Nowości 2020

Andrzej Ballo Made in Roland

Roman Ciepliński Ukryte myśli

Anna Frajlich W pośpiechu rzeka płynie

Jarosław Jakubowski Wojna

Zbigniew Jasina Inaczej przemijam

Paol Keineg Powrót do Bretanii

Bogusław Kierc Płomiennie obojętny (o chłopcu, który chciał być Bogiem)

Andrzej Kopacki Sonety, ody, wiersze dla Marianny

Dariusz Muszer Księga ramion deszczu

Uta Przyboś Wielostronna

Karol Samsel Autodafe 3

Henryk Waniek Notatnik i modlitewnik drogowy II

 

Nowości 2019

Dejan Aleksić Jak to powiedzieć

Jarosław Błahy Rzeźnik z Niebuszewa

Kazimierz Brakoniecki Twarze świata

Tomasz Hrynacz Dobór dóbr

Piotr Kępiński Po Rzymie. Szkice włoskie

Bogusław Kierc Osa

Andrzej Kopacki Inne kaprysy

Artur Daniel Liskowacki Brzuch Niny Conti

Tomasz Majzel Osiemnasty

Dariusz Muszer Człowiek z kowadłem

Dariusz Muszer Wiersze poniemieckie

Elżbieta Olak Otulina

Paweł Przywara Ricochette

Karol Samsel Autodafe 2

Bartosz Suwiński Bura. Notatnik chorwacki


Paweł Tański Okolicznik północnych pól

Andrzej Turczyński Czasy i obyczaje. Wariacje biograficzne

Andrzej Wasilewski Jestem i

Sławomir Wernikowski Passacaglia

Jurij Zawadski Wolny człowiek jeszcze się nie urodził

 

MACHNIĘCIA, Lubliniący, czyli dzienniczek sprawozdawczy 13

MACHNIĘCIA Macieja Wróblewskiego » MACHNIĘCIA, Lubliniący, czyli dzienniczek sprawozdawczy 13

27 września 2016, 4

Południe mnie dochodzi siedzącego. Zaraz muszę walizę brać i ujeżdżać. Lublin zaraz tracić będę, jestem tracący i tyle.

Wstępuję przypadkowo do antyku sklepu. Pani i pan pośród drobiazgów starych i starszych. Upatrujący jestem kotka dla Violi. Duże i lekkie, pachnące chwytam, dotykam i patrzę im w ślepia niewiedzący dlaczego ja tu kota szukam. Boże miłosierny ja nie chcę kota kupować. Robię się coraz bardziej kupujący. Żądam ciemnego, najlepiej czarnego. Pani i pan mnie rudego dający a ja odmawiający. A jest w szafie może ciemniejszy, pani i pan mówią. Szurają psami z laki i innych materii, a ja przy kocie obstaję. W końcu jest taki bardziej tajemniczy egipski, faraoński a nie lubliński kot. O ten jest nadzwyczajny, pani i pan mówią. A z czego on? pytający jestem. A no nie wiadomo z czego, pani i pan mówiący. Boże miłosierny, po co mi ten kot egipsko-lubliński, jak go w drodze nakarmię? Muszę dać 60 polskich. Boże miłosierny, a na co on mnie i Violi. Maskaradujący jestem. Dam 50 – mówiący jestem. Aj, stracę za takiego tajemniczego kota. 55 pani i pan mówiący. Dobijam Boże miłosierny targu i biorę kota za 53. Absurdalnie mnie poniosło. Kładący go jestem do chlebaka obok pokruszonego lublińskiego obwarzanka z grubą solą i kminkiem jak mysie bobki.

Schodzący jestem w dół. Gubię Lublin. Wszystko architektonicznie robi się mniejsze, ciemniejsze. Handel wychodzący na chodniki. Śliwki, jabłka i grusze zachwalają się w pulchnych ustach babuszki. Muchy nad nią i w niej. Przechodzący przez strumień mostem wygodnym jestem. Wchodząco mi się robi, gdy ruch wielki przelotowy widzę, trzeźwieję. Słychać gwizd pociągu.

© Maciej Wróblewski

  • Dodaj link do:
  • facebook.com