Nowości 2019

Karol Samsel Autodafe 2
 

Nowości 2018

Jacek Bielawa Kościelec

Zbigniew Chojnowski Zawsze gdzieś jest noc

Wojciech Czaplewski Książeczka rodzaju

Marek Czuku Stany zjednoczone

Janusz Drzewucki Obrona przypadku. Teksty o prozie 2

Anna Frajlich Laboratorium (wydanie 3, rozszerzone)

Jerzy Franczak Święto odległości

Małgorzata Gwiazda-Elmerych Czy Bóg tutaj

Lech M. Jakób Do góry nogami

Jolanta Jonaszko Bez dziadka. Pamiętnik żałoby

Péter Kántor Czego potrzeba do szczęścia

Bogusław Kierc Notesprospera

Wojciech Klęczar Flu Game

Zbigniew Kosiorowski Zapadnia

Sławomir Kuźnicki Kontury

Bogusława Latawiec Pierzchające ogrody

Artur Daniel Liskowacki Spowiadania i wypowieści

Piotr Michałowski Zaginiony w kreacji. Poemat z przypadku

Dariusz Muszer Baśnie norweskie

Uta Przyboś Tykanie

Karol Samsel Autodafe

Miłosz Waligórski Sztuka przekładu

City 4. Antologia polskich opowiadań grozy

 

NOTES, Najprzedniejsza

NOTES Karola Samsela » NOTES, Najprzedniejsza

Kiedy usiłuję wyjaśnić, że "Autodafe" jest stosem dla siebie i że stosy poetów to dzisiaj ostatnie słupy milowe międzyludzkiej solidarności, głęboko w to wierzę. Myślę o stosie w sposób organiczny i fizjologiczny. Płonąć, płonąć i jeszcze raz płonąć. To jakiś rodzaj kopernikańskiego samorozpoznania, prawda? Albo jeśli wolicie: skok Galileusza nad samym sobą? Cóż, jako artyści rodzimy się orfikami, jesteśmy orfikami niejako z płomienności natury i - tak mi się wydaje, wybaczcie - bardzo niewielu z nas uzmysławia sobie, że orfizm to jedynie kostium narcyzmu. Może i olśniewający, a może i łyskliwy, może to narcyzmu barwy godowe i barwy naraz ochronne (coś najpiękniejszego, co możemy spotkać na Ziemi), ale to - pora chyba mężnie to przyznać - narcyzm in variatio, narcyzm second handu.

Ludzie jednoczą się w świetle naszego ognia. Łamią się opłatkiem własnych zmysłów wyłącznie pod tym warunkiem, że oświetlimy je - zmysły - ogniem z pochodni naszych ciał. Ktoś zaprojektował ten orficki gen, ktoś go na glebie (ktoś go na glebinie!) poetyckiego egocentryzmu przenikliwie i migotliwie wyhodował. A stało się to z prostych powodów. Jesteśmy egocentrykami zgodnie z tym, jak zarzekał się o sobie Rousseau: "śmiem twierdzić (ach, jak on perzył się przed samym sobą), że nie jestem podobny do żadnego z istniejących". Tak - podejrzewam - w istocie jest. Egocentryzm jest naszym czarnoziemem. My jesteśmy czarnoziemem Ziemi pojętej jako wspólna duchowa planeta, czarnoziemem kosmosu pojętego jako kosmos duchów - właśnie przez wzgląd na nasz egocentryzm. Musimy więc być narcyzami i orfeuszami, musimy być złośliwi, utyskliwi, rozdrażnieni, składamy się do kałduństwa i do minoderii. Aby tym silniej płonął stos, do którego przywabimy ludzkie nocne motyle, ludzkie ćmy.

Te zaś w ogniu naszej lampy nie spłoną. To bowiem lampa, która pochłania samą siebie. Podoba mi się określenie Mickiewicza: "lampa światów". Czyż nie niepodrabialne? Muszę je kiedyś sobie przysposobić. Odgryźć tamtemu to określenie z ust i zbiec jak najdalej od niego - jak pies z przednią kością. Najprzedniejszą.

© Karol Samsel

  • Dodaj link do:
  • facebook.com