nowości 2026

Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo

Tomasz Majzel Święty spokój

Karol Samsel Autodafe 9

książki z 2025

Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta

Jan Drzeżdżon Rotardania

Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]

Tomasz Hrynacz Corto muso

Jarosław Jakubowski Żywołapka

Wojciech Juzyszyn Efemerofit

Bogusław Kierc Nie ma mowy

Andrzej Kopacki Agrygent

Zbigniew Kosiorowski Nawrót

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach

Artur Daniel Liskowacki Zimno

Grażyna Obrąpalska Poprawki

Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny

Uta Przyboś Coraz

Gustaw Rajmus Królestwa

Rafał Sienkiewicz Smutny bóg

Karol Samsel Autodafe 8

Karol Samsel Cairo Declaration

Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

NOTES, Notatki paryskie (4)

2021-10-20 16:06

„L’art est l’oeuvre d’inscrire un dogme dans un symbole”, a zatem „Sztuka to dzieło odciskiwania dogmatu w ścisłym łonie symbolu” – właśnie tak przełożyłbym słowa Adama. Może tkwi w tym jakaś głębinowa prawda, że wpierw obwołany został anarchosymbolistą? Określenie „synowie Adama” nabiera w tym kontekście wyrazistego, dwuznacznego charakteru. Ba, o sobie także mógłbym coś podobnego powiedzieć – przykładowo: wywodzę się z plemienia synów Adama, ściślej, synów Paula Adama. Jego pomnik znalazłem około ósmej rano na tyłach Narodowego Teatru Tańca Chaillot. I ponownie złudzenia, epidemie złudzeń. Myślę o anarchosymbolizmie Adama, przeszukując bazy polskich bibliotek w poszukiwaniu przekładów jego powieści – znajduję Czarnego węża przełożonego w 1910 roku. Kątem oka spozieram równocześnie na paryskie manekiny, zdumiony wyrzeźbioną w ich sylwetkach liniaturą mięśni, zwężeń przed- oraz nadramion, wyeksponowanymi kośćmi obojczykowymi. Muszę dawać wyraz swoim idiosynkrazjom i anachronizmom – nawet jeżeli byłyby jedynie hipotezami moich poglądów, przede wszystkim w tych zapiskach. Jak by powiedział Adam, dogmat nie tyle składa się z uprzedzeń, co z tego, co z nimi uczynimy. Dogmat to sam finał „spektaklu uprzedzeń”, wybrzmiewa w ostatnim momencie „widowiska” jako koda płynnie narastającego (czasami przez lata) szału.

Popołudnie spędziłem z Danielem w Musée Jacquemart André, w którym oglądałem Boticellego. Najsilniej przemówił do mnie Boticelli późny, archaicznie surowy, „savonarolienne”, jak powiedzieliby o nim niektórzy z Francuzów. Chciałbym zobaczyć Wenus „savonarolienne”, choć nie mniej istotne jest dla mnie, że mogę ją sobie wyobrażać – właśnie w Paryżu, podobnie jak dla przykładu – „Narodziny Piety”. Czy istnieje Wenus Chrystusowa? Lub, ujmując inaczej, czy istniałaby substancja, którą – co do jej natury określilibyśmy nie tylko „złotą wydzieliną”, lecz także (już nawet) substancją Chrystusową, następnie zaś – ową Chrystusową substancję gotowi bylibyśmy nazwać Wenus. We wnętrzach Jacquemart André kojarzących mi się z francuskim Wawelem (szczególnie z Salą Pod Planetami) zaczynam rozumieć, że jeżeli Savonarola gotów byłby przytaknąć podobnej karykaturodoktrynie, późny Boticelli, równie surowy względem siebie, jak i względem niego, gotów byłby sportretować Wenus ukrzyżowaną. Hyle savonarolienne rozciągnięte na krzyżu może być przecież ciałem żeńskim – Golgota-Toaleta Wenus.

© Karol Samsel