Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza
Konrad Liskowacki Pomurnik
Tomasz Majzel Święty spokój
Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne
Gustaw Rajmus Angst
Karol Samsel Autodafe 9
Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza
Konrad Liskowacki Pomurnik
Tomasz Majzel Święty spokój
Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne
Gustaw Rajmus Angst
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
Poranne masturbacje kojarzą mi się z waleniem w dzwon ciała, aby je ostatecznie przebudzić. Zygmuntowskie tryskanie. Zygmuntowskie erekcje... Myślę, że literatura jest jedynym ochraniaczem mogącym zabezpieczyć rosnącą stopę życia. Literackie ochraniacze wkładane na stopy życia są wykonywane z wytrzymałego materiału, dlatego tak dbam o — techniki literackie i tak bardzo staram się je rozszerzać, pamiętając przy tym o aspektach osobowości, które są podstawą rozwoju rzemiosła literatury — na przykład o tzw. pokorze charyzmy. Na wczorajszym seminarium dyskutuję z Maciejem Sikorą i Piotrem Biegańskim wokół tematyki ich doktoratów. Maciej zajmuje się zawęźleniami białek oraz momentami rozwoju, w których dochodzi do tego, że łańcuch polipeptydowy białka pętli się: mówi o granicy natury, której w tej chwili dotyka: stara się bowiem stworzyć białko z dziewięcioma węzłami, „bareers of what is impossible in nature”, mówi o tym, mówi także o swoistych cudach AI, sytuacjach, w których Alphafold otrzymując struktury niezawęźlone dawał bez problemu dowolnne białka z dowolnym skomplikowaniem zawęźlenia, do tej pory autorzy programu nie wiedzą, jak to robił. „Chances of growing a crystal that can be harvested is extremely low”, podkreśla Maciej, dodając jeszcze do tego, że tylko niewielki ułamek — z powstających kryształów ulega defrakcji i okazuje się użyteczny w dalszych procedurach, takich, jak zabarwianie węzłów przy pomocy „scanning fluorimetry”. Rozmawiamy o tzw. halucynowaniu sztucznej inteligencji. A gdyby całą literaturą zbudować z takich — wręcz niskocząsteczkowych, natywnych białek obronnych, wytwarzanych topologicznie właśnie gdzieś na granicy istnienia — z dziewięciokrotnie zawęźlonymi łańcuchami polipeptydów: byłaby to literatura na granicy możliwości literatury, przy najbardziej błyskotliwej pracy Alphafold będącego na granicy halucynacji programowania...
Piotr z kolei zajmuje się wrzecionami snu, wskazując na „fast” i „slow sleep spindles”, wskazując na to, że te mieszają się u chorych z zaburzeniami świadomości, zaś w samej architekturze snu, wrzecionowej architekturze snu — „higher separation reflects the better condition”. Dyskutujemy o tym, jakie narzędzia posiadają fizycy, by wyraźnie, to znaczy — demarkacyjnie oddzielić „fast” i „slow sleep spindles” od czegoś, co jedynie tak wygląda — w najbardziej rzemieślniczej analizie — jest jednak w najlepszym razie „spindle-like noise”. Na moim przykładzie, uważam siebie za literackiego producenta „fast” i „slow sleep spindles”, ale większość tego, co mnie otacza, odbieram jako mniej lub bardziej idealną podróbkę, czyli naturalne w architekturze snu literatury „spindle-like noise”. Przygotowuję się do radiowej rozmowy o Micińskim i „Bazylissie Teofanu”. Mówiąc o Micińskim, także zastanawiam się właśnie nad „hallucination & reliability” wszystkiego tego, co będę mówił... Dobre pisanie, uważam, odbywa się jedynie — z wyłączeniem wszelkiej tolerancji. Taką antytolerancyjność miał w sobie właśnie Miciński. Choć ważna sprzeczność to też potencjalna tolerancyjność teofanii — pisząc, powinienem usiłować o nią zadbać w ramach uprawianej przez siebie — ogólnej... — praktyki impresjonizmu. To Platon, „umiejętność pisania przebudowuje system nerwowy, czynią człowieka głuchym”. Według Platona pismo niszczy pamięć oraz osłabia myślenie. Może należałoby zacząć je sprawdzać, przy pomocy „harvesting the crystals” lub „scanning fluorimetry”? „Każcie mu, aby nie własnymi słowami nucił, ale niech zaśpiewa nagrodzone hymby patriarchalnego Grammateusa, Labana Homera Sofonisby”, mówią do Melodosa mnisi w „Bazylissie Teofanu” — Melodos przerywa im śpiewanie psalmów Dawida. Również ja przerywam śpiewanie psalmów Dawida, a jurorzy mnisi, mnisi (z) jurorów — mogliby także mówić: „Każcie mu, aby nie własnymi słowami nucił, ale niech zaśpiewa nagrodzone hymby patriarchalnego Grammateusa, Elizy Labana Kąckiej, Elizy Sofonisby Kąckiej”. Marzy mi się Proust, jeszcze silniejszy, „dziewięciowęźlony” Proust, ukazujący „zawrotność perspektywy w czasie”.
