Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
Wędrując po Gothic Quarter, rozlokowanym w całości na barcelońskim Ciutat Vella, czyli Starym Mieście, docieram do żywego przeciwieństwa Kolonii, tylko ze względu na swoją piaskowcową fasadę, bazyliki Santa Maria del Mar — oglądam w środku rzeźbę nadziei: Esperanza, nadzieja, to bogini Hiszpanów, i gdyby Hiszpanie mieli tylko dla siebie sarmatyzm, jak Polacy, byłby to prawdopodobnie — właśnie przedziwny sarmatyzm nadziei, sarmatyzm w stylu szeroko rozpostartego i szerokobarwnego przepychu Gaudiego: sarmatyzm w stylu secesji, a secesja w stylu grafomanii, a grafomania w stylu Katalonii, itd. Właśnie przy posągu nadziei, w tej świątyni „odlanej” całkowicie w katalońskim gotyku — uzmysławiam sobie, że nie tylko wyrzekłem się bogini nadziei, ale że toczę z nią nierówną walkę, i to od lat — na rzecz wiary i bogini wiary: moje życie definiuje więc psychomachia pomiędzy boginią nadziei a boginią wiary, między diabłem nadziei, zaraz po nim szatanem nadziei, a aniołem wiary, zaraz po nim — Bogiem wiary. Typowy abrahamizm, który także przejawia się w moich stosunku do nauki i technologii — dla wiary zrobię wszystko, także: zabiję i pogrzebię wszelką nadzieję, dla ludzi wiary zrobię wszystko — w tym pozabijam wszystkich ludzi nadziei na Ziemi, i wszystkie ludy nadziei na Ziemi, w tym też takie, jak Hiszpanię i takie, jak Katalonię. Futurologia naukowa, którą uprawiam, jest z wiary, nie z nadziei — i właśnie dlatego jest futurologią sensu stricto, a nie sensu largo.
XIX-wieczne pięciokrotne powiększenie powierzchni Barcelony — wychodzącej ze swojego dotychczasowego silnego pola grawitacyjnego, czyli układu „miasta na średnich wiekach”, na średniowiecznych fortyfikacjach — jest czymś, co chciałbym przynieść XXI-wiecznej literaturze polskiej — pięciokrotne, a może piętnastokrotne powiększenie, to samo więc, co spotkało Barcelonę — z „Primą” w centrum wszystkiego, tak jak z Sagradą Familią — tutaj. Miasto udostępnia swoje mapy historyczne — czytam, między październikiem 2025 a lutym 2026, mam zatem okazję dokładnie przyjrzeć się temu, co określają mianem — „The managing the city’s growth 1800-1925”, mapy układają się bowiem w diegezę — w odyseję transformatorów Barcelony, prawdziwych, to znaczy spełnionych modernizatorów spośród modernistów, chcących uczynić miasto modernizmem na miarę Madrytu oraz Paryża, stąd przełamywanie gotyku katalońskiego (obecnego już dzisiaj w klarownej postaci jedynie w Santa Maria del Mar) secesją. Sagrada Familia jest pewnie wyrazem tego w pierwszej już kolejności — że można zbudować wielkość, wyszedłszy od antyśredniowiecza i traktować secesję jednocześnie — jak dodatkową warstwę gotycyzmu i jak jego rozpuszczalnik — cała wielkość byłaby tu z odśrodkowości, którą do poziomu wielkości należy wpierw wydobyć: antygotycyzm to w tym układzie współrzędnych także wrota wielkości, ale nade wszystko wrota piękna — nie gorszy wcale, niż gotycyzm... Mapy historyczne Barcelony znajduję na Santa Llúcia, w otwartym dla turystów Casa de l’Ardiaca... Jak wyglądałby współczesny, syntetyczny projekt antyśredniowiecza, stworzony przy pomocy GenAI — z dyspozycjami unlearningowymi — czy tak, jak znaleźliśmy narzędzia do „machine learning and unlearning”, znajdziemy narzędzia do „machine improvisating and unimprovisating”? Gaudi improwizował nawet przy Sagradzie.
Jeszcze przed południem 8. stycznia słyszę, że szkoły doktorskie są oskarżane o kanibalizm naukowy ze względu na podejmowanie wydziałowej siły roboczej do pracy z doktorantami. Coraz więcej mówi się o tym, że programy studiów doktorskich mają prawo domagać się „instytucjonalnej neuroplastyczności” (owszem, „neuroplastyczności”, wcale nie „plastyczności”) od uniwersytetów. Brutalizuje się już nie tylko język krytyki, lecz także — debaty i dyskursu, właśnie to nazwałbym chimerami udającymi metafory naukowe. Może właśnie ze względu na ten kanibalizm kiedyś w szkołach doktorskich wykładać będą AI-bliźniacy profesorów wydziałowych, w Columbii wprowadzono (eksperymentalnie) tego rodzaju badania, do których zatrudniono 2500 specjalistycznych AI-twins.
Impresjonizm? To przecież tylko kwestia decyzji i tego, co nazywamy — „decision-making”, zwłaszcza robienia tego, w języku i poprzez taki, a nie inny język — tzn. „language decision-making”, „decision-making through language”. To jest dużo trudniejsze niż zwykły performatywizm. Ale ostatecznie cały impresjonizm, symbolizm i naturalizm to wyłącznie jedna decyzja, na przykład zastąpienie belek stropowych łukami parabolicznymi, również w powieści — co daje budynek o organicznych kształtach oraz tekst o organicznych kształtach — takim jest już Picasso — organizowanie organicznego jako sprzeciw względem organizacji ostatecznego...