatruje się minionym latom, zapisuje uwagi w notesie, by podzielić się nimi z więzienną psycholożką, na której również wypróbowuje skuteczność swego uroku osobistego, niezawodnie działającego na kolejne kobiety w jego życiu.
Jeden z rozdziałów opatrzono tytułem, który idealnie podsumowuje sens i klimat działania oraz myślenia bohatera — „Geometria złudzeń, mechanika znużenia”. Paweł Drzazga równie szybko się zapala, co nudzi, szybko powszednieją mu kobiety, studia, trudności stara się omijać, do pracy podchodzi z pragmatycznym cynizmem, brak w jego życiu zasad, pasji, a nawet zwyczajnej przecież ciekawości, jest za to konsumpcja do przesytu, zero pomysłu na siebie i „nieśpieszna kontemplacja oswojonej nudy”. Z każdą nową aktywnością, znajomością, fascynacją, sądzi, że tego właśnie pragnie... Aż na horyzoncie pojawi się coś świeżego, co zaprzątnie jego uwagę.
Nic dziwnego zatem, że często wraca myślami do czasów dzieciństwa, kiedy wszystko było pierwsze, mocne, autentyczne, mięsiste niczym nierozcieńczony sok ze świeżych, aromatycznych owoców. „(...) wtedy nie miałem jeszcze komórki, a muzyka była prawdziwa i o czymś do nas mówiła. Słodkie lata dziewięćdziesiąte. Czas pierwszych kroków w ciemność”. Wspomnienia są plastyczne, wyraziste tak bardzo, jakby Paweł przenosił się w czasie i raz jeszcze zanurzał stopy w Drugim Stawie, trzymając za rękę Tamtą Dziewczynę. Wiejskie scenki, zapach ciągnący od pól, wilgoć leśnej ściółki i smak wiejskiego twarogu, to ożywa znów w czarnym notesie, zdaje się o wiele prawdziwsze niż całe późniejsze Pawłowe dziesięciolecia, nakładające się na siebie niczym starta kalka, pełne znużenia i poczucia krzywdy. „Moje życie było nieporozumieniem. Miasto, w którym żyłem, było nieporozumieniem. Kraj zwany Polską był największym nieporozumieniem. Jednocześnie bardzo wyraźnie zacząłem dostrzegać, że jestem w tym poczuciu nieporozumienia coraz bardziej sam”.
I być może wraz z naszym bohaterem załamalibyśmy ręce i tak bezradnie zastygli, gdyby nie cudowne poczucie humoru autora, który potrafi nadać owym narzekaniom, biadoleniom, użalaniu się nad sobą Pawła przewrotnej, ironicznej nuty, podkręca dialogi czarnym dowcipem, komicznie wykrzywia smutną twarz i teatralnie przewraca oczami. Genialnie została przerysowana postać Matki, tak bardzo momentami przypomina nasze własne, wiecznie utyskujące, domagające się uwagi, mające na wszystko właściwą odpowiedź, zawsze tę samą, powtarzaną niczym mantrę, a przy tym nadopiekuńczo pochylające się nad dorosłymi dziećmi matki. To po prostu mistrzowski pokaz satyrycznego pióra, które stworzyło obraz na wskroś żywy. Przy czym wrażliwość autora podpowiada mu trafnie, by te zabawne, nieco karykaturalnie podrasowane elementy charakterystyki Matki, ale też Ojca, Profesora i paru jeszcze znaczących w życiu Pawła osób, nasycić tkliwą serdecznością. Przenika ona do całości narracji, potęgując się w chwilach mocniej zanurzonych w oparach przeszłości, kiedy to „Polska była ludowa, trochę podobna do pergoli mojego ojca, jeszcze stała, ale już gniła (...)”. I cóż z tego, skoro ową pergolę, jak i ówczesne życie, budowali wspólnym wysiłkiem, najlepiej jak potrafili, z zapałem i determinacją, teraz zaś, choć dawno już porąbana na opał, dalej wznosi się we wdzięcznej pamięci, jak zawsze na przeznaczonym dla niej miejscu.
