Nowości 2020

Roman Ciepliński Ukryte myśli

Anna Frajlich W pośpiechu rzeka płynie

Karol Samsel Autodafe 3

 

Nowości 2019

Dejan Aleksić Jak to powiedzieć

Jarosław Błahy Rzeźnik z Niebuszewa

Kazimierz Brakoniecki Twarze świata

Tomasz Hrynacz Dobór dóbr

Piotr Kępiński Po Rzymie. Szkice włoskie

Bogusław Kierc Osa

Andrzej Kopacki Inne kaprysy

Artur Daniel Liskowacki Brzuch Niny Conti

Tomasz Majzel Osiemnasty

Dariusz Muszer Człowiek z kowadłem

Dariusz Muszer Wiersze poniemieckie

Elżbieta Olak Otulina

Paweł Przywara Ricochette

Karol Samsel Autodafe 2

Bartosz Suwiński Bura. Notatnik chorwacki


Paweł Tański Okolicznik północnych pól

Andrzej Turczyński Czasy i obyczaje. Wariacje biograficzne

Andrzej Wasilewski Jestem i

Sławomir Wernikowski Passacaglia

Jurij Zawadski Wolny człowiek jeszcze się nie urodził

 

MACHNIĘCIA, Orgazm oraz Bałtycki 4

MACHNIĘCIA Macieja Wróblewskiego » MACHNIĘCIA, Orgazm oraz Bałtycki 4

Jastarnia, 10 lutego 2017

Do nas na poddasze zajrzało słońce. Od rana siedzimy w tunelu prysznicowym i smagamy się Bałtyckim. Śniadanie z kłębuszkami śnieżynek za uszami i we włosach. Viola częstuje mnie pyszną czekoladą z dodatkiem chili. Objaśniamy sobie swoje sny. Zbieramy się powoli w drogę na Hel. Słońce skacze po dachu. Po drodze mijamy ekipę z plastikowymi łopatami. Ruchy mają powolne, ćmią papierosy w milczeniu. Szurają gumowcami. W górze słychać rybitwy. Smuga cienkiego i żółtego jak mocz dymu idzie w górę. Robi się naprawdę wysokie ciśnienie. Do odjazdu zostało 20 minut, więc robimy rundę po ulicach księżych: Bonifacy, Pankracy, Horacy, Władysław, Swetoniusz. Po drodze wchodzimy na ulicę księdza Główczewskiego i na pamięć przychodzi mi przyjaciel Oleczek G. Jego obraz w moim mózgu nie zamazuje się, nie znika, nie ma też wspominkowo-nostalgicznych rysów. Jest we mnie głosem, konkretnym słowem, gestem. Pojawia się nagle także we śnie, które ostatnio we mnie rosną jak perz i tłumią zdrowe myśli. Pośród tego wszystkiego, tak jak teraz, gdy widzę tabliczkę z ks. Główczewskim, Oleczek mi wychodzi ze swoim życiem zakończonym, ale jakby nie domkniętym, trochę rozgadanym, rozproszonym, szlacheckim. I tu w Jastarni wyszedł do mnie dość niespodziewanie już wcześniej, alem tego nie rozumiał.

Czerwonym (?) szynobusem przez Juratę na Hel. Po drodze zmrożone dzieci kręcące się na karuzeli. Przez śnieg na kraniec Polski. Na cypel. Na czubek. Słońce grzeje jak w maju. Kaszubskie domki przy Wiejskiej ściśnięte, gdzieniegdzie zaprasza się, serwuje, podaje i nęci regionalną strawą. Mijamy rzadkie grupki turystów, a jeszcze więcej smętnych rybaków i ich sieci. Po obu stronach wyrestaurowane wojskowości, umocnienia, schrony, tunele, działa, punkty obserwatoryjne i bóg wie, co jeszcze. Gdzieś tam z głębi schronu z pizdą wycelowaną na Ruskich muzyka skoczna się sączy. Omijamy te rewelacje historyczne polskie szerokim łukiem. Wciąż wojny nam się zachciewa, bohaterstwa i krwi. Powinni to dawno zakopać i zasadzić fajny las, żeby można było posiedzieć na ławce i w niebo popatrzyć.

© Maciej Wróblewski

  • Dodaj link do:
  • facebook.com