Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Autodafe 8
Anna Andrusyszyn Pytania do artystów malarzy
Edward Balcerzan Domysły
Henryk Bereza Epistoły 2
Roman Ciepliński Nogami do góry
Janusz Drzewucki Chwile pewności. Teksty o prozie 3
Anna Frajlich Odrastamy od drzewa
Adrian Gleń I
Guillevic Mieszkańcy światła
Gabriel Leonard Kamiński Wrocławska Abrakadabra
Wojciech Ligęza Drugi nurt. O poetach polskiej dwudziestowiecznej emigracji
Zdzisław Lipiński Krople
Krzysztof Maciejewski Dwadzieścia jeden
Tomasz Majzel Części
Joanna Matlachowska-Pala W chmurach światła
Piotr Michałowski Urbs ex nihilo. Raport z porzuconego miasta
Anna Maria Mickiewicz Listy z Londynu
Karol Samsel Autodafe 7
Henryk Waniek Notatnik i modlitewnik drogowy III
Marek Warchoł Bezdzień
Andrzej Wojciechowski Zdychota. Wiersze wybrane
HELSTEIN-HELIŃSKI STANISŁAW. Niedawno zachwycałem się pseudonimami naszych pisarzy (Czesław Halicz, Mirosław Bezłuda, Aleksander Oleszycki), dorzućmy więc jeszcze jeden pseudonim (Jerzy Kryszand), którym posłużył się Stanisław Helstein-Heliński, autor „Akademii urwipołcia” z 1937 roku.
O Helsteinie-Helińskim niczego nie wiem, ale odtąd lwowianina będę kojarzył z urwipołciem w tytule powieści. Z urwipołciem, który powoli wypada z polszczyzny, nad czym boleję. Nie pozwólmy ogołocić się z urwipołcia, jest nazbyt piękny.
Z dzieciństwa pamiętam „kaniuka”. Moja unicka matka nazywała mnie „kaniukiem” lub „kaniuczyskiem”, kiedy zachowywałem się niesfornie. A psociłem przecież każdego dnia.
[11 V 2020]
© Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki