Karol Samsel Autodafe 9
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
W piątek, 18 lipca o drugiej w nocy wyruszamy taksówką na lotnisko w Langenhagen. Jest to najbliżej nas położony port lotniczy. Dobrze jest mieszkać w odpowiedniej odległości od lotniska. Taksówkarz okazał się być rozmownym, nieortodoksyjnym Persem. – Mahomet i Jezus to klasyczne przykłady istot pozaziemskich – oświadczył nam na niemiecki dzień dobry, a polski dobry wieczór. W chwilę potem, na pobliskim rondzie, dowiedzieliśmy się, iż nasz perski woźnica nie zgadza się z tym, aby rządy różnych państw nie informowały o tym, że obcy już dawno wylądowali i żyją pośród nas. Zgodnie odparliśmy, że w całej rozciągłości podzielamy jego pogląd, i poprosiliśmy, aby zechciał łaskawie skręcić w prawo; wolimy jechać przez miasto, autostradą jest bowiem dalej. Pers spełnił nasze życzenie i rozkręcił się na dobre. Przez całą drogę snuł opowieść o aniołach i prorokach, którzy w rzeczywistości byli i są przybyszami z planet o bardziej od ziemskiej rozwiniętych cywilizacjach. Tak więc znowu nie dowiedzieliśmy się niczego nowego.
Potem zapytał jeszcze, skąd pochodzimy, a gdy dowiedział się, że z Polski, ucieszył się jak małe dziecko. – Kocham cię, kwiatuszku – powiedział po polsku i wyjaśnił, że nauczyła go tego Iwona, z którą był przez parę lat, ale musiała wracać do domu, toteż teraz już z nią nie jest, bo być nie może.
Gdy wysiadaliśmy z taryfy, zapytał, dokąd lecimy. Na wieść o tym, że na Kretę, stwierdził, że koniecznie musimy zajrzeć na płaskowyż Idy, gdzie regularnie ląduje UFO. – Kto wie, może zabiorą was z powrotem – zauważył tajemniczo.
– Dokąd? Tutaj, do Hanoweru? – zapytałem.
– Go home! – krzykną, wbijając wskazujący palec w ciemne niebo, i już go nie było.
Dopiero wtedy zauważyliśmy, że podwiózł nas na dolny poziom portu lotniczego, gdzie przylatywały samoloty. Musieliśmy wdrapać się na górę, skąd były odloty.
– Mówię ci, to był prawdziwy ET – stwierdziła Mok, sapiąc pod ciężarem plecaka.
Nie tylko przez grzeczność nie zaprzeczyłem.
Głowę bym dał, że miała coś głębokiego na myśli. Ona tak często.