nowości 2026

Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo

Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza

Konrad Liskowacki Pomurnik

Tomasz Majzel Święty spokój

Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne

Gustaw Rajmus Angst

Karol Samsel Autodafe 9

książki z 2025

Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta

Jan Drzeżdżon Rotardania

Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]

Tomasz Hrynacz Corto muso

Jarosław Jakubowski Żywołapka

Wojciech Juzyszyn Efemerofit

Bogusław Kierc Nie ma mowy

Andrzej Kopacki Agrygent

Zbigniew Kosiorowski Nawrót

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach

Artur Daniel Liskowacki Zimno

Grażyna Obrąpalska Poprawki

Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny

Uta Przyboś Coraz

Gustaw Rajmus Królestwa

Rafał Sienkiewicz Smutny bóg

Karol Samsel Autodafe 8

Karol Samsel Cairo Declaration

Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

NOTES [PRAKTYKI] — kwiecień 2026 [1]

2026-04-29 10:16

Tak jak chłop jest zniewolony panem, Myśliwski jest zniewolony egzystencjalną i materialistyczną wykładnią swoich utworów, jest zniewolony ideą ludzkiego losu: Wiesław Myśliwski nie rozumie pojęcia wolności, tym bardziej wolności transcendentalnej, a także abstrakcyjnej, która jest fundamentalną zasadą pobudzicielską — całej mojej literatury. Tak intensywnie podkreśla poddawanie się opisowemu ciśnieniu realiów społecznych, a także ekonomicznych (niedawno widziałem na Radzymińskiej lokal do treningu umiejętności społecznych, zacząłem zastanawiać się na tym, kiedy umożliwi się Warszawiakom trening umiejętności politycznych) — dla mnie to terroryzowanie Balzakiem oraz balzakizmem. To przejmowanie się tym, że jestem bękartem, będąc bękartem. Nie. Tzw. bękartem czynią —dopiero: umowy społeczne i gry małżeńskie i pozamałżeńskie: konkrety, które Myśliwski fetyszyzuje tak bardzo, uzależniając od nich klasę pisarza, są tylko społecznymi, a także — mitospołecznymi (jak figura bękarta) szachami. Takim samym bękartem wydaje mi się — nędzarz. Ale tak jak bękart jest synem, nędzarz również, nawet nędzarz, jest człowiekiem posiadającym jakieś pieniądze. To jednak, co przede wszystkim chciałbym podkreślić, to spostrzeżenie, że sąd Myśliwskiego skutecznie blokuje dostęp do tzw. czystych stanów — literatury, czystej substancji literatury. Myśliwski stawia siebie, moim zdaniem — dosyć rozmyślnie — w pozycji najinteligentniejszego i najbłyskotliwszego demona blokującego do stanów podobnego rodzaju dostęp. W tym sensie jest całkowicie antyromantyczny, tak jak Mickiewicz, zresztą. Chodzi mi o jego apodyktyczne sądy o konkrecie, zmysłach, ważnej funkcji baśni oraz opowiadania, przypominające metodologię „szkiełka i oka” — właśnie z „Romantyczności”. Całą swą tematyczną literaturę chłopską wypełnić racjonalizowanym, ale antyfilozoficznym świadopoglądem, którą natychmiast hipokryci obwołali poetycką oraz literacką filozofią. Jestem prawie pewny, że autor „Pałacu” oraz „Widnokręgu” miał iloraz inteligencji mniejszy niż 145. Właśnie na tym polegają tragedia mojej pychy, a także pycha prawdy na mój temat: na to, co on osiągnął latami ciężkiej pracy w Ludowej Spółdzielni Wydawniczej, „Regionach”, „Sycynie” (właściwie, czterdziestoma), ja spoglądam jedynie inteligencją, od razu, jednym kilkugodzinnym wejrzeniem i rozpoznaję to rozumowanie w kilku godzinach przygotowywania się do radia: realizm i ekspresjonizm pychy. Niestety — doświadczenie zawsze przegrywa z inteligencją, tzn. z przeczuciem, które jest owocem tej inteligencji, intelektu. Jestem prawie pewny, że ten, który tyle wygrał pracowitością oraz doświadczeniem, był jednak mniej inteligentny ode mnie, to po prostu niezwykle mało prawdopodobne: wyjść z szeregu i utrzymać się poza nim, robiąc tak dużo, a równocześnie posiadać inteligencję co najmniej na wysokości 145 IQ. Jak zresztą patrzylibyśmy na całą historię oraz teorię literatury, gdybyśmy ich autorów mogli zbadać pod kątem ilorazu inteligencji? Jak analizowalibyśmy pisma Barthes’a oraz Jakobsona, wiedząc, że Jakobson posiadał, powiedzmy, 90 IQ, a Barthes — 155 IQ? A jeżeli Słowacki posiadał 155 IQ, zaś Mickiewicz — 90 IQ i właśnie na tym polegałby sekret „strzech”, pod które nie trafił nigdy „Beniowski. Pięć pierwszych pieśni” z 1841 roku? Wszyscy wiemy doskonale, że Wiesław Myśliwski nie byłby w stanie napisać „Beniowskiego”: pytanie, czy nie mógłby z powodów warsztatowych, czy nie umiałby… To fatalne, że mając tak wysoki iloraz inteligencji, cierpię na kompleks Kasandry.

