Długo chronię przed realnością to niemiejsce, antymiejsce, pustynię i kretowisko, w opowiadaniu pisanym drobnymi literami zatajam, że nie myślę o twierdzy Bastiano ani terenach zwanych „El Topo”, raczej o „Drodze do Ikei”.
Czas, raz teraźniejszy, a raz nie, włamuje się do zdarzeń jak chce, na tym polega słynna demagogia czasu.
Parking przed magazynem Ikei, na płaskiej ziemi, pod jaskrawym niebem, coś mi przypomina, wołam: jesteśmy w filmie, akurat z Okęcia startuje samolot, muszę krzyczeć: jesteśmy w filmie; film kręci się coraz szybciej, przekierowuje na zewnątrz sytuacje wewnętrzne nawet w zamkniętych pomieszczeniach.
Brak okien, sceny pierwszego poznania oświetlone są światłem lamp.
© Marta Zelwan