nowości 2026

Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo

Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza

Konrad Liskowacki Pomurnik

Tomasz Majzel Święty spokój

Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne

Gustaw Rajmus Angst

Karol Samsel Autodafe 9

Krzysztof Wacławiec W Pasie Oriona

książki z 2025

Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta

Jan Drzeżdżon Rotardania

Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]

Tomasz Hrynacz Corto muso

Jarosław Jakubowski Żywołapka

Wojciech Juzyszyn Efemerofit

Bogusław Kierc Nie ma mowy

Andrzej Kopacki Agrygent

Zbigniew Kosiorowski Nawrót

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach

Artur Daniel Liskowacki Zimno

Grażyna Obrąpalska Poprawki

Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny

Uta Przyboś Coraz

Gustaw Rajmus Królestwa

Rafał Sienkiewicz Smutny bóg

Karol Samsel Autodafe 8

Karol Samsel Cairo Declaration

Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

"Było, ale ciągle jest...", blog krytycznoliteracki Bernadetty Darskiej, 16.08.2009

copyright © Bernadetta Darska 2009

Zbiór paraopowiadań Łukasza Szopy to zapis codzienności, zapis pozorowania, że o śmierci można zapomnieć, że przeszłość nie wpływa na teraźniejszość. Teksty autora mają wyraźnie autobiograficzny charakter (w latach 1997-1999 Szopa przebywał w Bośni-Hercegowienie). Życie tuż po wojnie ma w sobie coś z rytuału – inaczej smakuje alkohol, inaczej smakuje seks, inaczej smakuje przyjaźń. Wszystkiemu towarzyszy niedosyt – przekonanie, że można nie zdążyć; poczucie, że nie wolno powiedzieć; świadomość, że trudno jest wybaczyć; wreszcie oczywistość ostateczności, doświadczenie, że koniec i początek mogą wydarzyć się nie tylko przypadkiem, ale w każdej chwili, zupełnie bez powodu. Wiele rzeczy musi się rozegrać szybciej niż odbywa się to w świecie nieskażonym wojną, w Sarajewie nie ma czasu na celebrowanie, podchody, rekonesans. Trzeba brać życie takie, jakie jest – przyjmować z radością chwile szczęśliwe, próbować szybko zapomnieć to, co jest złe i co boli. Tak dzieje się z miłością bohatera i Aidy – jedna noc, w trakcie której bez słów powiedzieli sobie wszystko, a następnie informacja, która przecina związek, zanim ten tak naprawdę się zaczął. Rozdział Ich tłumaczka z niemieckiego to jeden z bardziej przejmujących fragmentów książki. Autorowi – pewnie dzięki wspomnianemu autobiografizmowi – udaje się pokazać, jak łatwo śmierć zadaje cios także tym, którzy zostają, oraz jak pamięć potrafi wyłowić szczegół i nadać jemu wartość (obsesyjne wspominanie zimnego makaronu z majonezem). Tom Kawa w samo południe otwiera tekst odsłaniający, jak trudno poddać się normalności, mając w zanadrzu wspomnienia. Jedynie obecność obok kogoś, kto też pamięta, pozwala choć trochę oswoić demony przeszłości. Podobny charakter ma tekst zamykający tom. Oto dwójka przyjaciół decyduje się odbyć podróż do miejsca, w którym pochowana jest ta, która jeszcze nie tak dawno była jedną z nich. Grobu nie odnajdują, ale sam fakt bycia tam, gdzie ona przebywała, jest wypełnieniem obietnicy, jest byciem jeszcze raz razem. Nic więc dziwnego, że czytamy: „Właściwie to tak, jakbyśmy ją jednak znaleźli, byli u niej. Tal jak sobie przyrzekliśmy. Co z tego, że nie znaleźliśmy i nie chcieliśmy dalej szukać samego grobu. Co tam grób. Tak, jak przyrzekliśmy sobie wtedy, przyjechaliśmy tu, do niej. O to chodzi” (s. 85).

Łukasz Szopa Kawa w samo południe. Opowiadania bośniackiehttp://www.wforma.eu/29,kawa-w-samo-poludnie.-opowiadania-bosniackie.html