nowości 2026

Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo

Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza

Konrad Liskowacki Pomurnik

Tomasz Majzel Święty spokój

Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne

Gustaw Rajmus Angst

Karol Samsel Autodafe 9

książki z 2025

Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta

Jan Drzeżdżon Rotardania

Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]

Tomasz Hrynacz Corto muso

Jarosław Jakubowski Żywołapka

Wojciech Juzyszyn Efemerofit

Bogusław Kierc Nie ma mowy

Andrzej Kopacki Agrygent

Zbigniew Kosiorowski Nawrót

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach

Artur Daniel Liskowacki Zimno

Grażyna Obrąpalska Poprawki

Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny

Uta Przyboś Coraz

Gustaw Rajmus Królestwa

Rafał Sienkiewicz Smutny bóg

Karol Samsel Autodafe 8

Karol Samsel Cairo Declaration

Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

WĘDROWNICZEK, Siedem kilometrów w Arturówku

2021-04-29 16:09

5.04.21 Łódź
Lany poniedziałek, za oknem dwanaście stopni, wybieramy się więc z Dorotą na świąteczny spacer do Arturówka. To kompleks rekreacyjno-wypoczynkowy w północno-wschodniej części Łodzi, położony wokół trzech sztucznych stawów na Bzurze, w pobliżu jej źródeł. Nazwa upamiętnia syna właścicieli Łagiewnik i Soboty, Artura Zawiszę Czarnego, powieszonego w 1833 roku przez Rosjan za działalność patriotyczną.
Podobny do nas pomysł miało sporo ludzi. Nie ma wprawdzie tłumu, ale stale kogoś mijamy – a to pojedyncze osoby, a to pary bądź całe rodziny. Mnie się udaje spotkać znajomego z pracy, mecenasa Darka. Wielu łodzian czynnie spędza czas – na rowerze lub w biegu, starsi zaś preferują kijki, a dzieci – małe rowerki. W zimnej wodzie hartuje się czwórka wiosennych „morsów”, w pobliżu pluska się kilka kaczek, dochodzi z dala ćwierkot niemrawych jeszcze ptaszków. Do kompletu fauny trzeba dodać domowe pieski, którym właściciele wreszcie pozwalają się wyszaleć.
Obchodzimy staw dookoła i wchodzimy do lasu, z którym Arturówek graniczy od północy. Idziemy niebieskim szlakiem lekko pod górkę i mijamy bokiem Rezerwat Las Łagiewnicki. Wiosna jeszcze się na dobre nie rozbudziła, zieleni jak na lekarstwo, wokół rozpościera się dywanik zeschniętych szaroburych liści. Za to drzew urodzaj: rozpoznaję świerki, sosny, brzozy i dęby, a jest tu ich znacznie więcej, bo łącznie z krzewami ponad sto gatunków.
Czas mija szybko, pora wracać. Wdychamy ostatni haust świeżego, rześkiego powietrza. W ciągu osiemdziesięciu minut przeszliśmy siedem kilometrów.

© Marek Czuku