Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
Zastanawia mnie „chwytliwość” zdrobnień. To, co w nich jest oswajaniem i pieszczotliwą adoracją, a zarazem – przywłaszczaniem i substytutem intymnego spoufalenia. Gdyby nawet „pisklątko” Prospera, skierowane do Ariela, było tylko wyrazem czułości, to i tak wibruje w nim dzierżawcze „moje”.
Prospero, który nie używa zdrobnień – nawet wobec Mirandy (ciekawe, czy używał przez minione lata) – raptem zwraca się pieszczotliwie do Ariela.
Pamiętam, jak babcia Wojciechowska mówiła do mnie „pipele”. Trochę z niemiecka. Było to w czasie okupacji i brzmiało: pi-pele. Nie wiedziałem, że to jest zdrobnienie pisklęcia, ale czułem, że babcia kocha mnie tymi sylabami. Że „pipele” znaczy więcej niż „kochanie”.
Złączenie ptaszka i pieszczoty ma u Szekspira swoją piękną ekspozycję w „Romeo i Julii”:
Jak ptaszek w reku kapryśnego dziecka,
Na krótką chwilę odfruniesz – a ja,
O twoją wolność miłośnie zazdrosna,
Jedwabną nitką ściągam cię z powrotem.
Na te słowa Julii Romeo odpowiada:
Chcę być tym ptaszkiem, byle w twoich dłoniach.
Odpowiedź Romea ma w sobie czytelne pars pro toto. Czy Prospero używa deminutywu tylko po to, by wyrazić czułość, tkliwość? Nie wiem. Ciekawi mnie traktowanie części siebie samego jako autonomicznego „indywiduum” z utajonym (albo i nie utajonym) zaimkiem: „on”: stanął mi.
Tu nie chodzi o wulgarne eufemizmy, czy perwersyjne utajenia seksualnych rojeń. Chodzi o efekt pojmowania ciała jako kompozycji złożonej z rozmaitych członków. Ciekawe, że eufemizm, przydany temu istotnemu, brzmi „członek” i właściwie nie jest eufemizmem. A jest!
© Bogusław Kierc