Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza
Konrad Liskowacki Pomurnik
Tomasz Majzel Święty spokój
Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne
Gustaw Rajmus Angst
Karol Samsel Autodafe 9
Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza
Konrad Liskowacki Pomurnik
Tomasz Majzel Święty spokój
Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne
Gustaw Rajmus Angst
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
5.11.20 Łódź / Sopot
Rozmowę z Wojciechem Kassem z cyklu „Wiersze na Piętrze Online” prowadzi w Dworku Sierakowskich Krzysztof Kuczkowski. Toczy się ona wokół nowego tomu poety „Metaf. 20 wierszy o położeniu”.
Autor szybko biegnie do przodu i po książce, która jeszcze nie została doczytana, mamy już nową. W jednym z wierszy pisze: „Możemy wyruszać”. To wspomnienie werandy z ojcem, matką, dalszą rodziną i sąsiadami. Kass dzieciństwo spędził w Sopocie, tu dorastał i wzrastał w latach. On to miasto ma we krwi. Poznał je od strony podwórek, szałerków, ogródków, działeczek. W 1997 roku wyjechał do Prania, gdzie został dyrektorem Muzeum K.I. Gałczyńskiego. W tym – jak go nazywa – „ośrodku promiennym” powstało wiele wspaniałych rzeczy.
– „Metaf” to pierwiastek ze słowa metafizyka, wprowadzony przez profesora Jarosława Ławskiego w przewrotnej postaci popkulturowego zapisu. Żyjemy w świecie, gdzie jest ogromna nadprodukcja słów. Nieustająco szukam słów niewinnych. Czy takie jeszcze są? Metafizyka to słowo dawno zmarginalizowane, wyrzucone z jakiegokolwiek dyskursu. Użyłem słowa „metaf” z pewnym przymrużeniem oka, wobec innego słowa, które się przyjęło – „manifa”, pochodzącego od manifestacji. „Metaf” się lekko boczy na tę „manifę”. Świat coraz bardziej manifestuje różne rzeczy, natomiast niewiele się za tym kryje. „Metaf” pozbawione ostatniej literki. Mam wrażenie, że tym tomikiem dochodzę do pewnej językowej mety – jakiegoś rozgrymaszenia, rozmemłania, gięcia języka. Trzecia gra ze słowem „metaf” to nazwa silnego leku przeciwbólowego: „Metafen”. Czy poezja, słowo jest w stanie uśmierzyć ból, ukołysać cierpienie?
WK czyta teraz krótki wiersz o przemianie ludzi, którzy „świecą w nieznanym szyku”. To samo można powiedzieć o poezji, języku. W odpowiedzi na zarzuty, że „metaf” to dziwoląg i słowo abstrakcyjne Kass tłumaczy, że dla niego jest jak najbardziej rzeczywiste i konkretne, bo przecież rzeczywistość to zjawisko, które pojawia się i znika.
Sopot to dla poety miasto werand, w przeciwieństwie do opinii ludzi z zewnątrz, dla których to miasto mola, opery leśnej, plaży, morza, kafejek, no i słynnego deptaka Monte Cassino, który przecina Sopot na pół: – Dla mnie werandy to genius loci tego miasta, będące czymś bardzo prywatnym, zakrytym, a jednocześnie wychodzącym na arenę publiczną. Przypominają one trochę teatralne loże. Moja mama przyjmowała tam gości, sąsiadów, wujostwo. Na werandzie pachniało słońcem i kawą. To była również loża szyderców, z której nie oszczędzano żadnego przechodnia. Weranda jawi się jako miejsce graniczne.
– „Metaf” to odkrywanie w rzeczach drobnych tego, co jest od nas większe. Na granicy semantyki i tajemnicy. Chodzi o natychmiastowy wgląd w istotę rzeczy. – WK czyta wiersz „Jaskier”, w którym padają wyrazy: jest, teraz, tak. Dla poety to święte słowa.
© Marek Czuku