nowości 2026

Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo

Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza

Konrad Liskowacki Pomurnik

Tomasz Majzel Święty spokój

Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne

Gustaw Rajmus Angst

Karol Samsel Autodafe 9

Krzysztof Wacławiec W Pasie Oriona

książki z 2025

Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta

Jan Drzeżdżon Rotardania

Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]

Tomasz Hrynacz Corto muso

Jarosław Jakubowski Żywołapka

Wojciech Juzyszyn Efemerofit

Bogusław Kierc Nie ma mowy

Andrzej Kopacki Agrygent

Zbigniew Kosiorowski Nawrót

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach

Artur Daniel Liskowacki Zimno

Grażyna Obrąpalska Poprawki

Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny

Uta Przyboś Coraz

Gustaw Rajmus Królestwa

Rafał Sienkiewicz Smutny bóg

Karol Samsel Autodafe 8

Karol Samsel Cairo Declaration

Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

NOTES, Efekt Woroszylskiego (1)

2014-12-07 20:15

Efekt Woroszylskiego? Nie jestem pewny, czy tak powinienem określić ten przypadek. Stał się on zresztą pretekstem do ożywionej dyskusji między mną a Maciejem Cisłą podczas promocji naszych zbiorów wierszy w Szczecinie 5 grudnia 2014. Towarzyszył nam Andrzej Skrendo, prowadzący ten wieczór w Salonie Alef. Wpierw zadziwiła mnie gorąca krytyczna reakcja Macieja na Pawlika Morozowa, wiersz z Więdnic, zaczynający się – owszem – od słów pozdrowienia chłopca-denuncjatora: „Bądź pozdrowiony, Pawliku”. „– Wolne żarty! – usiłuję wiernie sparafrazować tę replikę – Naprawdę nie czujesz, że grubo przesadziłeś? Że popełniłeś błąd? Pewnych rzeczy się nie robi, a Ty postawiłeś potwora między bogów, dalej – zwracasz się do niego jak do boga!”.

Właśnie wtedy pomyślałem o Woroszylskim i przywołałem go ze sobą na tę – myślę, że wcale nie prowizoryczną – wokandę Cisły. Przyznaję – nie jest to tylko jego wokanda, lecz – wszystkich ludzi „dobrej woli i czujnego serca”. Nie można toteż z uporem twierdzić, że to wokanda osobliwa, a zarzut do końca pozostawał dla mnie zasłonięty, nie do przewidzenia. Owszem, spodziewałem się go od chwili skreślenia pierwszej wersji tekstu. „– Chciałbym tylko przekonać się, jaki popełniłem błąd? – zapytałem Macieja, zresztą dopowiadając w myślach – skoro już uznajemy, że literatura i błąd jako wartość sama w sobie to zbiory rozłączne”. „– Czy to ten sam błąd, co Woroszylskiego, co...?” – zaschło mi w gardle, nazwiska umknęły, widocznie koszt odpowiedzi przerastał pamięć momentalną: nie chciałem zresztą Żółkiewskich, Stanuchów, Putramentów, ale kogoś mniej wieloznacznego. „Co Mandalian...” – pomógł Andrzej Skrendo. „– W rzeczy samej... – przytaknąłem – co Mandalian”.

© Karol Samsel