Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza
Konrad Liskowacki Pomurnik
Tomasz Majzel Święty spokój
Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne
Gustaw Rajmus Angst
Karol Samsel Autodafe 9
Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza
Konrad Liskowacki Pomurnik
Tomasz Majzel Święty spokój
Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne
Gustaw Rajmus Angst
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
7 września, 5
Szybko do hotelu, żeby się przebrać, odświeżyć. Po kwadransie znów na uniwersytecie. D. organizuje lunch z dwiema Rosjankami. Dyplomatycznie odświeża swoje wcześniejsze pytania, prośby o intensyfikację współpracy. Mimo fatalnej sytuacji ogólnej i narastającej fali podejrzeń, oskarżeń D. widzi wciąż szanse na kooperację naukową. Po niespełna godzinie espresso w Петер Пуш tym razem z dwojgiem młodych Rosjan. D. niezmordowany dyplomata zachęca do przyjazdu. Żegnamy się serdecznie i wstępujemy na chwilę do hotelu. O 18 mają przyjść dwie Rosjanki i zabrać nas na spektakl Kontrabasista grany w tutejszym teatrze kameralnym.
Idziemy we czworo przez narastający chłód. Jakimiś podwórkami leziemy naprzeciw buszującym w śmietniku psom. Mijamy centrum sushi, potem szpaler starych kobiet handlujących warzywami. W końcu teatr. Skromny hall z różnymi ludźmi jak przechodnie. Zaniedbanie i skromność, oczy spuszczone, oczekujące. W głównym hallu, nad wejściami prowadzącymi na widownię, uśmiechnięte piękne młode portrety całej trupy teatralnej. Na końcu wiszą stare kobiety. Dzwonek. Wchodzimy, siadamy, oglądamy. Monolog chodzi poza moją uwagą. Scenografia rozciągnięta czerwonymi taśmami, które przepinają aktor i towarzysząca mu biało-czerwona pląsawica. Rąbek delikatnych majtek przebija przez obcisłą sukienkę. Ślad koronki przyciąga moją uwagę i myśl. Pozaerotyczny spacer do życia pląsawicy, która przecież piękna nie jest. Grube uda, niezbyt kształtne łydki, krasna szarość na ustach. A obok tego idzie wysiłek aktora. Wychodzi mu łzą na oko jedno i drugie, na kontrabas i na inne rekwizyty. Po godzinie wszystko cichnie, światło szarzeje. Klaskanie idzie przez słabo zapełnioną salę niegromko. My idziemy, wychodzimy. Ciemność na zewnątrz i moje zmęczenie. Rosjanki żegnamy po kolei – jedną najpierw przed centrum handlowym z neonami.
© Maciej Wróblewski