nowości 2026

Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo

Tomasz Majzel Święty spokój

Karol Samsel Autodafe 9

książki z 2025

Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta

Jan Drzeżdżon Rotardania

Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]

Tomasz Hrynacz Corto muso

Jarosław Jakubowski Żywołapka

Wojciech Juzyszyn Efemerofit

Bogusław Kierc Nie ma mowy

Andrzej Kopacki Agrygent

Zbigniew Kosiorowski Nawrót

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach

Artur Daniel Liskowacki Zimno

Grażyna Obrąpalska Poprawki

Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny

Uta Przyboś Coraz

Gustaw Rajmus Królestwa

Rafał Sienkiewicz Smutny bóg

Karol Samsel Autodafe 8

Karol Samsel Cairo Declaration

Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

PRÓBY ZAPISU, Cykl 2

2017-05-01 15:05

Nawet teraz, gdy myję okno i przekładam kwiaty według wzrostu, zastanawiam się nad zdaniami, które zapisałam rok temu. Ta powtarzalność. Wiatr, deszcz, słońce. Wzrost roślin, budzenie się owadów. Więcej pomarszczonej skóry. To samo jedzenie i picie. Prześlizgiwanie się po krawężnikach. Zakręcanie i odkręcanie słoików. Zakręcanie. Ludzie chodzą i chodzą, rozmawiają, wyrzucają resztki siebie do pojemników. Pęknięcia na jezdni, burczenie w brzuchach, dyskusja o nowym rozkładzie jazdy autobusów. Pani w pikowanej kurtce zaczepia chłopca, jakby go dotykała, a on nie pozwalał jej przeniknąć głebiej. Spojrzenia nastolatek, które odwracają się nagle, jakby ich plecaki były wypełnione wibratorami i kremami nawilżającymi. Wchodzenie, siadanie, spojrzenie, wychodzenie. Skrzypienie drzwi. Tykanie kierunkowskazów. Powolne przesuwanie się naprzód. Nagłe hamowanie i znowu szum rozmów. Albo cisza. Kopiowanie się wzajemne, przesypywanie słów, myśli. Tego, co nie znajdziecie tu i tam. Wychodzę i nie wiem, o czym myślę. Wieje. I zapach. Nie rozpoznaję go, jest jakby przestarzały, a zarazem... No sam wiesz.

Znowu przycisnęłam Chrome. Nie śmiej się, to już nie jest zabawne.

Przyglądam się fejsbukowym wpisom. Mnóstwo zaimków zwrotnych. Niedobrze mi. Odwracam się na bok i zastanawiam nad zabijaniem literatury. Nad tym wyobrażeniem pewnie wisi cała armia czytelników. Jednak kiedy odkrywam kolejny manifest napisany brudną ręką, próbuję zapomnieć o błędach i stłumić w sobie niechęć. To wrażenie, że ktoś „picuje”. Intuicja odkleja wrażenie od faktów, że kolejny chłoptyś gubi się w tym, co napisał. Bracie – tak mówi, a ja wiem, że na ziemię spadają płatki kurzu. Wbijają się pod stopy, aż nie mam ochoty zostawać. Idę. Wybieram dla siebie kolejne imiona. Dość dobre na złość, na wieki wieków.

© Małgorzata Południak