Książki z 2021

Andrzej Ballo Albowiem

Alina Biernacka Kiedyś, jednak. Wiersze wybrane (1977-2020)

Maria Bigoszewska Złodziejska kieszeń

Jarosław Błahy Zaklęty w szerszenim gnieździe

Nicolas Bouvier Na zewnątrz i wewnątrz

Roman Chojnacki Pasterz słoneczników

Roman Ciepliński Życie zastępcze

Wojciech Czaplewski Książeczka wyjścia

Marek Czuku Róbta, co chceta

Adrian Gleń M [małe prozy]

Małgorzata Gwiazda-Elmerych Zapojutrze

Tomasz Hrynacz Emotywny zip

Tomasz Hrynacz Pies gończy

Jarosław Jakubowski Bardzo długa zima

Jarosław Jakubowski Ciemna Dolina

Lech M. Jakób Ćwiczenia z nieobecności

Zbigniew Kosiorowski Zapodziani

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito

Bogusława Latawiec Nieoznakowany szlak

Ryszard Lenc W cieniu Golgoty

Artur Daniel Liskowacki Cukiernica pani Kirsch (wydanie 2)

Artur Daniel Liskowacki Eine kleine (wydanie 4)

Artur Daniel Liskowacki, Bogdan Twardochleb Przybysze i przestrzenie. Szkice o pisarzach szczecińskich

Joanna Matlachowska-Pala Bezpowrotne

Piotr Michałowski Dzień jest wierszem, świat kolorem

Dariusz Muszer Dzieci krótszej nogi Syzyfa

Marek Pacukiewicz Wieki średnie

Małgorzata Południak Podróżowanie w przestrzeni

Karol Samsel Autodafe 4

Grzegorz Strumyk Wyjście

Michał Trusewicz Przednówki
 

PISMO SZYBKIE. List. Zapasowe słońce

2015-12-08 18:00

Poszukałam w listach Henryka czegoś na tę mgłę i ciemność, znalazło się 8 grudnia 1999r:

   … nie chcę prowadzić dochodzeń, jak sprawa wygląda ze słowem „skrupić się” lub „skrupiać”, przypuszczam, że „skrupić się na” powstało na skutek rewolucji frazeologicznej, która zniszczyła, jak to rewolucja, sens i formę o jeszcze większej atrakcyjności.

   Przedtem można chyba było „skrupiać się w”, czyli tworzyć formę nową, byłoby wtedy w tym coś genezyjskiego.

   Nie chcę tego badać, żeby nie stracić prawa do takich przypuszczeń, że, na przykład, boska tęsknota za czymś dobrym skrupiła się w drzewo.

   Może całe miłosierdzie boskie, gdyby pozostawało w rozsypce, mogłoby się skrupić w zapasowe słońce, które by nas ratowało w listopadzie i w grudniu.

   Bo mało wierzę w światło elektryczne, już raczej w choinkowe świeczki, a najbardziej w światło, którego nie ma, które czasem się wyczuwa w prostych ludziach, w ich twarzach, u kobiet przy robieniu czegoś przy kuchni, u kobiet przy straganie, ale tego w takiej postaci, w jakiej myślę, nie ma w Warszawie.

   To było kiedyś u Reszków w Skierniewicach, w twarzy babci Benigny Trzecieckiej, matki Zofii Reszkowej.

   Wystarczyło wejść do kuchni, w której babcia spała i przez cały dzień coś robiła, żeby zapomnieć o braku słońca.

   Bez babci jest tak jak w moim trójwierszu:

     Kamienna szarość

   niebo ziemia powietrze

    drżenie światła lamp

   Dobrnąłem akurat do miejsca, w którym trzeba odpowiedzieć na Twoje trudne pytanie o naturę przedmiotów, które są podmiotowe.

   Znów tylko przypuszczenie.

   Organiczność i nieorganiczność przedmiotów nie ma żadnego znaczenia dla ich podmiotowości.

   Podmiotowość musi być ponad podziałami, podmiotowość zależy tylko od niepowtarzalności, jest niepowtarzalnością, przedmiot jest podmiotowy, gdy stwarzamy jego niepowtarzalność, dla nas, przez nas stwarzaną, niepowtarzalność niematerialną, niepowtarzalność z ducha.

   Słowem „Genezis z Ducha”, trzeba uczcić tego nieszczęśnika, tak się nim szarga w tym roku, bez żadnego umiaru.

                                       W imię słońca Cię pozdrawiam

                                                Henryk

© Marta Zelwan