Nowości 2019

Karol Samsel Autodafe 2

Bartosz Suwiński Bura. Notatnik chorwacki

 

Nowości 2018

Jacek Bielawa Kościelec

Zbigniew Chojnowski Zawsze gdzieś jest noc

Wojciech Czaplewski Książeczka rodzaju

Marek Czuku Stany zjednoczone

Janusz Drzewucki Obrona przypadku. Teksty o prozie 2

Anna Frajlich Laboratorium (wydanie 3, rozszerzone)

Jerzy Franczak Święto odległości

Małgorzata Gwiazda-Elmerych Czy Bóg tutaj

Lech M. Jakób Do góry nogami

Jolanta Jonaszko Bez dziadka. Pamiętnik żałoby

Péter Kántor Czego potrzeba do szczęścia

Bogusław Kierc Notesprospera

Wojciech Klęczar Flu Game

Zbigniew Kosiorowski Zapadnia

Sławomir Kuźnicki Kontury

Bogusława Latawiec Pierzchające ogrody

Artur Daniel Liskowacki Spowiadania i wypowieści

Piotr Michałowski Zaginiony w kreacji. Poemat z przypadku

Dariusz Muszer Baśnie norweskie

Uta Przyboś Tykanie

Karol Samsel Autodafe

Miłosz Waligórski Sztuka przekładu

City 4. Antologia polskich opowiadań grozy

 

WĘDROWNICZEK, Witaj Szkocjo!

WĘDROWNICZEK Marka Czuku » WĘDROWNICZEK, Witaj Szkocjo!

23.08.18 Motherwell, Wishaw, Glasgow
Jesteśmy z Dorotą u naszej Ani w trzydziestotysięcznym Motherwell, ośrodku znanym z produkcji stali, ale tutejsze hutnictwo już dawno upadło. To spokojne miasto położone na południe od Glasgow, o niskiej zabudowie, z domkami mającymi małe na ogół okna bez żadnych zasłon. Nasz wczorajszy lot na trasie Modlin – Glasgow był śmiertelnie nudny, najważniejsze jednak, że nie spadliśmy.
Najpierw jedziemy do sąsiedniego, również trzydziestotysięcznego Wishaw, bo Ania ma zarezerwowaną tu wizytę w przychodni. Przyjmuje ją pielęgniarka, nie ma jednak mowy o żadnym skierowaniu do specjalisty. Ania dostaje receptę, z którą idzie do apteki. Wszystkie leki są tu darmowe, a w aptece wystawiono dodatkowo do sprzedaży torebki, kosmetyki oraz inne niezwiązane z medycyną rzeczy. Dziwne to wszystko.
Jedziemy do Glasgow. W centrum największego miasta Szkocji przewija się wielonarodowy tłum ludzi, w którym z trudem doszukujemy się szkockich akcentów. Ale one są, dochodzą do nas bowiem rozmowy w języku będącym mieszanką szkockiego i angielskiego, o charakterystycznym akcencie i artykulacji głosek. No i wkrótce przechodzimy obok sklepu z tartanem, czyli kraciastą tkaniną z owczej wełny, mijamy też sklepiki z regionalnymi pamiątkami. Sporo tu zabytków i ciekawych obiektów, lecz wszystko to tworzy nieco bezkształtny miszmasz. Budynki są solidne, ale jeden nie pasuje do drugiego. Mam nadzieję, że w kolejnych dniach, w miarę poznawania, przekonam się do Glasgow.
Jest pora obiadu, wchodzimy więc do Cafe Gandolfi i zamawiamy szkocki przysmak haggis, neeps & tatties. Haggis to smakowicie przyprawiony pudding z owczych podrobów (serce, wątroba, płuca), zmieszany z cebulą, płatkami owsianymi, pieprzem i solą, podawany z purée z brukwi i ziemniaków. Trochę to przypomina naszą rodzimą kaszankę. Przepyszne!
Trudno nam się przyzwyczaić do lewostronnego ruchu na drogach, stale mylimy kierunki. Na szczęście poruszamy się autobusami i nie musimy sami manewrować po ulicach. Przekonujemy się też, że pogoda jest tu zmienna i może się w ciągu kilku minut diametralnie obrócić. Mieliśmy więc dziś deszcz, wiatr i słońce zza chmur. Temperatura niezmiennie wynosi kilkanaście stopni (podczas gdy w Polsce panuje gorąco), a powietrze jest ostre.

© Marek Czuku

  • Dodaj link do:
  • facebook.com