Nowości 2020

Roman Ciepliński Ukryte myśli

Anna Frajlich W pośpiechu rzeka płynie

Karol Samsel Autodafe 3

 

Nowości 2019

Dejan Aleksić Jak to powiedzieć

Jarosław Błahy Rzeźnik z Niebuszewa

Kazimierz Brakoniecki Twarze świata

Tomasz Hrynacz Dobór dóbr

Piotr Kępiński Po Rzymie. Szkice włoskie

Bogusław Kierc Osa

Andrzej Kopacki Inne kaprysy

Artur Daniel Liskowacki Brzuch Niny Conti

Tomasz Majzel Osiemnasty

Dariusz Muszer Człowiek z kowadłem

Dariusz Muszer Wiersze poniemieckie

Elżbieta Olak Otulina

Paweł Przywara Ricochette

Karol Samsel Autodafe 2

Bartosz Suwiński Bura. Notatnik chorwacki


Paweł Tański Okolicznik północnych pól

Andrzej Turczyński Czasy i obyczaje. Wariacje biograficzne

Andrzej Wasilewski Jestem i

Sławomir Wernikowski Passacaglia

Jurij Zawadski Wolny człowiek jeszcze się nie urodził

 

MACHNIĘCIA, Lubliniący, czyli dzienniczek sprawozdawczy 3

MACHNIĘCIA Macieja Wróblewskiego » MACHNIĘCIA, Lubliniący, czyli dzienniczek sprawozdawczy 3

26 września 2016, 3

Jadący do Warszawy. Gorącość w przedziale narastająca i gęsta. Przekręcam gałkę na 8 Celsjusza z 22. Otwieram okno na postoju kutniańskim. Współjeźdźcy nieprotestujący. Ale starszak obok mnie powątpiewający w sens ruchu. No bo nie grzeją jak na zewnątrz ciepłucha wrześniowa. Zabiera głos, mówi protekcjonalnie o julach wydzielanych z naszych ciał. Mruczy, charczy. Te jule obok mnie kręcącego się dziewczęcia 7-letniego, strofującego swego ojca misia na korytarzu jak lokaja, są większe od moich. I z tego wzięła się czkawka owego dziewczęcia, jakieś wewnętrzne bulgotanie w brzuchu dodające hałas do już wytwarzanego przez żelazną kolejkę.

Moja ucieczka w tekst dająca chwilową ulgę. Poglądam czasem na suwającą się za oknem Polskę. Dużo jest drobiazgu zielonego, działeczki, ogródki, dróżki, domeczki, lalki jakieś stojące na drodze, kurne chaty. I zaraz obok tego napowietrzne siłownie. Potem zaraz szerokie pole między Kutnem a Warszawą. Zieloność jakichś upraw miesza się z golizną ziemi. Tu trawa przyrowna wyschła na słomkę. Płaskości rozjeżdżone przez maszyny. W oddali coraz więcej murowańców, z rzadka sidingi. Płochocin mi mignął w szybie. Tak w ogóle to świat mijamy monotonny, dobrostanny, upolowany w swojskości polskiej, chłopskiej z domieszką ogrodniczej. Szałasy cieplarniane, tuż obok szyby mknie pole kapusty żwawej i zielonej. Dewastacja jest rzadka. Rozpadliny domostw są, ale jakby zrobione z dostatku. Pod Warszawę podchodzimy długachnymi blaszakami. Ożarów. Skup złomu, wynajmę, sprzedaż, wymiana, system taki i inny, tablice śmigają, narwane ze słów krzyki atakują. Co oni z tymi słowami działają, jak międlą je.

© Maciej Wróblewski

  • Dodaj link do:
  • facebook.com