Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
Nocne rozmowy, latające talerze, filcowe kulki...
Przeleciałam Europę.
Dublin w deszczu. Zakurzone buty. Pistacje, herbata z cytryną, kichanie. Rozmowy, śmiech, Alessi (3 piece set). Moje dziecko, nie widzieliśmy się przez tydzień z okładem, zmężniało, mężczyzna! Paddy przeżył. Owce skaczą, krowy ryczą. Pies sąsiadów mógłby się jednak zamknąć.
Przez „dzisiaj” próbuję ze wszystkich sił odejść od tradycji. Główny nurt infantylnie rozchodzi się w lewo i w prawo, brakuje metafizyki, uśmiechów. Za dużo zdrad, pouczania. Nosorożec nie wytrzymuje, zaciskam kolana na widok jego zębów. Już wiem, dlaczego nie mamy przyjaciół oprócz owiec i Paddy'ego. Słuchamy się w oryginale. Paddy, próbuje czytać, ale przerzuciliśmy się i w innym języku wyliczamy, co nas drażni. Dzisiaj krów nie doi się tradycyjnie, w szkołach średnich nie przelewa krwi. Żadnych nieszczęść, chyba że wzajemne oskarżenia o niezrozumienie, nietolerancję. Nie pamiętam, kto pierwszy mnie docenił. Nosorożec odrzuca proste pojęcia i drapie po plecach z angielską kulturą. Później pijemy herbatę z odrobiną mleka, zapychamy herbatnikami usta, w jego podniecone palce wtykam mopa. Wypłukuję z butelek kamień. Podłogi lśnią, szkła, żyrandol. Wiemy, kim jesteśmy, nawet, jeżeli szmuglujemy papierosy, lekceważmy czas na kolację. Nie ma pociągu na północ. Najważniejsze, że jest nad Ocean. Z obu stron przyszedł mróz. Irlandczycy polewają auta zimną wodą, polewamy i my. Paddy śmieje się i krzyczy, że poranek jest cierpki a jaja są twarde. Doganiam gościa, przeganiam, w sklepie leżą kotlety jagnięce. Pięć razy w tygodniu wzruszam się i ścieram okruchy herbatników ze stołu. Jak rzekł Paddy, tak się stało. Świeci słońce. Nie wiem, co mam dzisiaj do zrobienia. Czy coś muszę, czy nie. W zasadzie wszystko robię na bieżąco, więc może na początek śniadanie. Avocado z prażonymi pestkami, pieczoną papryką i cukinią. Wszystko dzieje się tak jak powinno. Krowy przelazły na drugą stronę pastwiska, pies sąsiadów drze się i drze. Dzieci podskakują do rodziców, rodzice ani rusz, w żadną stronę. Samochody tu i tam, paliwo znowu zdrożeje, podniosą akcyzę na wino, i wprowadzają obowiązkowe czesne za naukę, ale nie mam złudzeń, wszyscy są ze sobą szczęśliwi.
© Małgorzata Południak