Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza
Konrad Liskowacki Pomurnik
Tomasz Majzel Święty spokój
Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne
Gustaw Rajmus Angst
Karol Samsel Autodafe 9
Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza
Konrad Liskowacki Pomurnik
Tomasz Majzel Święty spokój
Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne
Gustaw Rajmus Angst
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
Oglądam film, zmienia się sceneria, za każdym razem tak samo. I co z tego, że nie kładziesz rąk na jej ramionach. Moje, opuszczone, nie poruszają się. Idę powoli przed siebie, nie potykam się o kamienie. Sąsiadka plotkuje, jej mąż potyka się o buty. Wyprostowuje ręce, ugina łokcie i uderza. Wali, aż oboje poczują, że coś jest nie w porządku. A może nigdy nie poczują? Więc walą, ich córka rzuca kamieniami, kompletnie jej odbija, kiedy nie rzuca. Obok niej toczą się betonowe koła, obiecała sobie, że jak dorośnie, wyrwie się stamtąd, coś wymyśli, przeskoczy. Możliwe, że jej się uda. Możliwe, że przestanie rzucać. Zacznie rozmawiać z obcymi, tańczyć, będzie miała wypielęgnowany trawnik. Może kilka krzaków truskawek, malin. Krasnale z wielkimi brzuchami, pod którymi jej dzieci będą chowały resztki ciasta dyniowego. Oglądam się trochę speszona, prosiłam, żebyś nie podchodził cicho od tyłu, nie drażnił mnie i nie straszył. Nie wiem, czy dla żartów, ale to jest w twoim stylu. Dzielenie jabłek, dzielenie dzieci z sąsiedztwa. Równe skoki przez płot, równe kroki, one uwielbiają za tobą chodzić. To dobra zabawa, człowiek chodzi i chodzi. O co ci chodzi?! Jestem zmęczona, dlatego musisz już iść. Zabierz kamienie, dzieci, zmięte papierki po cukierkach. Nie chcę już słyszeć, że dookoła jest pięknie. Drzewa odwracają myśli od komputerów, ptaki wyrywają jak odgłosy budowy, stajesz w oknie i patrzysz. Nie wiesz, co powiedzieć, co masz na myśli, o czym zapomniałeś. To uczucie zaskoczenia, kiedy zamykasz książkę, którą już dawno przeczytałeś, to tylko bałagan. Niezborne kłębowisko. Tam powinno stać biurko, nad nim półka z książkami, laptop. Dzielenie się czymś osobistym z obcymi skończy się obsesją obcych. Wejdą ci na głowę. Najpierw facet z podniesionymi rękoma będzie ci wmawiał, że nie chciał cię zranić, że całe lato rozmyślał o tym, z jakiego superkremu jesteś zrobiona, i że mógłby cię dotykać, pieścić, zlizywać. Pomyślałam sobie, że poległ. Właśnie. Poległ od uderzenia. Dostał kamieniem. Ostrzegałam, żeby się odsunął, wiedziałam, że sąsiad o tej porze pokazuje wnukom, jak można się złościć, jak należy podnosić i rzucać, dobrze rozbujać się i fru. Nic nie mówimy, przez to, co się stało, czuję, że żadne z nas nie chce mówić. O jakimś dupku, który nawet nie zapytał, co czuję. Tak się skończyło, klepiesz mnie po ramieniu i mówisz, że mam wziąć oddech. Potem próbujesz jeszcze raz, a ja? Ja robię krok w tamtą stronę.
© Małgorzata Południak