Ludzie snu patrzą na nas, patrzą na otaczające nas krajobrazy, a kiedy nie mogą dłużej, przygląda się nam sama przestrzeń.
Patrzy z boku, z dołu, z góry, z bliska, patrzenie to jest jasne jak poranek i gęste jak noc.
Ciągle widzę tych ludzi stojących w Mullaghmore nad urwiskiem w płaszczach w kształcie liści, a może raczej jest to w Gormenghast, gdzie wielkie liście i omszałe kamienie należą do mrocznych skarbów przywlekanych z lasu.
Jestem tam, wyznaczają mi spotkania w strefie, gdzie wszystko, o czym piszę, dzieje się naprawdę, ale wstaję i wychodzę, kiedy zbliżam się do setnego słowa, taki lęk.
© Marta Zelwan