Książki z 2021

Andrzej Ballo Albowiem

Alina Biernacka Kiedyś, jednak. Wiersze wybrane (1977-2020)

Maria Bigoszewska Złodziejska kieszeń

Jarosław Błahy Zaklęty w szerszenim gnieździe

Nicolas Bouvier Na zewnątrz i wewnątrz

Roman Chojnacki Pasterz słoneczników

Roman Ciepliński Życie zastępcze

Wojciech Czaplewski Książeczka wyjścia

Marek Czuku Róbta, co chceta

Adrian Gleń M [małe prozy]

Małgorzata Gwiazda-Elmerych Zapojutrze

Tomasz Hrynacz Emotywny zip

Tomasz Hrynacz Pies gończy

Jarosław Jakubowski Bardzo długa zima

Jarosław Jakubowski Ciemna Dolina

Lech M. Jakób Ćwiczenia z nieobecności

Zbigniew Kosiorowski Zapodziani

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito

Bogusława Latawiec Nieoznakowany szlak

Ryszard Lenc W cieniu Golgoty

Artur Daniel Liskowacki Cukiernica pani Kirsch (wydanie 2)

Artur Daniel Liskowacki Eine kleine (wydanie 4)

Artur Daniel Liskowacki, Bogdan Twardochleb Przybysze i przestrzenie. Szkice o pisarzach szczecińskich

Joanna Matlachowska-Pala Bezpowrotne

Piotr Michałowski Dzień jest wierszem, świat kolorem

Dariusz Muszer Dzieci krótszej nogi Syzyfa

Marek Pacukiewicz Wieki średnie

Małgorzata Południak Podróżowanie w przestrzeni

Karol Samsel Autodafe 4

Grzegorz Strumyk Wyjście

Michał Trusewicz Przednówki
 

PISMO SZYBKIE, Praobrazy. Nieznana część świata

2015-04-26 17:12

Czytam „Praobrazy” po raz pierwszy, od kiedy je napisałam, a było to trzy lata temu i wszystko tam jest przedziwne i prawdziwe, i ta najbardziej nieznana część świata, nieświadomość, która wciągana jest do jawy przez sny, i zdania pisane prozą w dole strony, i to, że wystarczy zamknąć oczy, a będzie to kolejne wystawienie się na próbę zabarwioną błękitem, gdyż panuje tam taka właśnie podniebieszczona atmosfera.

Okładka książki jest w większym stopniu zielona niż niebieska, co można by tradycyjnie kojarzyć z nadzieją na jakąś zmianę, nadzieja taka jest zawsze słuszna, ze względu  na pieczęć nietrwałości, jaką każde istnienie stemplowane jest zaraz na początku.

Ale czytając „Praobrazy” myślę, że po trzech latach nic się nie zmieniło i kiedy mówię nic, mam wręcz na myśli wszystko, rzecz jasna bez szczegółów.

Patrząc z dzisiejszego dnia myślę, że prawda opisana w tej książce jest jeszcze dawniejsza, do trzech nieczytanych lat muszę dodać jeszcze trzy lata, które upłynęły od czasów opisanych, razem sześć, a to tylko fragment całości jawnej, która ma teraz dokładnie dziesięć lat, tak mi się wydaje, dopóki nie przypominam sobie  pewnych praobrazów jeszcze wcześniej zobaczonych w snach o takim samym kolorycie. Było w nich o końcach świata nie do wyminięcia i niemożliwości pójścia dalej.

„Praobrazy” powstały w czasie zatrzymanym, w umyśle, który pisał je jakby nie pisząc, nie wiedząc, nie słysząc, jak szczeka przywiązany pod sklepem pies.

Z tym, że w pewnym rozdziale komnaty mają tam już szczeliny w sufitach, wychodki nadają się tylko do rozbiórki, a dziewczynka w jedwabnych łachmanach pyta: czy już czas?

Na schodach siedzi stworzenie kafkowskie o imieniu Odradek, a człowiek zmienia się w znak nieskończoności. Było to pokazane. Obserwowaliśmy to.

© Marta Zelwan