Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
Na dalekiej Północy, w prowincji Finnmark, żył sobie pewien człek, który złapał wielkiego białego niedźwiedzia i chciał koniecznie podarować go duńskiemu królowi.
Tak się złożyło, że dokładnie w wigilijny wieczór dotarł na płaskowyż Dovrefjell, gdzie zaszedł do chałupy, w której mieszkał pewien człek imieniem Halvor, i poprosił go o nocleg dla siebie i dla niedźwiedzia.
– Ach, mój dobry Boże! – rzekł gospodarz. – Jakżeż ja mogę komukolwiek udzielić gościny?! W każdą noc wigilijną przybywa do mojej chaty taka chmara trolli, że muszę z rodziną wynosić się precz i sam nie mam dachu nad głową.
– O, jeśli tylko o trolle chodzi, to możecie spokojnie mnie przenocować! – powiedział przybysz. – Mój niedźwiedź położy się za piecem, ja zaś legnę sobie w alkowie.
Halvor nie miał nic przeciwko temu. Zabrał swoją rodzinę i opuścił chatę. Wcześniej kazał przygotować wszystko dla trolli: stoły uginały się pod ciężarem mis z kaszą na śmietanie, ługowanego dorsza, kiełbasy i tym podobnych smakołyków przynależnych każdej świątecznej biesiadzie.
Wkrótce potem przyszły trolle. Jedne były duże, inne małe, jedne miały długie ogony, inne były bez ogonów, niektóre miały strasznie długie nosy – wszystkie zaś jadły i piły, i radowały się z całego serca.
Nagle jeden z młodych trolli zauważył białego niedźwiedzia leżącego na zapiecku, nadział więc kawałek kiełbasy na widelec i opiekł go nad ogniem. Następnie podszedł do niedźwiedzia i tak trzymał kiełbasę, że osmalił mu nos.
– Kotku, też chciałbyś kiełbasy?! – zawołał.
Niedźwiedź zerwał się z legowiska, zaczął przeraźliwie ryczeć i przepędził wszystkie małe i duże trolle z chałupy.
W rok później, pewnego popołudnia tuż przed Bożym Narodzeniem, Halvor udał się do lasu i rąbał drewno na święta, jako że znowu spodziewał się wizyty trolli. Nagle usłyszał, jak ktoś w lesie woła:
– Halvor! Halvor!
– Co? – odkrzyknął.
– Masz jeszcze tego dużego kota?!
– Tak, leży w chacie pod piecem! – odparł Halvor. – I właśnie niedawno urodziło mu się siedem młodych, a każdy z nich jeszcze większy i groźniejszy od niego!
– Skoro tak, to nigdy więcej nie przyjdziemy do ciebie! – zawołał troll z głębi lasu.
I od tego czasu trolle nigdy już nie zjadły wieczerzy wigilijnej u Halvora z Dovre.
►oficjalna strona internetowa autora