nowości 2026

Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo

Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza

Konrad Liskowacki Pomurnik

Tomasz Majzel Święty spokój

Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne

Gustaw Rajmus Angst

Karol Samsel Autodafe 9

książki z 2025

Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta

Jan Drzeżdżon Rotardania

Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]

Tomasz Hrynacz Corto muso

Jarosław Jakubowski Żywołapka

Wojciech Juzyszyn Efemerofit

Bogusław Kierc Nie ma mowy

Andrzej Kopacki Agrygent

Zbigniew Kosiorowski Nawrót

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach

Artur Daniel Liskowacki Zimno

Grażyna Obrąpalska Poprawki

Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny

Uta Przyboś Coraz

Gustaw Rajmus Królestwa

Rafał Sienkiewicz Smutny bóg

Karol Samsel Autodafe 8

Karol Samsel Cairo Declaration

Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

MACHNIĘCIA, Smoleński dzienniczek 6

2018-10-26 15:18

5 września 2017, Smoleńsk, 1

Deszcz idzie po oknach gęsty, nierześki. Oko otwieram, patrzę jak w oddali idą jacyś studenci. Grupkami chodzą przez szeroki jak lotnisko korytarz łączący dwa uniwersyteckie budynki. Przez chwilę ich obserwuję, zamykam oko, zasypiam. Budzę się. Idę. Szykuję swój wykład.

Gadamy z D. o programie, który przygotowali dla nas koledzy Rosjanie. Wykreślamy wizytę w Katyniu. Deszcz za oknem coraz intensywniej pada. Szarość ma tutaj dziwne natężenie, szczególnie we wrześniu. Może latem jest tu inna szarość, ale teraz szarość robi się głęboka i wielowymiarowa.

Punktualnie o 9.30 staje w drzwiach hotelu R. i zaprasza na śniadanie. Smoleński uniwersytet wita nas dużą ścienną mozaiką z podobiznami Marksa i Lenina. Ucięte od korpusów głowy są trochę śmieszne, karykaturalne, pozbawione znaczenia. Idziemy korytarzami, kontrolujący strażnicy przepuszczają nas. Mowa rosyjska chodzi po korytarzach ładnie i zwyczajnie. Zapraszają nas do stołówki na śniadanie, a w zasadzie robi się obiad. Wybieram nadziewaną pieczoną paprykę, słodki twaróg i zieloną herbatę. D. gustuje w gulaszu. Mnie wszystko smakuje. Patrzę na deszcz, na chudego studenta zajadającego mocno zakręconego rogala, na ścianę pomalowaną uniwersyteckim kiczem.

© Maciej Wróblewski