Doświadczam trudu odosobnienia. Siebie od siebie. Siebie „reflektującego” od siebie wielorako aktywnego w relacjach z innymi. Także w tej ich postaci, jaką jest udzielanie się poprzez sztukę. Eksterioryzacje literackie czy teatralne często „przenoszą się’ (przenoszą mnie?) poza swoje terytoria, w obszar bliskich bezpośredniości, dając mi poczucie bycia odsłoniętym i „winnym” tego odsłonięcia.
Odnosząc to do sytuacji sprzed grzechu pierworodnego, kiedy „byli nadzy, a nie wstydzili się”, powiedziałbym, że zawstydza mnie moje „nie wstydzenie się”. Słyszę w sobie: Nie wstydź się. I równocześnie: Jak ci nie wstyd!
© Bogusław Kierc