Irzykowski pisze, że „rozumienie jest tylko pewnym stanem uspokojenia, wygody”, natomiast „przeciętny obywatel nie wie zwykle, ile ta mowa”, ta, „którą się codziennie posługuje, zawiera w sobie hieroglifów i okruchów filozoficznych”. Jestem duchowym Turkiem, bo Turcja — jest uważana za jedyny kraj w kulturze muzułmańskiej, w którym... powstała dramaturgia... Kajetan Maria Jaksender kontaktuje się ze mną, inspirowany, jak mówi, wpisem „Praktyk” o Odyseuszu, Orfeuszu i syrenach — pod wpływem korespondencji zapisuję, że syrenami śpiewającymi o pocieszeniu byli już Mickiewicz, Sienkiewicz czy — Dołęga-Mostowicz, innymi słowy — już sam Mickiewicz nie ma w sobie niczego z Odysa: „kochajmy się” to nie zawołanie Mickiewicza, to zawołanie syreny, cały „Pan Tadeusz” jest właściwie śpiewem syreny, to lektura niegodna Odyseuszów w tym samym stopniu, co dionizyjczyków, jednak należy pamiętać również o tym, że syrenim zawołaniem jest także „nienawidźmy się”, tyle że zawołaniem „à rebours”. Właściwie wystarczyłoby, jak myślę, zastąpić to finałowe „Kochajmy się” ciszą, a utwór straciłby coś ze swojego ciężarnego wymiaru populistycznego Hegla: cała nieoczywista monumentalność ciszy, jej wolnościowe wymiary — nadałyby wręcz tej epopei ton parnasistowski: księga XII poematu wypełniona ciszą, tak właśnie, nadałaby temu wszystkiemu wrażenie jakiejś parnasistowskiej głębi — i mielibyśmy coś w stylu Leconte’a de Lisle’a, „Pan Tadeusz” bardziej de Lisle’a, bardziej de Mickiewicza, bardziej Odyseusza, niż — Mickiewicza. Można powiedzieć, być może, że — podobnie, jak trwa wieczna wojna karnawału z postem, tak w polskiej kulturze trwa wojna biedermeieru z parnasizmem. W tym duchu jako biedermeierowski poemat z pogodną oraz ostrą w swej pogodzie i jednoznaczności puentą (tak, bo to jest ostra pogodność, brutalna pogodność, bezwzględność pogodności...) został już odczytany „Pan Tadeusz”, przy tym zaś możemy być pewni, że nikt nie odczyta go w duchu przeciwnym jako parnasistowski, albo antycypujący parnasizm, poemat.
Moja teodycea? Myślę, że sprowadza się do stwierdzenia, że jesteśmy tylko — alibi Boga, niczym więcej. Nasze człowieczeństwo opiera się na tym, jaką wygramy dla siebie metafizyczną, w ramach owego alibi, pozycję. Z tego powodu niejednokrotnie wybieramy, właśnie, literacką Kamczatkę, a nie literacki Paryż, Wrocław, Berlin, Warszawę, Kraków i Sztokholm. Bronię w tym wszystkim jakiegoś dziewictwa świaopoglądu, filozofii, a także literatury, jednak z bardzo pragmatycznego i trzeźwego, jak myślę powodu, bo czy alibi to rodzaj radykalnego kompromisu? Jesteśmy alibi literatury, wymówieniem się jej w bardzo elegancki sposób, dzięki czemu literatura, koniec końców, może pojawiać się na Ziemi jako (tzw.) dziedzictwo człowieka. Uznanie, jakim się cieszymy czy dopiero chcemy się cieszyć, posiada głęboki rys nałogowości, uzależnienia od tłumu. Przeobrazić własną literaturę — w idiom antropologiczny, w idiom minimalistyczny i głęboki naraz, zatem w pewnym sensie postminimalistyczny — czy dla wielu współczesnych postmodernistów postmodernizm nie będzie tylko rodzajem kamuflażu artystycznego, i w rzeczywistości nie są oni w ogóle zdolni do jawnego szybowania ponad sklepieniem wartości społeczeństwa — ponad sklepieniem, jak powiedziałem, z jednej strony, a z drugiej strony — wciąż w zasięgu wzroku metaspołecznej oceny.