Kładę się i zrywam, pokładam i przemierzam mieszkanie i znów kładę. Zdania nie opiszą bardziej tego, co się decyduje tutaj. Tylko kładę się i zrywam nastawiony na przetrwanie. Wieczorem mówię. – Dzień dodany. – I czekam na wygaśnięcie współdziałania z czasem. Próbuję w przeszklonej altanie, postawionej na tyle, żeby mi się nie rozpadła do końca, codziennie do niej trzeba coś dodawać, wznosić miejsce do oglądu. Żyję patrzeniem na horyzont bez ludzkich domów i bez ludzi. Przestrzeń sama się zapełnia jednym nadchodzącym człowiekiem, który buduje w sąsiedztwie swoją przeszkloną altanę. Zanosimy do siebie kartki listów. – Co ty tu robisz? – A ty? I tak żyjemy wypatrywaniem życia nie ulegając głupstwom. Wszystko na kartach się wyjaśnia.
© Grzegorz Strumyk