Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo
Tomasz Majzel Święty spokój
Karol Samsel Autodafe 9
Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta
Jan Drzeżdżon Rotardania
Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]
Tomasz Hrynacz Corto muso
Jarosław Jakubowski Żywołapka
Wojciech Juzyszyn Efemerofit
Bogusław Kierc Nie ma mowy
Andrzej Kopacki Agrygent
Zbigniew Kosiorowski Nawrót
Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach
Artur Daniel Liskowacki Zimno
Grażyna Obrąpalska Poprawki
Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny
Uta Przyboś Coraz
Gustaw Rajmus Królestwa
Rafał Sienkiewicz Smutny bóg
Karol Samsel Autodafe 8
Karol Samsel Cairo Declaration
Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania
Żyjemy w epoce, gdy postęp techniczny pozwala zamienić w jawę romantyczny sen o korespondencji sztuk, syntetyzując poszczególne gatunki i formy jeszcze ściślej niż w czasach, gdy czytano „Correspondances” Baudelaire’a, słuchano „Pieśni” Schumanna bądź podziwiano obrazy Kossaka. Teraz jest o wiele łatwiej, wystarczy prosty program komputerowy, jakiś szablon i... jazda... Na szczęście nadal nic nie zastąpi dobrego pomysłu i tej starej poczciwej iskry bożej, „wielkiej jako otchłanie nocy i światłości” (Charles Baudelaire, tłum. Antoni Lange).
9.05.15 Łódź
Po raz pierwszy w Łodzi odbył się Hyde Park – Integracje Literackie, według pomysłu poznańskiej poetki Łucji Dudzińskiej, w zamyśle której ma to być wydarzenie łączące różne rodzaje sztuk. Tym razem bohaterkami były łódzkie autorki Dorota Filipczak i Kaja Kowalewska, w przerwach śpiewała Laura Chlewska, a na ścianach zawisły prace Karoliny Wojtkuńskiej. Gościny udzielił nam ambitny lokal Niebostan, będący połączeniem klubu, kawiarni i... antykwariatu, a położony przy legendarnej ulicy Piotrkowskiej, wizytówce Łodzi. Wystrój tego klubu jest mocno oryginalny i undergroundowy: podłogi z płyty pilśniowej, gołe ściany z czerwonej cegły, wózek z hipermarketu przerobiony na fotel oraz wanna – na kanapę, a także nieco niechlujne stoliki i krzesła, przeniesione jakby z epoki peerelu.
Dorota Filipczak jest na co dzień profesorem w Zakładzie Literatury i Kultury Brytyjskiej Uniwersytetu Łódzkiego, a w pracy naukowej zajmuje się głównie literaturą postkolonialną. Tutaj przeczytała swoje pisane z kobiecej perspektywy wiersze, będące podróżami w czasie i przestrzeni, oddające nietrwałość i erozję rzeczywistości. To umiarkowana, refleksyjna poezja, i choć świadoma permanentnej dekonstrukcji, to mimo wszystko odwołująca się do klasycznego kręgu wrażliwości. O poezji Kai Kowalewskiej pisałem już wcześniej, że jest minimalistyczna, aforystyczna, lingwistyczna, a przede wszystkim psychologiczna i silnie emocjonalna. W Niebostanie Kaja czytała wiersze z najnowszego tomiku „Melanżcholie”, które dobrze trafiały w gusta i oczekiwania młodej publiczności.
Nastoletnia blondynka, Laura Chlewska, pięknie zaśpiewała współczesne angielskie piosenki i ballady (m.in. z repertuaru Etty James czy Adele), wykazując się ekspresją i mocnym głosem. A że trenuje sporty walki, dobrze się prezentowała w różowej sukience i w trampkach. Z kolei Karolina Wojtkuńska amatorsko maluje, a inspiruje ją m.in. Salvadore Dali, stąd nadrealny klimat i awangardowe nawiązania w jej pracach, które są bardzo żywe i pastelowe, jakby czerpiące esencję z impresjonistycznej kolorystyki. Karo miała czarny kapelusz, czarne włosy i w ogóle cała była „na czarno”, chyba jakby na przekór swoim barwnym obrazom.
