Nowości 2020

Roman Ciepliński Ukryte myśli

Anna Frajlich W pośpiechu rzeka płynie

Zbigniew Jasina Inaczej przemijam

Andrzej Kopacki Sonety, ody, wiersze dla Marianny

Dariusz Muszer Księga ramion deszczu

Uta Przyboś Wielostronna

Karol Samsel Autodafe 3

 

Nowości 2019

Dejan Aleksić Jak to powiedzieć

Jarosław Błahy Rzeźnik z Niebuszewa

Kazimierz Brakoniecki Twarze świata

Tomasz Hrynacz Dobór dóbr

Piotr Kępiński Po Rzymie. Szkice włoskie

Bogusław Kierc Osa

Andrzej Kopacki Inne kaprysy

Artur Daniel Liskowacki Brzuch Niny Conti

Tomasz Majzel Osiemnasty

Dariusz Muszer Człowiek z kowadłem

Dariusz Muszer Wiersze poniemieckie

Elżbieta Olak Otulina

Paweł Przywara Ricochette

Karol Samsel Autodafe 2

Bartosz Suwiński Bura. Notatnik chorwacki


Paweł Tański Okolicznik północnych pól

Andrzej Turczyński Czasy i obyczaje. Wariacje biograficzne

Andrzej Wasilewski Jestem i

Sławomir Wernikowski Passacaglia

Jurij Zawadski Wolny człowiek jeszcze się nie urodził

 

MACHNIĘCIA, Dziennik i nocnik szczawnicki 11

MACHNIĘCIA Macieja Wróblewskiego » MACHNIĘCIA, Dziennik i nocnik szczawnicki 11

8 września 2016, 1

W nocy obudziłem się i na mgłę grubą popatrzyłem. To zapowiedź dobrej pogody. Budzę się przed 8 i myślę. Układam dzień wedle różnych sposobów. Ciągnie mnie w góry. Ale nie dla widoku i innych delicji, ale dla odczucia własnego ciała. Nie potrafię bez tego się obejść. Nie wiem jak można bez tego żyć – maszerowanie,, bieg, wspinaczka nie są istotne ze względu na cel, ale ze względu na odczucia. Mnie żaden widok na trzepnie tak mocno, jak urwana z wysiłku noga. Jak zmęczenie do zabicia w sobie tętna, jak zepchnięcie cholernego ciała na granicę wytrzymałości. Nie, nie jestem aberratorem, nie jestem emocjonalnym paralitykiem. Muszę jednak dla sensu życia namaścić się czasem tyranią samocielesną. Potem przychodzi ulga i zaraz smętna myśl, że to już koniec, że dalej moje nogi, stawy, mięsień dwugłowy nie wytrzymają, że zaraz odezwie się prawe kolano i trzeba będzie oszukiwać się przed bólem. Wciągam elastyczne gacie, których nie lubię, biegówki i na dół nad Grajcarek. Jedna rundka: widać sprzątających dość niemrawo, strzygących trawnik i pierwszych kuracjuszy drepczących do pijalni. Szurgot Grajcarka zostawiam za sobą i na chwilę zatrzymuję się przy tablicy upamiętniającej Szalayów. Obok chłop sprzedaje zasuszone owoce, rydze i kierpce. Teraz muszę gnać pod górę do hotelu. Prawe kolano nawala. Ciągnę jakoś jakoś. Kaczki w ministrumieniu przy Sienkiewiczu. Pierwsze krople potu spływają na oko, ocieram, wesoło mi. Pcham się w górę.

© Maciej Wróblewski

  • Dodaj link do:
  • facebook.com