nowości 2026

Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo

Tomasz Majzel Święty spokój

Karol Samsel Autodafe 9

książki z 2025

Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta

Jan Drzeżdżon Rotardania

Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]

Tomasz Hrynacz Corto muso

Jarosław Jakubowski Żywołapka

Wojciech Juzyszyn Efemerofit

Bogusław Kierc Nie ma mowy

Andrzej Kopacki Agrygent

Zbigniew Kosiorowski Nawrót

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach

Artur Daniel Liskowacki Zimno

Grażyna Obrąpalska Poprawki

Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny

Uta Przyboś Coraz

Gustaw Rajmus Królestwa

Rafał Sienkiewicz Smutny bóg

Karol Samsel Autodafe 8

Karol Samsel Cairo Declaration

Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

NOTES, Znikający punkt

2015-07-06 09:22

Wiersz z kontekstem nie jest rebusem, krzyżówką do rozwiązywania ku uciesze. Interpretacja nie jest rozwiązaniem zerojedynkowym. Ponieważ za sztuką stoi Tajemnica, nie zagadka, Słowo, nie anagram. Wypowiadając się w ten sposób, nie tłumaczę tekstu, ale przedstawiam swoje modus vivendi. Nie można każdego wystąpienia autora odczytywać w kategoriach objaśniających. Nie ma on bynajmniej obsesji Tłumacza. Nie wpędzajmy go w kompleksy, których także zazwyczaj nie posiada. Nie sądźmy, że nie potrafi się on uwolnić od dyktatu jasności i zrozumiałości ani tym bardziej że temu dyktatowi nieuchronnie ulegnie, ilekroć wypowie się w związku ze swoim dziełem. A nawet gdyby tłumaczył np. wiersz, jest to fakt istotny w sensie poznawczym, tożsamościowym, autoliterackim i dowodzi tego historia literatury. Może się mylić, ale czytelnicy mogą mylić się także. Skąd ten nawyk oddzielania ziarna od plew? Nawyk bardzo stronniczy, nierzadko krzywdzący. Ziarna miałby czytelnik, wyłącznie czytelnik i czytelnik zbierałby plon interpretacji, plewy zaś przynosił autor, który de facto poza skądinąd istotnym związkiem genetycznym nie ma i nie będzie miał z tekstem niczego wspólnego.

Kiedy to nastąpiło, kiedy do tego stopnia uprościliśmy, zwulgaryzowaliśmy nasz aparat odbioru tekstu? Wpierw była diada „autor : tekst”, którą nowoczesność przekształciła w triadę, dopuszczając doń stronę czytelnika. Tak funkcjonującą triadę „autor : tekst : czytelnik” zaprzepaściła z kolei ponowoczesność, doprowadzając nie tylko do śmierci autora (Roland Barthes), lecz także – do znaczącego wzmocnienia (choć nie absolutyzacji) postaci czytelnika. Świecki postmodernizm dokonał reszty. Z XIX-wiecznej diady „autor : tekst” – wskutek przyzwolenia na triadę, która sama w sobie fatalna nie była – powstała XXI-wieczna superdiada „tekst : czytelnik”. Autor przestał istnieć jako instancja. Jego zadaniem jest więc bycie surogatką dzieła literackiego, służba w charakterze mechanicznego sprawcy jego przyjścia na świat, niezmordowanej mamki porodowej, która po zrodzeniu jednego oddaje to, co zrodziła w dobre ręce, aby podjąć znowu, raz po raz – nigdy nieustające wyzwanie rodzenia drugiego, kolejnego.

Kim w tym układzie dominacji i zależności jest wreszcie czytelnik? Matką zastępczą? Wampirem lub przynajmniej istotą zwampiryzowaną? Wielbicielem rytuału zjadania bogów bądź zwykłą, nieaspirującą jednostką do tego rytuału zaprogramowaną, jednostką w celach rytualnych zmanipulowaną? Everymanem wreszcie mniej lub bardziej świadomym, mądrzejszym albo głupszym, który nieoczekiwanie (i niezasłużenie?) okazał się największym beneficjentem doby ponowoczesnej?

© Karol Samsel