Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza
Konrad Liskowacki Pomurnik
Tomasz Majzel Święty spokój
Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne
Gustaw Rajmus Angst
Karol Samsel Autodafe 9
Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza
Konrad Liskowacki Pomurnik
Tomasz Majzel Święty spokój
Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne
Gustaw Rajmus Angst
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
Co czytamy? Powieści. Czasem opowiadania. Z rzadka poezję. Ale od XIX wieku, od czasów Zoli, Balzaka, Dickensa, Tołstoja, u nas Prusa, Orzeszkowej, Sienkiewicza, w literaturze - czy nam się to podoba, czy nie - króluje Powieść. Jej panowanie jest absolutne, by nie rzec - dyktatorskie. Rozumiemy ją jako dłuższą (kwestia umowna) opowieść, zwykle pisaną prozą, wielowątkową, z rozbudowaną listą bohaterów, o pewnej strukturze. Nie wyobrażamy sobie, by mogło być inaczej.
A przecież nie zawsze tak było. Starożytni Grecy doby klasycznej, hellenistycznej, republikańscy a i pryncypatowi Rzymianie czytali (lub słuchali) eposy, epyliony, dytyramby, epigramaty, elegie, ody... A więc, mocno upraszczając - wiersze. To, co dziś zwiemy powieścią, narodziło się na przełomie er i z początku było niezbyt poważną produkcją; bliższe było dzisiejszemu harlequinowi. Nie były zresztą te „powieści” traktowane zbyt poważnie, a intelektualne elity chyba ich nie czytały (diabli wiedzą, różnie bywa z tymi gustami elit). Nazywamy tę pierwotną powieść romansem antycznym i określenie „romans” dobrze oddaje treść i naturę tych pierwszych form prozatorskich. Pisali to Grecy, rdzenni, jak i małoazjatyccy, aleksandryjscy, potem także Rzymianie. Plot, jak to teraz zwiemy, był typowy. Oto są młodzi, on poznaje ją, Eros trafia ich swymi strzałami, biorą ślub, ale okrutny Los (Tyche) wkracza w ich życie. Jedna z wersji jest taka: świeżo poślubieni (małżeństwo jest jeszcze nieskonsumowane) płyną w podróż poślubną, jest burza, statek rozpada się, młodzi ratują się, ale na brzegu łapią ich handlarze niewolników. Wariant z atakiem korsarzy był równie popularny. On ucieka, ona trafia w ręce lokalnego władcy. On szuka ukochanej, przeżywając mnóstwo przygód, jest wielokrotnie acz bezskutecznie molestowany przez piękne damy, ona dzielnie opiera się awansom złego wielmoży i zachowuje dziewictwo. Koniec końców wszystko kończy się pomyślnie. Trafiają się dobrzy ludzie, Los odpuszcza i mamy klasyczny happy end.
Pierwszym bodaj romansem była zapewne Historia Chaireasza I Kaliroe niejakiego Charitona, potem pojawiły się Przygody Leukippe i Klejtofonta Achillesa Tatiosa z Aleksandrii, Dafnis i Chloe Longusa, Opowieści efeskie Ksenofonta z Efezu i zapewne najlepsza rzecz - Opowieść etiopska o Theagenesie i Chariklei Heliodora z Emesy. Można do antycznego romansu także zaliczyć słynne i wciąż czytane Metamorfozy albo Złotego Osła Apulejusza.
Nie ma w antycznym romansie tła historycznego, geograficznego. Postaci są umowne, choć gdzieniegdzie pojawiają osoby historyczne. Nie szukajmy więc w Opowieściach efeskich opisu starożytnego Efezu. Nie spodziewajmy się znaleźć podstawę psychologiczną działań bohaterów, ale czy w harlequinie tego właśnie szukamy?
Ale nie umniejszajmy dokonań pierwszych powieściopisarzy. Przecierali szlak. Byli odkrywcami, a takim zawsze należy się szacunek.
PS. Romanse były/są tłumaczone na język polski i są na ogół dostępne czytelnikowi. Polecam Opowieść etiopską Heliodora. Jest całkiem niezła i dość… gruba. Na deszczowe lato - dlaczego nie?
lipcowo, 2016 r.
© Ryszard Lenc