Obrazki złotych czasów transformacji mają dla wielu z nas urok sentymentalny, dla reszty to udane rodzajowe scenki, w których na pierwszy plan wysuwa się cwaniactwo i wykorzystywanie okazji do dorobienia się, zdobycia pozycji, uwicia bezpiecznego, wygodnego gniazdka, które pozwoli wspiąć się wyżej, albo po prostu osiąść i korzystać z uroków dobrego życia. Pasja społecznikowska, zasada poszukiwania prawdy i sprawiedliwości są skutecznie wygaszane, wypalają się w obliczu inercji władz i instytucji, korupcji i układów. Smuci obraz świata, który miał być lepszy, wolny i uczciwy, o którym lata całe marzyliśmy, a gdy wreszcie mogliśmy zacząć go budować, powstał karzeł na glinianych nogach podmalowany neonową farbą.
U Jakubowskiego dramat sąsiaduje z parodią, gniew przełamany jest wzruszeniem i, wbrew pozorom, odsiadka w zakładzie karnym może okazać się oczyszczającym katharsis, które pozwoli bohaterowi przeżyć sensownie te lata, jakie mu jeszcze pozostały. Tego jednak nie wiemy na pewno, zakończenie pozostaje otwarte, przed Pawłem cały szereg możliwości... Którą wybierze?
Nie wiem, co w zapiskach bohatera jest prawdą, co zmyśleniem, konfabulacją. W końcu jest pisarzem, poetą, może chcieć zapisać swoje życie nie wprost i nie do końca, dodać mu blasku, albo przeciwnie, pogrążyć w mroku niespełnienia. Wiedzie dialog z osobami, które tak naprawdę są daleko, albo nawet już nie żyją. Widzi koło siebie Ojca i Matkę, jak to było kiedyś, spiera się z nimi, oni zaś są tacy sami, jak zawsze, jak niegdyś, gdy świat Pawła nie był jeszcze taki popaprany. To dobry objaw, daje nadzieję.
Doskonale wchodzi się w tę powieść, szczególnie pokolenie, które pamięta lata opisywane przez Jarosława Jakubowskiego, chętnie na powrót w nie wskakuje, podśpiewując wraz z bohaterami „Szeri, szeri lejdi”. Jak żywe przelatują nam przed oczami kadry z wieczornych, grzecznych dobranocek, zawsze z morałem. Autor umiejętnie zmienia sposób narracji, z nasyconej poetyckim zamyśleniem na siermiężną, przetykaną wulgaryzmami i dosadnymi porównaniami męskiego świata biznesu, polityki, szemranych interesów, albo więziennej celi. Dodaje to rozpisanym scenom atmosfery i zmusza nas do przestawiania uwagi, wytrąca z monotonii, ożywia.
Paweł Drzazga spowiada się nam ze swojego życia, jeśli nawet nieco je przekłamuje, w swojej esencji pozostaje to opowieść wydarta prosto z serca, pełna chęci zrozumienia, co nie wyszło, kiedy postawiono ten pierwszy fałszywy krok, za którym poszły następne, i czy uda się wrócić jeszcze na właściwą ścieżkę. Jest to poniekąd spowiedź całego pokolenia, wielu z nas odnajdzie w niej drobiny siebie. Jeśli więc pytamy: „Dokąd odleciały latawce i bumerangi? Co się stało wrotkom? Gdzie się podziało ringo?”, pragniemy po prostu dowiedzieć się, jak znów żyć prawdziwie i odczuwać żywe emocje, odnaleźć radość śmiechu w głos oraz szczere, słone smutkiem łzy. „Żywołapka” jest powieścią z kluczem, kluczem do nas samych, daje do myślenia, rośnie w nas i, miejmy nadzieję, że zaowocuje. Chciałoby się rzec na koniec z podziwem: cóż za inteligentną żywołapkę zastawił na nas autor, a my bez oporów w nią wpadliśmy po uszy.
6/6
Doris
Jarosław Jakubowski Żywołapka — http://www.wforma.eu/zywolapka.html