Dokładnie tego dnia przypadła 80. rocznica urodzin Haliny Poświatowskiej, a więc zgodnie z hydeparkową tradycją („mikrofon dla każdego”) uczestnicy obok własnych utworów czytali tym razem wiersze autorki „Hymnu bałwochwalczego”. Na koniec zaś rozegraliśmy turniej jednego wiersza, w którym pierwszą nagrodę zdobyła Magda Cybulska. I tak toczyło się to spotkanie... chyba ze cztery bite godziny, przy udziale setki być może osób. A ja po prowadzeniu tego maratonu czułem się, jakbym przerzucił tonę węgla. Dobrze, że działo się to wszystko z soboty na niedzielę, był więc czas, by się ogarnąć i zresetować.
16.05.15 Brzeziny
Tegoroczna Noc Muzeów w Brzezinach upłynęła pod znakiem literatury. W Muzeum Regionalnym w mieście krawców obok tematyki sienkiewiczowskiej (za sprawą wystawy z Muzeum Sienkiewicza w Oblęgorku „Trylogia – dziwne materii pomieszanie”) znalazło się też miejsce dla współczesnej poezji i piosenki poetyckiej. Miałem zaszczyt prowadzić tam spotkanie z Łucją Dudzińską, Dorotą Nowak i Zbyszkiem Wojciechowiczem, a i sam coś własnego przeczytałem. Okazało się, że poza poezją wiele nas łączy, np. Dorotka i Zbyszek są nauczycielami oraz – podobnie jak ja, biegają długie dystanse. Natomiast Łucja i Dorota były w poprzednich latach laureatkami konkursu poetyckiego im. Andrzeja Babaryki, rozgrywanego właśnie w Brzezinach, a ja w miasteczku tym pracowałem kilkanaście lat temu jako redaktor naczelny lokalnej gazetki.
Nasze wiersze oraz piosenki w wykonaniu Zbyszka (który, podobnie jak Wysocki, nie oszczędza się) wzbudziły dość żywe zainteresowanie publiczności i wywiązała się ciekawa dyskusja na tematy okołoliterackie. A wszystko skończyło się ogniskiem w muzealnym ogrodzie, gdzie zostaliśmy poczęstowani gorącymi podpłomykami, które nb. jadłem pierwszy raz w życiu. Pycha!
I niech ktoś powie, że nie ma przypadków, potwierdziła się bowiem środowiskowa prawda, że świat (a przynajmniej Dworzec Kaliski) należy do poetów. Gdy odbierałem moich gości z pociągu, minąłem się z Kacprem Bartczakiem, natomiast następnego dnia, gdy już ich z powrotem odprowadzałem – „objawiła się” nam Marylka Duszka.
22.05.15 Łódź
Kolejna impreza pomysłu Łucji – tym razem z cyklu wART loży. Miejsce: Klub Artystyczny Przechowalnia. Artyści: Jacek Wysocki: grafika, obrazy, rysunki; Jolanta Ciecharowska: piosenka; Romuald Andrzejewski: klawisze, kompozycja. Ja z kolei prezentowałem swoją małą prozę, co zdarza mi się bardzo rzadko. Wystrój sali był w ciemnej tonacji, co podkreślały czarne ściany, na których zawisły prace Jacka, też ciemne, szkicowo oszczędne, cieniste i konturowe, głównie akty. Jola zaś ujęła wszystkich mocnym, wyrazistym głosem, a w repertuarze miała również moją piosenkę „16:06”. W trakcie spotkania każdy z nas przeczytał dodatkowo swoje wiersze, bo Jola i Jacek to wszechstronni artyści, którzy nie stronią od różnych środków wyrazu. Jedynie Romek nie dał się namówić na czytanie, choć przyznał, że też coś pisze.
Na koniec, już w samej knajpce, umilał nam czas domorosły muzyk i facecjonista o aparycji kloszarda, powtarzający na okrągło wciąż te same bon moty i od czasu do czasu przygrywający na organkach. Niestety, szczegółów nie jestem w stanie przytoczyć, bo już minął rok, jak to spisuję, i wszystko się ulotniło.
© Marek Czuku