Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
WALEŃCZYK JERZY (1927-1994). Powoli zmykam lekturę „Dyliżansu”. Ale nadal fascynuje mnie Jerzy Waleńczyk: poezja „jest jak głupich słoneczników tłum, / Jak jodła modląca się skrycie, / I jak kawałek chałwy, co mi zafundował pewien pan, / Jak pogłoska, że nastaną Bramy Trwogi, // Jak kawałek białej bułki, / Udzielonej, / I jak kawałek razowca, ból wyludniony, // I jak ów Kusociński, polski przedwojenny szybkobiegacz, / Lub jak pewien adwokat, co proponował zmiany w strukturze, / Jak fajerka, przez którą Nieszczęśnik spala kartki kalendarza, // Jak drzewo orzecha ścięte, / Wskrzeszone, bo sen, bo czas, / Bo pod nim sługi siadają w pokorze”.
Nie mylił się Piotr Kuncewicz, kiedy powiadał, że Waleńczyk jest poetą ważnym. Użył bodaj określenia „wybitny”. Nie pamiętam dokładnie. Wszystko, co przeczytam, już jutro zamazuje się i traci na znaczeniu. Wszystko, co usiłuję zatrzymać przy sobie i dla siebie (poezja „jest jak głupich słoneczników tłum”), już jutro rozsypie się w błahą drobnostkę, a pojutrze obróci się w jeszcze większą nieistotnostkę. Obawiam się, że to wina ketrelu, pernazyny i zolafrenu. Dawniej cieszyłem się pierwszorzędną pamięcią, nie potrzebowałem notatek, dziś ścibolę dyrdymałki.
Jerzy Waleńczyk: „Dyliżans”. Obwolutę projektował Stanisław Ibis-Gratkowski. Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1969, s. 73
[24 VI 2024]
© Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki