Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza
Konrad Liskowacki Pomurnik
Tomasz Majzel Święty spokój
Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne
Gustaw Rajmus Angst
Karol Samsel Autodafe 9
Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza
Konrad Liskowacki Pomurnik
Tomasz Majzel Święty spokój
Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne
Gustaw Rajmus Angst
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
Załóżmy, że musisz uczestniczyć w spotkaniu z rodziną żony. Rodzina żony spotyka się w niedzielę w domu wujka twojej żony. I ty w tym spotkaniu masz uczestniczyć, chociaż w spotkaniach z rodziną żony wolałbyś nie uczestniczyć. Gdyż, co niejednokrotnie podkreślałeś żonie, spotkania z jej rodziną cechuje nieszczerość. I zawsze po takim spotkaniu masz zły nastrój. Nie widzisz żadnego powodu, by uczestniczyć w spotkaniu, które nie sprawa ci przyjemności. Wręcz przeciwnie: po każdym takim spotkaniu jesteś przygnębiony. Odnosisz wrażenie, że zmarnowałeś niedzielę. Dodatkowo masz głębokie postanowienie, że już nigdy (słowo „nigdy” podkreślasz pogardliwą emfazą) nie będziesz uczestniczył w spotkaniu z rodziną żony. Chcąc nie chcąc obarczasz żonę odpowiedzialnością za to, że musiałeś uczestniczyć w spotkaniu z jej rodziną, która redefiniuje, jak twierdzisz, pojęcie hipokryzji. Na tych spotkaniach, co usiłujesz wytłumaczyć żonie, nikt z nikim nie jest szczery. I ty, który siedzisz za stołem i kompulsywnie napychasz usta mięsem, widzisz nieszczerość tych wszystkich wujków, cioci i kuzynów. I – jak każdy histeryk – odczuwasz reakcję somatyczną, sprowadzającą się do spadku nastroju, utraty energii, bólu głowy i (powstrzymywanego) refluksu. Chce ci się rzygać, krzyczysz do żony po każdym takim spotkaniu, kiedy jej wujkowie opowiadają o pracy, w której, mogłoby się wydawać, realizują swe młodzieńcze marzenia, chociaż zajmują absurdalne stanowiska (przykładowo: jeden jest kontrolerem w sanepidzie, a drugi pracuje w hurtowni farb). I, co jest dla ciebie zupełnie niezrozumiałe, żona zawsze w tych dyskusjach, które mają miejsce po spotkaniu z jej rodziną, czuje się w obowiązku bronienia swej rodziny. Dlatego kiedy oskarżasz jej wujków o nieszczerość, i kiedy wytykasz jej ciociom, że kłamią jak bure suki, ona (z zupełnie, w twojej ocenie, niejasnych przyczyn) broni swoich wujków i cioci. A że nie ma żadnych argumentów merytorycznych, którymi mogłaby cię przekonać, że jej wujkowie nie są żałosnymi mitomanami, a jej ciocie nie są kłamliwymi sukami, używa jedynego jej dostępnego argumentu: zauważa, że nie jesteś lepszy.
© Łukasz Suskiewicz