Księżyc idzie do nowiu, na powierzchni Ziemi, pod srebrną topolą, dopiero wieczorem chłód.
Coś zdarzyło się w półmroku, kiedy nikt nie widział, samo, jak sen odwzorowany w jawie.
Wiem, że tak już kiedyś było.
Joana Carda też znalazła patyk i narysowała nim na ziemi linię, rozpadły się wtedy Pireneje, rozszczekały się nieme psy w Cerbère, nie dało się spruć skarpetki zrobionej z nici bez końca, Półwysep Iberyjski zaczął dryfować w stronę półkuli południowej, pojawiło się nieomylne stado szpaków.
Są miejsca zaciekle broniące się przed uruchomieniem ich do życia, do spełnienia ról i zadań, tylko w zapisie są do szpiku kości.
© Marta Zelwan