FABRYCCY. Znowu biadam. Nie mamy wspomnień zesłanki Leokadii Szewczuk, nie mamy wspomnień workuckich Rajmunda Pakulnisa, nie mamy wspomnień zesłanki Tamary Fabryckiej, dobrze więc, iż poeta Jan Truszkowski zadbał o swoją relację, to nic, że niekiedy przegadaną i chaotyczną: „Po udanej ucieczce z Syberii i szczęśliwym dotarciu do domu rodzice przykazali nam, aby rozdział naszego życia pt. »Syberia« całkowicie zamknąć i z nikim tą informacją się nie dzielić (...). Ludzie powracający z owego »raju« byli naznaczeni piętnem nieufności wobec ówczesnej władzy, byli podejrzani, a tym bardziej, że nasza rodzina nie wróciła legalnie, lecz uciekła z Syberii. Do dziś nie wiemy, czemu jedynie nas amnestia nie objęła. Do końca wyroku zostało nam jeszcze piętnaście lat zsyłki. W tamtych czasach, gdyby się wydało, sytuacja nasza byłaby niepewna. (...) Dlatego nikomu nie opowiadałem, nawet własnym dzieciom, aby te przypadkowo nie zdradziły mojej syberyjskiej przeszłości”.
Nie mamy wspomnień zesłańca Mieczysława Szumskiego, nie mamy bodaj skąpej relacji zesłanki Eugenii Kuczyńskiej, a może się mylę, może już jutro wypłyną wspomnienia Fabryckich i Szumskich, prędzej lub później dowiemy się o losie Łaszczuków i Przeździeckich: „W dziesiątkach bardzo długich towarowych pociągów, w duże mrozy, czy letnie upały, bez sądów wieziono tysiące niewinnych ludzi na 20 lat wygnania, pozbawiając ich wszystkiego, czego w życiu dorobili się. Bezlitośnie zabierano całe rodziny: małe dzieci, niemowlęta, starców, chorych, kobiety w zaawansowanej ciąży. Oto w jaki sposób władza radziecka pośpieszyła z pomocą braciom Słowianom”.
Po raz kolejny zaglądam do notatek Jana Truszkowskiego (1931-2021), przepraszam, że wykrzywiam się na nieco chaotyczne zapiski. Choć akurat Truszkowski zaproponował nam interesującą opowieść.
[25 X 2024]
© Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki