Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
Myślę o Tertulianie, ale w kontekście hiszpańskich „tertulias” — rozrywek młodej elity intelektualnej Barcelony, nonkonformistycznej w zapatrywaniach, z 1897-1899 roku, więc Tertulian, ale jako człowiek „tertulias”, człowiek barcelońskiej, intelektualnej rozrywki... Od razu myślę w podobnych wypadku o „tertulias” jako rozrywkach założycielskich, a także o Platonie (a więc założycielskich w bardzo platońskim sensie), przy czym idzie mi o to, że moglibyśmy mieć „Tertulias” Platona, nie zaś „Ucztę” i akcja „Tertulias” rozgrywałaby się właśnie nad hiszpańskimi brzegami Morza Śródziemnego — co? Czemu „Uczta” nie miałaby mieć za miejsce akcji środowiska hiszpańskiej bohemy i „Els Quatre Gats”, a także hiszpańskich bohemistów w rodzaju braci Cardona, których polubił Picasso, a nie sofistów w rodzaju Agatona i Arystodemosa, filozofików? Można by to nazwać wówczas sympozjum bohemy, sympozjonem bohemy — a czy to, w czym uczestniczyłem w ESADE Business School, nie wydawało się czymś podobnym — rodzajem „biznesowej” „Uczty”, platonizmu zarządzania, zarządzania platonizującego na swój własny temat? Naturalnie, że dopomógł w tym całym idealizmie temat — czyli syntetyzm AI i dylematy etyczne, które sprowadziły nas na pole ludycznego „hamletyzowania” — wiele jednak nie udałoby się bez Dagmar Monett, która — miała poza erudycją z zakresu „computer sciences” również wiedzę metaheurystyczna, która współgrała z moją — metahermeneutyczną. Można powiedzieć, że ją interesowała sama idea „reasoning” w społeczeństwie, a także to, co z tym „reasoning” robimy w związku z AI, mnie z kolei — „interpretability”, tak, „interpretability & interpretativeness” — ktoś, na przykład, cierpi głęboko na rodzaju interpretatywnego paraliżu, swój analityczny paraliż maskuje niestety —dygresyjną logoreą... Potrafiłby doskonale uczestniczyć w „tertulias”, można powiedzieć, jednak nie umiałby — mówię to z ubolewaniem — powołać do życia... wielu: tematów „tertulias”, zwłaszcza takich, które uważalibyśmy za zupełnie zasadnicze, za „metatertulias”.
Już będąc w okolicach Pedralbes, dojeżdżając do Esade ostatniego dnia taksówką z torbą bagażu, wybiegam z pojazdu, zmuszony do wymiotowania pomimo otwartego okna, jakoś na wysokości ostatniego odcinka Esplugues, jednak może to wina „Santa Clary” oraz obfitego posiłku, który zjedliśmy wczoraj — od burraty poczynając, kończąc zaś na dużych ilościach porannej kawy, pitej w pośpiechu przed wyjściem z „Exe Mitre”. Czy filozofia może pod wpływem paradowania w AI uzyskać nowe jakości myślowe? Czy z postludycznym — tak właśnie, jak go opisywałem — nastawieniem o wiele więcej zyskałaby z AI — w wymiarze filozofii jako takiej, na znaczeniu, filozofia literatury? Czym różniłoby się — paradowanie literaturoznawstwa w AI od paradowania filozofii w AI — a może byłaby to koregulacja — redukowanie AI filozofią i filozofii metafilozoficznym i metanaukowym AI? Co, gdyby — nakazać jednej AI uznanie, że „granice jej języka są granicami jej świata”, a drugiej AI — odrzucenie tego samego?
To fascynujące, tym bardziej że w tych granicach jest wszystko, właściwie po demarkacyjnej linii „tańca i różańca”, to język „tańca i różańca”, tak, nauka czerpie AI-Powered ze wszystkiego, również z materiałów pornograficznych — tzn. wiedzy pornograficznej i metapornograficznej, dając nam coś w rodzaju — pornograficznej jońskiej filozofii przyrody, czy pornoplatonizmu, pornoarystotelizmu, pornostoicyzmu, ale w tonie najzupełniej serio. Nie możemy zawrócić zegara: bezwzględność, właściwie czysta forma bezwzględności, już się urodziła. Należy wybrać spartanizm, a porzucić myśl o cenzurze — jeżeli, oczywiście, zależy nam jeszcze na tym, by się nie ośmieszyć. Czy grozi nam już nie stracenie romantycznej, humboldtowskiej głębi nauczania, ale pełnoskalowa katastrofa, w obliczu nieprzyjęcia, niezrozumienia zmian, jakie przynosi syntetyzm? Przecież: nijak nie możemy zawrócić wskazówek zegara — a więc co? Zmienić sposób liczenia czasu? Liczyć surowość nieusmażonego środowiska aż do poziomu czystej niepoliczalności, lub nawet — niepoliczalności w niewyrażalności. Piszę do Dagmar Monett, by przedstawić jej filozofię metafory w obrębie filozofii języka i podstawowe metafory nieostrości opisane u Joanny Odrowąż-Sypniewskiej, ale wcześniej już u Delii Graff-Fary. Jeżeli Ugo Bardi miał rację i „efekt Seneki” okaże się okolicznością nie do uniknięcia (mówiłbym jednak o „rezultacie Seneki”, by podkreślić ostatecznie nieanalityczny charakter tego, o czym tu mówimy), AI należy przyjąć — dla rozumnej obrony przed zagładą kategorii wiedzy i poznania? Czy nie będziemy w sytuacji miltonowskiej, a więc w sytuacji „paradise lost”, jeżeli odrzucimy AI, jednak Bardi jakże groźnie odpowiada — ależ to będzie sytuacja janowa, będzie sytuacja ostateczna — apokaliptyczna, a nie pierworodna: staniemy się sodomitami, myśląc, że ścigamy sodomię, spadnie na nas potop, stanie nad nami anioł z ognistym mieczem — wyłącznie dlatego, że myśleliśmy, że możemy być owym aniołem z ognistym mieczem dla syntetyzmu, rozstrzygania tego, co „non-man-non-human”. Czy to koniec? Czy początek świata po końcu...? Czy czasopisma naukowe zachowują się jak komisje inkwizycyjne, recenzując negatywnie i krytykancko artykuły typu AI-Powered? Czy przyjąwszy AI, ale — jako generalną ideę uniwersytetu, będziemy postępować właściwie — stwarzając najprawdopodobniej ideę uniwersytetu wielu prędkości? Czy raczej wykształcimy postumiejętności, a także — uczynimy uniwersytet — postuniwersytetem? Co będzie w dobie AI znaczyło krytykanctwo, a co — laudacja? Czy uprawiać jedno i drugie będzie jeszcze możliwe — i niezależne? Przewodniczka po barcelońskim Starym Mieście mówi nam o Sagrada Familia, świątynia zostanie ukończona w tym roku, widzimy ostatnie etapy jej budowy, na szczycie bazyliki ma stanąć krzyż, cały z pobłyskujących, imitujących kryształ luster. Słyszałem, że wewnątrz konstrukcji będą relikwie Krzyża Świętego, ale czy dobrze słyszałem? Właściwie, jako jeden spośród ostatnich na Ziemi, „ostatnich na Ziemi”, widziałem rusztowania wokół wież, też wieży Jezusa Chrystusa, na Sagrada Familia. Chciałbym Sagrada-AI, Familia-AI, i jeszcze chciałbym związku tych obydwu z literaturą (najlepiej niesyntetycznego).