Z Myśliwskim jest jeszcze inny problem — Mickiewicz pozostaje aktywny połowę czasu, który dany był Myśliwskiemu, jeżeli nie więcej. „Fałsz” oraz „pęknięcie serca”, o którym mówi Słowacki w „Beniowskim”, nie dotyczy dwóch, trzech utworów, na których stopniowe zacieranie w pamięci można jeszcze liczyć. Dotyczy sześćdziesięcioletniego dorobku — pokolenia wyrastające z ideałów tego dorobku niewątpliwie mnie przeżyją i wpływać będą najprawdopodobniej na kształt XXI wieku w całości. Jak to wielokrotnie podkreślał Wiesław Rzońca, wygrywa ten, kto żyje długo: sztukę, ale także kulturę — w odróżnieniu od religii ubóstwiającej męczeńskich młodzianków — modeluje żywotność — metafizyka nie bierze się z prawdy, a z żywotności światopoglądów, tego, krótko mówiąc, wręcz, kto kogo przeżywa. W środku wszyscy jesteśmy baśnią — jakie to freudowskie — jesteśmy penisem baśni, pochwą baśni, mięsem baśni — baśń trzeba umieć sobie wyobrazić dokładnie tak, jak należy — a zatem: jak worek ze spermą, z którego uchodzi cuchnące powietrze, i właśnie to jest sekretem boga płodności, o której tyle mówimy — trzeba mieć odwagę tutaj, gdzie jesteśmy widzieć gnijące złote runo i w oparciu o nie właśnie budować nowy mit piękna: a nie twierdzić, że w środku — jesteśmy baśnią, jakże Myśliwski tym dopomógł w całkowitym wyparciu psychoanalizy z Polski. Nigdy nie zarzucano Myśliwskiemu jałowości. Wystarczało, że myśli wystarczało i że było jej w sam raz, warsztat zaś był doskonały, więc utwór od ręki wędrował do telewizji („Klucznik”, „Pałac”). Myśli zawsze wystarcza, jej wystrzały nigdy w oczach Polaków nie usprawiedliwiają eksperymentów warsztatu — zawartość ponad miarę niechże idzie na zmarnowanie, jeżeli nie ma stosownej oprawy — to polska rzeczywistość literacka. Myśliwski latami studiował redakcję, ja latami studiowałem filozofię literatury — dlatego to Myśliwski jest w Polsce obiektem mesjanistycznego wampiryzmu. Myśliwski odczuwa coś w rodzaju atawistycznego lęku przed filozofowaniem, „horror speculationis — horror meditationis — horror metaphysicus” i demoralizuje Polaków twierdzeniami, że to jedyna słuszna postawa estetyczna. Odbieram to jako demagogiczną redukcję literatury do rzemiosła, bowiem na temat rzemiosła możemy jeszcze tu filozofować, na filozofowanie na temat rzemiosła Myśliwski jest jeszcze w stanie przystać... Reasumując, mamy do czynienia z agresywnym pisarzem natury, który bardzo umiejętnie uczy tej agresywności swoich czytelników, ci z kolei chętnie podmieniają stany kultury czystej na swój stan: to samo robi Olga Tokarczuk, to dzisiaj w Polsce — „agresywna literatura natury” — najpoważniej zagrażająca polskiej racjonalności utopia tworzenia, wymierzona przeciw kulturze, formom „doctus-docti” oraz awangardom. Myśliwski jest pełen atawizmów, jak niepiśmienny chłop, który ma coś podpisać — krzyżykami. U Myśliwskiego niepiśmienność wydestylowała w programową niefilozoficzność. Gdy pisze o „mowie znieprawionej przez pismo”, domaga się wręcz psychoanalizy: to bowiem „lęk przed wpływem” pisma, przed piśmiennością jako kastracją możliwości czystego wyrażania, pod których postaciami Myśliwski nade wszystko rozumie autentyzm. W tym sensie autor Widnokręgu jest nieco skansenowy i hermetyczny, jest materiałem na cudownego sąsiada i kiepskiego cudzoziemca, tworzy i funkcjonuje tutaj, tak jakby psychoanalizy nie było i nie mogła go dotknąć w ogóle jako możliwość rozbioru, określonej wątpliwości, tymczasem jest Myśliwski klasycznym, dość neurotycznym, „homo duplex”, takim samym, jak Conrad, lub jeszcze od Conrada większym. Psychoanaliza jest w tej sytuacji jego dość naturalnym przeznaczeniem — stan podobnego rozpoznania będzie musiał nastąpić prędzej czy później.

© Karol Samsel