nowości 2026

Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo

Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza

Konrad Liskowacki Pomurnik

Tomasz Majzel Święty spokój

Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne

Gustaw Rajmus Angst

Karol Samsel Autodafe 9

książki z 2025

Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta

Jan Drzeżdżon Rotardania

Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]

Tomasz Hrynacz Corto muso

Jarosław Jakubowski Żywołapka

Wojciech Juzyszyn Efemerofit

Bogusław Kierc Nie ma mowy

Andrzej Kopacki Agrygent

Zbigniew Kosiorowski Nawrót

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach

Artur Daniel Liskowacki Zimno

Grażyna Obrąpalska Poprawki

Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny

Uta Przyboś Coraz

Gustaw Rajmus Królestwa

Rafał Sienkiewicz Smutny bóg

Karol Samsel Autodafe 8

Karol Samsel Cairo Declaration

Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

MACHNIĘCIA, Orgazm oraz Bałtycki 6

2018-05-18 15:35

10 lutego 2017, 3

Na koniec zachodzimy na klasyczne espresso doppio, klasyczną szarlotkę, klasyczny sernik, egzotyczną kawę (czekolada, cynamon, kardamon). Luis Armstrong z głośników umila samotność i bezruch kawiarniany. Tu dwie Helki obsługują: matka i córka. Obie dość niebrzydkie, zgrabne, nie tak szerokie, a raczej uchudzone, choć piersi mają cacy. Wszystko w nich jest dobre. A my dogadzamy sobie orgazmami smaków, czasów, miejsc i słów. Powrót czerwonym chyba szynobusem z Helu. Przyjemna próżnia, ośnieżony las i pamięć, która nachodzi mnie tu mocno. Siedzę i patrzę na nastolatkę z rączką gołą manipulującą na smartfonie. Masaż wiadomości dla ukochanego? Czy ploteczka rozchylona do granic nieprzyzwoitości? Ja mogę marzyć i marzę do końca tej jazdy. Wysiadamy.

Kolacja we dwoje. Cisza za oknem. Sypie lekki śnieg. Jachty w porcie kołyszą się, wanty wyją. Robi się pełnia. Ubieramy się grubo i na plażę. Tutejszy luksusowy hotel jakby spał. Ktoś przemyka złotem oświetlonym korytarzem i rozpływa w szafirach. Na plaży pusto, ale nic dziwnego skoro dochodzi ósma. Księżyc oblewany mroźnym wiatrem. Przez chwilę stoimy, żeby wyjść z tego księżycowego wiania. Po kolana w śniegu przechodzimy obok masztu nasłuchującego, z którego wychodzi jakiś mężczyzna. Zapala latarkę i świeci w naszą stronę, mówi coś, ale księżycowy wiatr wszystko zagłusza. Zaczyna biec w naszą stronę przez zaspy. Okazuje się, że jest golas. Viola ciągnie mnie w drugą stronę. Wariat na posterunku.

Pełnia, wiatr i to walące się bezwstydnie morze robi swoje – zauważa Viola krzycząc mi do ucha. Umykamy. Ulicą Spokojną wchodzimy w Szkolną i niemal wpadamy na biały kasztanowiec z 1897 sadzony ręką jakiegoś nieszczęśnika, który pojechał za chlebem za ocean i tam sobie nie poradził. Ledwo dopłynął na wschodnie wybrzeże, a już go choroba w połowie zjadła. Drugą połowę dokończyły portowe dziwki.

© Maciej Wróblewski