To rodzaj zawieszenia broni. Chociaż wciąż myślę o człowieku, jak o ciele wznoszącym się i upadającym gdzieś za górami, za lasami. I wraca. Przeciska się przez ucho, w samozaparcie, zapomniane słowa. Udaje dowcipnego, przemienia wodę w ulewę. Gwałtownie, do nieprzytomności. Z litości, z pustki, z prostych czynności, które ukończył w pierwszej klasie.
Za długie słowo by zapamiętać, zrobić coś z nim, wejść lub wyjść. Patrzyłam w ciemnościach, jak się bawi, zakłada ręce za głowię. Czekaj na mnie, mówiłam i po minucie leżał na moich udach. Chciałam wiedzieć jak to się pisze. Westchnienia, wytchnienia. Zachęcałam się w myślach do wyjścia. Odwracałam się tylko i przygryzałam palce, nie chciałam nic mówić.
© Małgorzata Południak