Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
Po raz pierwszy w Chicago byłem z trzema kolegami. Prosto z lotniska pojechaliśmy do znajomego górala, który w Stanach mieszkał od dziesięciu lat. Miał dom jak w filmach – na przedmieściach, z idealnymi trawnikami, po których walały się zabawki, rowerki i sflaczałe gumowe baseny. Jeżeli na ulicy parkował nieznany samochód, sąsiedzi wypytywali się wzajemnie, do kogo przyjechali goście, a jeżeli do nikogo nie przyjechali goście, dzwoniono po policję, która z odbezpieczoną bronią zachodziła auto od tyłu. Żona górala przygotowała kolację – schabowe i kapustę, bo uważała, że skoro przylecieliśmy z Polski, chcemy zjeść schabowe i kapustę, bo schabowe i kapusta to jest to, za czym Polacy tęsknią, gdy tylko wsiądą do samolotu. Żona górala, która całe dnie spędzała w domu z dwójką dzieci i która od dziesięciu lat nie nauczyła się języka, chciała, byśmy zjedli jej schabowe i kapustę i stwierdzili, że jej schabowe i kapusta to najlepsze schabowe i kapusta, jakie jedliśmy, że w Polsce takich schabowych i takiej kapusty nie ma, że musieliśmy przylecieć do Ameryki, by zjeść prawdziwe schabowe i kapustę. Słowem: żona górala tęskniła za ludźmi. Jednak zjeść jej schabowych i kapusty nie było nam dane, bo gdy tylko weszliśmy, góral oświadczył, że wychodzimy. I nawet nie zobaczyłam, jaki mają wielki telewizor, jaką mają piękną sypialnię, łazienkę, etc., gdyż góral mówił do żony: później, później, jeszcze zjedzą twoje schabowe i kapustę, teraz chcę im pokazać najlepsze miejsce w Chicago. Wsiedliśmy do auta. Zrobiło się ciemno. Jechaliśmy ulicami, które niczym nie różniły się od ulic, jakie widziałem w filmach. Szerokie aleje, po których nikt nie chodził, tylko jeździli – niekończący się ciąg aut. Góral mówił: speeding, qwa, speeding, jak cię złapią z przekroczonym speedingiem, leżysz, qwa, na glebie, a copy przystawiają ci shotguna do łba… Pojechaliśmy do baru na odludziu. Do środka wchodziło się przez wykrywacz metalu, ponieważ wnoszenie broni było zabronione. Lokal był wielkości sali gimnastycznej i na dziesięciu rurkach tańczyły tancerki topless. Można było siadać bezpośrednio pod podestami i wówczas, jeżeli dało się napiwek, tancerki wkładały twarze klientów między piersi. Można też było iść na tzw. taniec prywatny, i wtedy siadały na kolanach klientów oraz przytykały im waginy do nosów. Jednakże, jak wyjaśnił nam góral, nie mogły ściągać majtek, bo w Illinois było to zabronione. Tancerki, które nie tańczyły na rurach, chodziły po sali i proponowały klientom prywatne tańce. Jarek, który nie mówił po angielsku, chciał, bym w jego imieniu porozmawiał z tancerką. Jednak nie było to konieczne. Pierwsza, która podeszła, powiedziała po polsku: cześć chłopaki, jak się macie, chodźcie na zaplecze, zrobię wam dobrze… Kolejnego dnia planowaliśmy obejrzeć halę CHICAGO BULLS, jednak góral odmówił. Powiedział, że do Bambusowa z nami nie pojedzie. Nie po to przyjechał do Ameryki, żeby asfalt oglądać.
© Łukasz Suskiewicz