Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
Tadeusz Kotarbiński i kwestia zagłady literatury. Zbyt krótko rozważam ten problem – narasta on zresztą niespontanicznie, prowokowany kolejnymi odejściami: Różewicza, Barańczaka i Konwickiego. Jest styczeń 2015 roku, bardzo słoneczny i wietrzny. Miesiąc rozbitej aury. Na pogrzebie Konwickiego Maja Komorowska. Liturgia słowa – czytanie (nie ma mnie na miejscu, choć prosił o to Paweł Orzeł, oglądam transmisję w TVP Info). Czy reizm jest szkołą zagłady literatury? Jeżeli tak, czy udziela swoim akolitom tej nauki w poczuciu wyrównywania jakiegoś długu naturalnego? Czytam u Kotarbińskiego, że słowo to „porcja farby drukarskiej” lub „drgającego powietrza”, że istnieje jako źródło dwojakiego rezonowania. Że wyzwala reakcje psychofizyczne, to po pierwsze. Że, po drugie, kształtuje usposobienie, to jest dalszą gotowość na przyjmowanie „ciał fizycznych”, które Kotarbiński nazywa „porcjami”.
Słowa św. Pawła, które recytuje Komorowska. Nie znajduję w sieci informacji o tym, z jakiej pochodzą lekcji. Do Koryntian? Rzymian? Jedna „porcja drgnień”, jedno „ciało fizyczne” – w czym różne od jednej zadrukowanej strony werdyktu Man Group, komitetu Nagrody Bookera czy kilku „New York Timesa”? „Porcja drgnień” – „porcja westchnień”. A jednak wierzę w metodyczność w „gładzeniu” i „zgładzaniu” tego, co abstrakcyjne. Wierzę, że jest to eliminacja – że to epoche, którego materialistycznej głębi wciąż nie przeniknęliśmy dostatecznie. Że reizm w finalnym rozrachunku byłby raczej ostatnim bunkrem literatury niż placem jej kaźni. I czytanie Komorowskiej, i proch Konwickiego – nawet jako „ciała fizyczne” – są więc znakami nadziei, są utwierdzone w istnieniu. Reistyczna interpretacja historii literatury nie byłaby więc jej zniszczeniem. Raczej nauką ultrarealizmu. Nie radykalnego samoogołocenia. Nie Chrystusowej uniżoności. Ultrarealizmu. Jednym i tym samym jest książka D.B. i książka M.H. Tom równy tomowi. Tom równy trzcinie. Głos równy dźwiękowi maszyny bindującej. Jest bowiem samym sobą, samym sobą w przedmiocie i tylko sobą – w nim. Innej zagłady, innej grozy – wierzę, nie będzie.